poniedziałek, 27 lutego 2017

N-ką na Nowodwory, czyli przejazd zabytkowym tramwajem



Rozwój warszawskiej komunikacji publicznej nie tylko budową metra stoi. Albowiem stolica od dawna - bo jeszcze od czasów przed pierwszą wojną, stawia na tramwaje, które zresztą pojawiły się tu wcześniej od autobusów. Można śmiało powiedzieć, że z każdym dniem system transportu zbiorowego w Warszawie się zmienia i to bez wątpienia na lepsze. Nie tylko pod względem jego rozległości, dogodności, czy częstotliwości połączeń, a także różnorodności środków transportu - bo do wcześniej już wspomnianych należy doliczyć jeszcze Szybką Kolej Miejską. Także i nowoczesność taboru nie daje powodu do narzekań. Zresztą w tych pozostałych aspektach także nie ma zbyt wielu punków co do których można by się kolokwialnie mówiąc "czepiać".



Jednak w rozmowach słyszanych "na mieście" czy podpatrzonych w internecie, nie da się nie zauważyć grupy krytyków zarówno całego sytemu transportu, jak i poszczególnych jego elementów. Nie czas tu i miejsce by dociekać, czy to może osławione lobby kierowców aut, rowerzystów, czy innych współużytkowników stołecznych dróg kreuje taki - dosyć niesprawiedliwy naszym zdaniem - obraz rzeczywistości. Zgodnie z odwiecznym prawem akcji i reakcji widać, że władze stolicy starają się promować komunikację zbiorową i w delikatny sposób zachęcać do wybierania jej jako głównego środka transportu. Stąd też nawet tak wydawało by się błaha okazja, jak wydłużenie jednej linii tramwajowej o zaledwie dwa przystanki, jest wykorzystywana do budowania szerokich akcji promocyjnych.



I trzeba to jasno powiedzieć - chwała im za to ! Raz, że jest to decyzja trafna o czym świadczyły tłumy warszawiaków jakie pojawiły się w ostatnią niedzielę wczesnym popołudniem na pętli Metro Młociny. Dwa, że po raz kolejny w umiejętny sposób łączy się pamięć o przeszłości z teraźniejszością. Ze wszystkich bowiem środków transportu - to właśnie tramwaj najbardziej się z miastem i jego losami kojarzy. Tramwaje były symbolem przedwojennej stolicy - jeździły Traktem Królewskim - jej najbardziej reprezentacyjną arterią. Także w czasie wojny i okupacji odegrały istotną rolę tym razem przypominając o całkowicie sztucznym i wymuszonym podziale miasta na dwie części jaki został wprowadzony przez Niemieckiego najeźdźcę. Co zresztą całkiem niedawno zostało w bardzo inteligentny sposób przypomniane, albowiem w Dniu Pamięci Ofiar Holokaustu, pusty tramwaj z gwiazdą Dawida zamiast cyfry przemieszczał się po Muranowie. Wczoraj zaś dla odmiany, ten wagon był pełen uśmiechniętych i radosnych ludzi, którzy z utęsknieniem na niego czekali.



Oczywiste całkiem jest, że w małym przedwojennym wagonie nie udało się zmieścić wszystkim chętnym do przejazdu nową wydłużoną trasą. Codziennie pokonywać ją będą tak jak dotychczas  na krótszym odcinku, nowoczesne Pesy obsługujące linię nr 2. Nam też za pierwszym razem nie udało się do zabytkowego pojazdu dostać, jednak wcale nie żałujemy, że podróż Metra Młociny na Nowodwory odbyliśmy już dobrze przez warszawiaków oswojonym Jazzem Duo. W środku bowiem, zgodnie zresztą z zapowiedzią organizatorów czekały certyfikaty dla pierwszych 500 pasażerów oraz krówki w barwach Tramwajów Warszawskich. 




O tym jak trudno było dostać się do zabytkowego pojazdu najlepiej niech zaświadczy fakt, iż przemiłym paniom hostessom z tymi prezentami niestety nie udała się ta sztuka, już na drugim przystanku  - jeszcze nim stary tramwaj wyjechał na dobre z pętli Młociny. Co miało też zresztą swoje plusy, albowiem dobitnie pokazało też, jak wielkie jest społeczne zapotrzebowanie, właśnie na taką bezpośrednią formę kontaktu z zabytkami techniki - w tym przypadku tej komunikacyjnej. Co nie jest bez znaczenia, szczególnie w kontekście znikania z mapy Warszawy muzeów, gromadzących właśnie zabytki techniki. Być może kiedyś nawet doczekamy się jeśli nie osobnej placówki to może wydzielonej sekcji w jakiejś zajezdni gdzie będzie można przyjść i zobaczyć te piękne pojazdy. Jak pokazują przykłady Gazowni Warszawskiej czy Filtrów - takie nawet małe ekspozycje są bardzo chętnie odwiedzane przez Warszawiaków.




Choć oczywiście najlepszą formą prezentacji i zapoznania się z zabytkowym środkiem transportu jest możliwość skorzystania z niego według pierwotnego przeznaczenia. Okazje ku temu dają cykliczne imprezy w stylu Nocy Muzeów . Jednak i tak nie wszyscy mogą się w ten krótki w sumie czas dostępności załapać na przejażdżkę, a musimy przyznać, że nawet w potwornym tłoku, jest to jedyne w swoim rodzaju doświadczenie. Zresztą świetnie atmosferę przedwojnia przypominał głos jednego konduktora stojącego na przedzie wagonu, który przed każdym przystaniem obwieszczał donośnie zapytanie Czy ktoś z Państwa chce wysiąść? oraz sygnał gwizdka drugiego z nich stojącego w tylnych drzwiach, dającego tym znak dla motorniczego, że może on ruszać. Prawdę mówiąc pojeździe takim wszystko jest niezwykłe, zarówno widok starych korków pod  sufitem, dźwięk, a właściwie zgrzyt przesuwanej wajchy sterującej czy ręcznie zamykanych drzwi przesuwnych, silne szarpnięcie na zakręcie czy majestat mosiężnych klamek i uchwytów. Tak, "tramwaj typu K" czyli inaczej mówiąc popularna ongiś "Berlinka" - robi wrażenie jak mówią słowa starej piosenki o Warszawie: i w ogóle i w szczególe i pod każdym innym względem.



Na koniec naszej opowieści nie pozostaje nam nic innego, jak zachęcić Szanownych Państwa - Naszych Czytelników do spaceru. Nie tylko tego codziennego, z miejsca zamieszkania do środka komunikacji, aby dotrzeć jak co dzień do pracy, choć to też dobre dla ciała i ducha. Jednak w sposób szczególny, chcemy zachęcić Was, by korzystać z nadarzających się okazji do zapoznania się w sposób bezpośredni z historią Stolicy. A zwłaszcza wtedy, kiedy tak jak wczoraj daje się ona w sposób wprost nachalny niemalże, doświadczyć wszystkimi zmysłami. Warto wybierać się na tego typu imprezy jak uruchomienie nowej linii tramwajowej, pokaz zabytkowych lub nowych egzemplarzy taboru drogowego lub szynowego, a nawet otwarcie mostu. Zawsze jest okazja by coś zobaczyć, usłyszeć i dać sobie okazję by zakochać się w Warszawie jeszcze bardziej. Bo życie w mieście, którego się nie kocha jest przecież strasznie smutne. A przy okazji może i na którejś z takich imprez się spotkamy, czego Państwu i sobie serdecznie życzymy. 

sobota, 25 lutego 2017

Echa dawnej Warszawy tym razem o Kościołach i kaplicach spotkanie promocyjne


Kolejny piątkowy wieczór postanowiliśmy spędzić, w całkiem typowy, od jakiegoś czasu, dla nas sposób, a mianowicie na spotkaniu autorskim. Ci którzy już trochę nas znają, lub śledzą nasz profil na Facbooku, pewnie domyślają się, że było to wydarzenie promujące kolejną książkę wydaną przez Skarpę Warszawską. Tym razem był to nowy tom z serii "Echa dawnej Warszawy". Podtytuł jego brzmi Kościoły i kaplice, a autorem jest Piotr Otrębski - dziennikarz Radia Warszawa, którego część z Was może go zapewne kojarzyć z audycji Tu była Warszawa




Nikogo chyba już nie zdziwi, że spotkanie po raz kolejny odbyło się w niezwykle gościnnych progach Księgarni Świata Książki. Także i tego wieczoru pomiędzy regałami z najróżniejszą literaturą, zgromadziło się wielu zainteresowanych Warszawą i jej historią. Redakcja Skarpy postanowiła swoim zwyczajem, może już nie zaskoczyć - bo personalia prowadzącej spotkanie były już od pewnego czasu znane choćby z plakatów - ale zadbać o unikalność spotkania poprzez dobór osoby prowadzącej rozmowę z autorem. Tym razem wybór padł na zapewne dobrze znaną wielu z Was dziennikarkę i prezenterkę telewizyjną panią Annę Popek. I trzeba tu powiedzieć, że znów organizatorzy trafili w dziesiątkę. Sprawność i styl prowadzenia spotkania, mógł z pewnością przypaść do gustu wielu przybyłym miłośnikom Warszawy.



Charakterystyczne głosy, dobrze znane z popularnych mediów, niewątpliwie sprawiły, że dobrze się tej rozmowy słuchało. Tematem przewodnim, zgodnie ze wspomnianym już wcześniej podtytułem publikacji, koncentrowały się wokół warszawskich świątyń i ciekawostek z nimi związanych. Rozmowa była ciekawa i wciągająca obie strony, że prowadząca z autorem musieli się nawzajem dobrze pilnować, aby czasem nie zdradzić za dużo. Powodem tej dyscypliny nie była bynajmniej obawa by wyczerpać wątki, których w książce poruszonych jest wiele - choć oczywiście nie wszystkie, bo jak szybko ustalono - tematów, jak i samych świątyń warszawskich jest jeszcze na co najmniej tom lub dwa.



Prawdziwą przyczyną owej powściągliwości był fakt, iż rozmowa poprzedzała mini konkurs wiedzy o stołecznych kościołach, w którym do wygrania były reprinty przedwojennej pocztówki i drewniane zakładki do książek. Nie będziemy ukrywać, że również nam udało się jeden taki zestaw otrzymać. Trzeba przyznać organizatorom, że pytania wcale nie były całkiem łatwe, choć uczestnicy spotkania nadzwyczaj świetnie sobie z nimi poradzili. Jest to powód do prawdziwej radości, że stolica i jej dzieje ma tak duże grono sympatyków i znawców tej tematyki. Co zresztą sprawiło pewien drobny kłopot w stwierdzeniu kto pierwszy udzielił prawidłowej odpowiedzi na zadane pytanie, tym bardziej - że często padała ona zanim prowadząca skończyła czytać treść zagadki.



Gdy wyczerpana została pula pytań i każdy zwycięzca otrzymał już nagrodą z rąk autora, nastąpił przez wielu bardzo wyczekiwany moment - autografy. Była to również świetna okazji do chwili prywatnej rozmowy o książce z tym, który dzielnie podpisywał podawane egzemplarze. A trzeba przyznać, że jak zwykle kolejka w tym celu przybyłych ustawiła się długa. Kto nie miał możliwości zaopatrzyć się w książkę przed przybyciem na spotkanie, ten mógł szybko i łatwo to niedopatrzenie nadrobić na miejscu. Albowiem świeże i pachnące tłustym drukiem egzemplarze, niczym pączki dnia poprzedniego, czekały tylko na amatorów tych słodyczy, kusząc atrakcyjną ceną promocyjną. Tak więc każdy kto się tylko pojawił miał szansę aby nie tylko wyjść z nową publikacją, ale także zdobyć dedykację od autora, a nawet zrewanżować mu się ciekawą pamiątką związaną z jej tematyką. 


Na koniec nie pozostaje nam nic innego niż zaprosić wszystkich do lektury. Tym razem zachęcamy również by lekturę połączyć ze spacerem. Warto bowiem na żywo zobaczyć opisane w książce miejsca. Choć od razu uprzedzamy, że kilka z nich jest naprawdę trudno dostępnych, jak choćby wieże katedry warszawsko -praskiej. I może być nie lada przeżyciem dla ludzi o stalowych nerwach i pozbawionych lęku przestrzeni lub wysokości. A inne można zobaczyć tylko w określonym czasie w ciągu roku, jak słynną ruchomą szopkę od ojców Kapucynów z dolnego kościoła na ul. Miodowej. Tym nie mniej zachęcamy by ruszyć się z kanapy, włożyć książkę do torby lub plecaka i wyjść w plener. Z własnego doświadczenia zapewniamy, że niejednokrotnie udawało nam się zobaczyć więcej niż to na co skromnie liczyliśmy. Tak więc do zobaczenia, na warszawskich brukach !

czwartek, 23 lutego 2017

Muzeum na Ł3


Dziś chcemy Was zaprosić na ulicę Łazienkowską pod numer 3. Co prawda jeszcze nie na sam stadion, ani na mecz - ale do miejsca, które opowiada to co lubimy najbardziej - historię. A historia to niezwykła bo dotyczy jakże by inaczej - Legii Warszawa oczywiście. Miejscem gdzie można się z nią zapoznać jest klubowe muzeum mieszczące się w murach stadionu. Wbrew pozorom nie tylko o piłce mówi historia tam opowiadana, ale po kolei. Wejście do sal ekspozycyjnych wiedzie przez przeszklone drzwi i recepcję, za której ladą uprzejma i uśmiechnięta pani wita gości i wskazuje drogę informując zarazem o braku opłaty za zwiedzanie.




Przy przekroczeniu progu pierwszej z sal od razu napotykamy sztandar muzeum klubu jako pierwszy z eksponatów, choć wcale nie narzucający się zwiedzającym. Dalej jest tak jak przykazane czyli na ścianie w ciekawy i nowoczesny sposób przedstawiona została historia początków klubu. Jednak nie będziemy tu powielać tych informacji, może kiedyś napiszemy osobny post o klubie, dlatego pozwolimy sobie spuścić woalkę tajemnicy na tę część ekspozycji. A kto czuje potrzebę natychmiastowego zaspokojenia głodu wiedzy w tym aspekcie, wierzymy, że ten zapewne znajdzie z łatwością niezbędne informacje na wielu innych portalach. Póki co chcemy się skupić na eksponatach, a te - możecie nam wierzyć robią wrażenie. Nie tylko ilość zdobytych medali czy pucharów, ale także różnorodność dyscyplin w jakich je zdobywano na przestrzeni ponad stu lat od założenia "wojskowych". Kogo te rarytasy interesują najbardziej, ten powinien od razu swe kroki skierować ku schodom wiodącym na piętro ekspozycji, Tym którzy jednak postrzegają Legię jako klub przede wszystkim piłkarski i nie chcą tak od razu wychodzić z tego dość uproszczonego widzenia sprawy, doradzamy skupienie się na parterowej części wystawy.





Jednym z ciekawszych eksponatów są buty i piłka z czasów przedwojennych umieszczone na tle współczesnych im plakatów informujących o rozgrywkach o mistrzostwa ze słynnymi Makabi Warszawa i Pogonią Lwów. Choć dla porządku dodajmy, że chodzi o dwa zupełnie inne tytuły. Dalej idąc przez wystawę, możemy się zapoznać z pocztem prezesów klubu, ale dużo bardziej interesujące naszym zdaniem są dalsze gabloty. Jak chociażby ta która można by określić mianem "galerii sław". Tą część ekspozycji rozpoczyna wspomnienie poświęcone dwóm największym legendom Legii czyli Lucjanowi Brychczemu i Kazimierzowi Deynie. A poczet ten zamyka piłkarz, który ciągle jeszcze nie jedną stronicę w historii klubu z Łazienkowskiej może zapisać czyli Jakub Rzeźniczak. Wiele wskazuje na to, że to własnie On może pobić aktualny rekord 452 meczów rozegranych w barwach Legii, ustanowiony przez pana Lucjana rzecz jasna. 





W kolejnych dwóch mniejszych pomieszczeniach są ekspozycje tematyczne - jedna poświęcona samemu stadionowi, a druga pierwszej przygodzie z piłkarską Ligą Mistrzów w latach 90. XX wieku. O ile ta druga wystawa to prawdziwie sentymentalna podróż do krainy wspomnień o tych na poły legendarnych przez długie lata czasach. To na tej pierwszej można dotknąć krzesełek, ławek a nawet reflektorów i lamp świadomie zachowanych ze starego a dla wielu pokoleń warszawskich kibiców wręcz kultowego stadionu. W naszej opinii zestawienie to doskonale koresponduje ze wspomnianym wcześniej a przez wielu nazywanym złotym okresem w historii klubu z Łazienkowskiej 3 - a adres jako jedna z niewielu rzeczy pozostał niezmieniony od tego czasu. Co dobitnie widać na umieszczonych wielkoformatowych zdjęciach obecnego obiektu na którym są rozgrywane przez klub mecze piłkarskie w ekstraklasie i znowu po latach w europejskich pucharach. 


Wzrok wszystkich zwiedzających w głównej części ekspozycji z pewnością przyciąga czerwony motocykl. Za tym spojrzeniem musi iść - zdziwienie, co motocykl robi w muzeum Legii? Wszystko wyjaśni się gdy spojrzymy dokładnie na ten wielkogabarytowy eksponat. Tabliczka z napisem "Adler 1938" umieszczona na przednim błotniku jednośladu, pozwala wydedukować dosyć trafnie, że jest to świadek i uczestnik przedwojennych zmagań sportowych. Bowiem WKS Legia już od 1930 r. posiadała sekcję motocyklową - której herb jest zawieszony nad wspomnianym eksponatem. Warto tu na marginesie dodać, że jeden z jej czołowych zawodników - Józef Docha był powojennym współtwórcą zrębów ligi żużlowej w Polsce.




Generalnie przez całość ekspozycji przewija się plejada znanych nazwisk z krajowych i międzynarodowych aren sportowych, rywalizacji zarówno w wydaniu klubowym, jak i reprezentacyjnym, a także olimpijskim. Zawodnikom mającym udział w tej ostatniej wymienionej kategorii choć bez wątpienia pierwszej pod względem prestiżowym, poświęcona jest osobna - największa z umieszczonych w przestrzeni muzeum tablic. Z czytelnego jej układu możemy prześledzić zasługi zawodników klubu w zdobywaniu medalowych pozycji, aż do ostatnich Igrzysk w Rio. Jednak są też i osiągnięcia wcześniejszych Olimpiad jak Atlanta, Barcelona, Seul czy Moskwa lub Montreal - a jest to zaledwie mniejsza część z pośród wszystkich wypisanych tamże.




Przyglądając się uważnie poszczególnym z wystawionych trofeów, rychło zapewne przyjdzie gościom mniej obeznanym z historią klubu, zweryfikować dosyć mylne wrażenie, że Legia tylko piłką nożną jako klub stała czy też nadal stoi. Z łatwością zauważyć można kije hokejowe, rakiety tenisowe, rękawice bokserskie przekazane z dedykacją przez co bardziej utytułowanych zawodników poszczególnych sekcji. Także po formie pucharów czy wizerunkach na nich umieszczonych dowiemy się, że sukcesy były nie tylko i w lekkiej atletyce, ale także i w rywalizacji kobiet w piłce wodnej i to z ostatnich kilku lat.


Całość ekspozycji nie przytłacza zwiedzającego, a różnorodność i ilość zgromadzonych eksponatów, zachęca do bliższego zapoznania się z historią klubu z Łazienkowskiej 3. Na nas ogromne wrażenie zrobiły w sumie banalne z pozoru legitymacje członkowskie zwykłych zawodników, wcale nie tych największych nazwisk jak Pisz, Pawłowski, Piątkowski czy Smalcerz - które same rzucają się w oczy. Fajnie, że pamiętano także o tych adeptach - którzy potem wylewanym na treningach, czy imprezach trochę mniejszej może rangi, także tę historię wielkiej Legii pisali. 



Klub swą wielkość potwierdza nie w ostatnio otrzymanej Nagrodzie Miasta Stołecznego Warszawy za zasługi dla Stolicy, choć ta ma miłą formę Syrenki - ale przede wszystkim w doborze eksponatów także mówiących choć trochę o trudniejszym aspekcie sportu w PRL. Kto zechce - nie będzie musiał długo szukać nazwisk prezesów klubu z tamtego okresu - bo od razu trafi na nie wraz ze zdjęciami, a sztandar umieszczony u sufitu na swym awersie odkryje datę i dedykację z roku 1966 od Stołecznego Komitetu Frontu Jedności Narodu. 


Dystans do swej historii także tej nie tak odległej z łatwością można odczytać z licznie zgromadzonych karykatur, czy wyeksponowanego mandatu za stosowanie pirotechniki przez obecnego prezesa klubu. To co Nam się wydaje szczególnie ważne to symbolicznie górujący portret marszałka Józefa Piłsudskiego tuż przy wejściu na ekspozycję - niejako na wprost wspomnianego wcześniej sztandaru oraz tablica na filarze zewnętrznej elewacji stadionu przy wejściu do muzeum - poświęcona Kazimierzowi Deynie. To pokazuje w sposób absolutnie jednoznaczny skąd klub chce czerpać swą tradycję i kogo stawia za wzór kolejnym pokoleniom wychowywanych nie tylko zawodników, ale przede wszystkim po prostu młodych ludzi.

Na koniec nie pozostaje Nam nic innego niż jak zwykle zaprosić Was do spaceru ulicami Warszawy, a jeśli Wasze kroki, świadomie lub nie, zaprowadzą w okolice ulicy Łazienkowskiej pod numer 3 to zachęcamy także do skorzystania z możliwości darmowego zwiedzania Muzeum Legii Warszawa.