poniedziałek, 31 lipca 2017

O powstaniu raz jeszcze, czyli kalendarium


Kiedy znów, jak co roku przychodzą te sierpniowe i wrześniowe dni, gdy trzeba Nam wspomnieć na to co wówczas w roku 1944 uczynili chłopcy i dziewczęta z AK, ale też i kilku innych podziemnych organizacji, trudno jest uniknąć słów wielkich. O bohaterstwie, odwadze, bezkompromisowości, szczytnych ideałach, duchu męstwa co w narodzie nie zginął - powtarzając po raz kolejny te frazy - nie sposób nie otrzeć się o banał, czy wpaść w pułapkę uproszczeń i stereotypów. Dziś pójście pod Powstańcze kwatery 1 sierpnia, nie jest ani aktem odwagi, ani nawet wyrzeczeniem. Dziś stało się to po prostu modne, a moda zaczyna powoli zawłaszczać pamięć o prawdziwych bohaterach. Przyjemnie jest włożyć czysty patriotyczny dres z dużą kotwiczką na piersi i niby poszarpaną flagą na ramieniu bluzy, najlepiej jeszcze z firmową metką. Łatwo stanąć na rondzie i odpalić race blokując ruch aut i niejako na siłę wymuszając ową minutę ciszy. Może jeszcze trafi się dzięki temu na okładkę jakiegoś porannego wydania dnia następnego, albo nawet za kilkanaście minut na portale internetowe wielkich koncernów medialnych. 

Trochę trudniej jednak jest zainteresować się ciągle jeszcze żywymi bohaterami. Jednak nie czyniąc tego dla poklasku w świetle jupiterów, ale w szarej codzienności, gdy trzeba zrobić zakupy, pomóc z dostaniem się do lekarza, a może nawet i posprzątać lub wyremontować mieszkanie, które takiego zabiegu domaga się od dłuższego czasu. Gdyby jeszcze tego było za mało, to wyzwaniem ciągle jest zapoznawanie się z tym jak faktycznie wyglądał ów zryw, rzeczywiście w swej skali jedyny, na mapie ówczesnej - okupowanej przez Niemców Europy. Idąc krok dalej należałoby sobie zadać pytanie - O co Ci ludzie walczyli, za co tak wiele młodych dziewcząt i chłopców oddało życie? Czy były to tylko szczytne ideały, które zostały wykorzystane w cynicznej grze mniejszych lub większych graczy politycznej sceny? A może chodziło o konkret, taki by móc się uczyć, by móc pracować, by być ludźmi wolnymi, którzy sami decydują o swoim losie, którzy są i chcą być za niego odpowiedzialnymi? Czyż to nie jest odwieczne pragnienie zapisane w sercu każdego z nas? 


Często wolność porównuje się do czystego powietrza, którego na co dzień nie dostrzegamy, traktując je jako coś oczywistego, bez czego życia sobie wyobrazić nie sposób. Jednak gdy tylko jakość owej mieszaniny gazów się pogarsza, albo co gorsza zaczyna nam go brakować całkiem, wtedy błyskawicznie uświadamiamy sobie jego wartość. Gotowi jesteśmy płacić za nią cenę najwyższą czyli własnym zdrowiem a nawet życiem, często nie tylko własnym, ale także i osób najbliższych. Jednak nim do tego dojdzie, by móc tej wypłaty z owego rachunku żywota dokonać, wpierw trzeba systematycznie go zasilać, własną pracą nad charakterem. I taka jest kolejna warstwa prawdy o Powstańcach Warszawskich. Te wpłaty miały często przekrój wielopokoleniowy, tak jak być może niektórzy pamiętają, w minionym ustroju książeczki mieszkaniowe, zakładane przez rodziców dzieciom jeszcze w wózeczkach. Tak przed wojną to dbałość i staranność przykładana do należytego wychowania i wykształcenia młodego pokolenia była tym najcenniejszym wkładem i kapitałem. To kształtowanie postawy zorientowanej na dobro wspólne jakim była odrodzona Rzeczypospolita, zarówno w domu, w szkole, w kościele, w organizacjach młodzieżowych, ale także i w pracy i w związkach zawodowych sprawiało, że państwo to było silne w wymiarze duchowym. Co często pozwalało nadrabiać całkiem spore braki w wymiarze materialnym. Właśnie owa na co dzień wyrabiana umiejętność samoorganizowania się, gotowość do wychodzenia poza egoistyczne potrzeby na rzecz dobra wspólnoty, czy szukania sposobu zamiast poprzestawania na stwierdzeniu “nie da się”, umożliwiły przygotowanie się przez lata okupacji do sierpniowego zrywu roku 1944.

Także i w tym roku, śladem lat poprzednich chcemy przybliżyć Powstanie Warszawskie współczesnym mieszkańcom Stolicy, poprzez formę kalendarium. Za merytorycznego przewodnika posłuży nam tym razem publikacja wydana przed kilku laty przez Muzeum Powstania Warszawskiego wraz z Miastem Stołecznym Warszawa o znamiennym tytule “Almanach Powstańczy 1944 z kalendarzem na rok 2004”. Zależy nam na tym, by nie zbanalizować pamięci, o tym wielkim ale także i tragicznym wydarzeniu. By nie zamienić pamięci o ofierze życia większość ówczesnego młodego pokolenia Warszawiaków w jeden wielki festyn. Wierzymy, że nie ma do tego innej drogi niż edukacja. 


Dziś szkoła często bardziej przygotowuje do zdawania konkretnych egzaminów otwierających drogę do kolejnych etapów formalnej edukacji, niż jest miejscem formacji patriotycznej i obywatelskiej. Podobnie i rodzice, mają coraz mniej czasu dla swoich dzieci, a dziadkowie często pozostają niedostępni na co dzień, ze względu na odległość zamieszkania czy stan zdrowia. Tak więc w tę lukę pozostawioną przez nich wchodzi kultura masowa. Symbole powstańcze stają się gadżetami, a samo wydarzenie jest spłycane w medialnym przekazie, do sentymentalnej łzy w oczach Powstańców, wyjących syren i dymu z płonących rac, pokazywanych z tkliwym lub patetycznym podkładem muzycznym. 

Stąd ważne jest dla nas tworzenie okazji do tego, by umożliwić łatwy kontakt z opisem faktycznych wydarzeń z tego okresu, bez konieczności długich poszukiwań. Na to przyjdzie czas później, gdy ten pierwszy głód wiedzy zostanie zaspokojony. Dlatego nie wdajemy się tu w dyskusję, na temat tego, która publikacja jest lepsza. Z naszego doświadczenia jako czytelników wynika, że nie ma książek bez wad i każdą z nich z pewnością można by napisać lepiej. Jednak póki co, zachęcamy do tego by korzystać z tego co jest nam dane. By podsuwać sobie nawzajem dobre książki, czy artykuły o historii, nie tylko Powstania zresztą dotyczące. Internet może być dobrym miejscem do ich poszukiwania, choć koniec końców, bez wizyty w bibliotece się pewnie nie obejdzie.

A tymczasem zapraszamy do lektury przygotowanego przez nas w tym roku kalendarium. Zaczynamy już od jutra i tak przez kolejne dni, aż do początków października, będziemy publikowali kolejne wpisy. Mamy cichą nadzieję, że będą one dla Was pomocne i być może dzięki nim, zaczniecie poznawać zmienne koleje losów Warszawskich Powstańców.

wtorek, 11 lipca 2017

Pomnik Rzezi Wołyńskiej

Jest sobie ulica Gdańska w Warszawie, wcale nie przy samej Wiśle położona. Arterią wielką też może ona nie jest, choć biegnie przy urokliwym kościółku ojców Marianów na górce zwanym, choć tak naprawdę wezwanie parafii, do której przynależy brzmi Matki Bożej Królowej Polski. Zaś tak po prawdzie to na Marymoncie słynnym z innych skądinąd względów jest on ulokowany. Jednak o tym opowieści osobne się należą naszym czytelnikom i być moze wrócimy jeszcze do nich w przyszłości. Nie chcąc zaś snuć dalej tej nuty marynistycznej jak wskazywała by na to ulicy nazwa, musimy rzec dziś słowo o pomniku niezwykle ważnym. Własnie dziś, gdy przypada smutna rocznica.


Mówić, a właściwie napisać dziś chcemy o Pomniku Rzezi Wołyńskiej. Choć jest on położony w pobliżu dużej arterii miejskiej - Trasie Armii Krajowej, to zobaczyć go niezwykle trudno, bo choć kiedyś potężny miecz wystający ostrzem do góry z łatwością znaczył to miejsce. To dziś już nawet jego nie łatwo jest dostrzec, w zalewie ekranowej manii osłaniania wrażliwych wielkomiejskich uszu tandetnym materiałem, dogodnym jedynie chyba dla graficiarzy tylko.


Za owymi zasłonami akustycznymi, dostrzec można po obu stronach uliczki Gdańskiej, która w tym miejscu chowa się pod wiaduktem wspomnianej trasy szybkiego ruchu, dwie duże grupy pomników. Z wspomnianych wcześniej względów lepiej i łatwiej oraz przyjemniej jest dotrzeć tu, idąc od skweru Jacka Kuronia, czyli od północno-wschodniego wyjścia ze stacji Metro Marymont skecając w lewo i w dół. Jeśli chcemy trafić do pomnika ofiar Rzezi Wołyńskiej powinniśmy trzymać się prawej strony ulicy Gdańskiej, jeśli zaś chcemy znaleźć się przy pomniku 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK powinniśmy trzymać się strony lewej. Całość położona jest jak łatwo się domyślić nazwy, na Skwerze Wołyńskim.



Tym razem chcemy  skupić się na pierwszym ze wspomnianych pomników. Powodem tego jest przypadająca dziś kolejna rocznica "krwawej niedzieli", czyli wydarzeń z 11 lipca 1943 r. Wówczas to żołnierze jednostek UPA, czyli Ukraińskiej Powstańczej Armii oraz OUN, czyli Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów, dokonali zbrodni noszącej znamiona ludobójstwa, mordując tylko tego jednego dnia blisko 8000 Polaków, w większości kobiet, dzieci i starców. Zaatakowanych zostało blisko 100 wsi, w czterech dawnych wołyńskich powiatach tego województwa, czyli kowelskim, włodzimierskim, horochowskim i łuckim. W przeciągu miesiąca liczba ofiar sięgnęła kilkunastu tysięcy, a zbrodnia rozlała się na kolejne 6 województw, także łącznie objęła poza wołyńskim także poleskie, tarnopolskie, lwowskie, stanisławowskie, rzeszowskie i lubelskie. Przy czym dla samego tylko okresu miedzy lutym 1943 r., a lutym 1944 r. liczbę ofiar szacuje się na 60 tys. zabitych. Trzeba tu mocno podkreślić, że nie jest mowa tu o śmierci żołnierza zadanej na polu walki w równym boju uzbrojonych armii, ale o bestialskim mordzie na bezbronnych cywilach, dokonanym za pomocą pił, siekier, łopat i innych narzędzi jakie z łatwością można było znaleźć w domowych gospodarstwach. Za końcową datę Rzezi Wołyńskiej przyjmuje się rok 1947, a za łączną liczbę ofiar ok. 100 tys. ludzkich istnień.



Co do samego pomnika, to w zwieńczeniu jego centralnej osi znajduje się siedmiometrowy krzyż z figurą Chrystusa pozbawioną ramion, co ma nawiązywać do męki rozczłonkowania jaka była przedśmiertnym udziałem ofiar rzezi. Natomiast sam krzyż jest w połowie swej wysokości niejako podwójnie przecięty, co jest podkreślone przez wysunięcie fragmentu pionowej belki w prawą stronę, jako nawiązanie do stosowanej metody i narzędzia zbrodni jaką nierzadko była pospolita piła do cięcia drewna. Podobnie rzecz ma się z głębokimi bruzdami jakimi poznaczony są oba boki i dolna część krzyża, nawiązującymi w swym kształcie do śladów wielokrotnego uderzenia siekierą. Poniżej krucyfiksu, lekko wystając nad ziemię niczym cmentarne mogiły, znajduje się 18 płyt z inskrypcjami nazw poszczególnych 2136 miejscowości, w których doszło do owej niezwykle makabrycznej w swym przebiegi zbrodni. Natomiast pojedyncza czarna i wyraźnie niższa od pozostałych płyta, leżąca bezpośrednio u stóp samego krzyża, przykrywa sarkofag, w którym w małych urnach zgromadzono ziemię z owych miasteczek i wiosek, które zostały wyszczególnione na białych płytach wokół. Całość ma mieć formę relikwiarza, w którym przechowywane są szczątki pomordowanych.


Wracając zaś do wspomnianego wcześniej wysuniętego fragmentu krzyża, to znajduje się na nim cytat z modlitwy Ojca Świętego Jana Pawła II  z dnia 11 czerwca 1999 r. o następującej treści:

"OJCZE LUDÓW I NARODÓW, 
BŁAGAMY CIĘ,
PRZYJMIJ DAR ŚWIADECTWA WIARY,
MĘKI I ŚMIERCI SYNÓW NASZEGO NARODU
UMĘCZONYCH I POMORDOWANYCH NA WSCHODZIE.

UCZYŃ ICH WIARĘ POSIEWEM WOLNOŚCI I POKOJU.

OJCZE NAJMILSZY, PRZEZ PRZYCZYNĘ MATKI ZBAWICIELA,
POMÓŻ NAM PRZEBACZYĆ,
CHROŃ NAS OD WOJNY I NIENAWIŚCI I NIEPAMIĘCI.

PRZEZ CHRYSTUSA PANA NASZEGO. AMEN"


Z kronikarskiego obowiązku pragniemy odnotować, że autorem projektu pomnika jest znany i ceniony warszawski rzeźbiarz Marek Moderau, będący twórcą wielu stołecznych upamiętnień dotyczących tragicznych wydarzeń z lat wojny i okupacji. Uroczyste odsłonięcie pomnika miało miejsce podczas obchodów 70 rocznicy Zbrodni Wołyńskiej i dokonał go prezydent Bronisław Komorowski. Było to możliwe dzięki przyjętej jednomyślnie w kwietniu 2013 r. uchwale Rady Warszawy  w sprawie pomnika ofiar zbrodni OUN-UPA w latach 1943-47. A następnie dzięki bardzo sprawnej realizacji w błyskawicznym tempie, albowiem w ciągu niespełna kwartału pomnik został wykonany i zainstalowany w wybranym uprzednio miejscu. Tak, iż koresponduje on z wcześniej wybudowanym zespołem obiektów tworzącym naprzeciwległy pomnik 27. Wołyńskiej Dywizji Piechoty.


Oczywiście można dyskutować o tym czy wybrane miejsce jest odpowiednio godne. Jednak nawet jeśli najczęściej jest ono odwiedzane przez ludzi wyprowadzających swoich czworonożnych przyjaciół w celu załatwienia niezbędnych potrzeb oraz w dosyć uciążliwym sąsiedztwie trasy szybkiego ruchu, to jednak takie wydarzenia wymagają upamiętnienia na mapie Warszawy. Wierzymy gorąco i jesteśmy o tym głęboko przekonani, że stopniowo uda się to miejsce zaaranżować w sposób, który nada mu odpowiednia oprawę, niezbędną dla poruszanego w nim tematu olbrzymiej narodowej tragedii.


Na koniec oczywiście jak zwykle chcemy zachęcić do spacerów ulicami stolicy, nawet jeśli prowadzą one w dziwne i wydawałoby się odludne miejsca, to warto to czynić. Za każdym rogiem mogą się bowiem czaić obiekty mówiące o naszej jakże często trudnej i bolesnej historii. Tak wiec mimo burzliwej często w lipcu pogody, namawiamy do wykorzystywania każdej chwili do poznawania miasta przez nogi. Do zobaczenia na warszawskich szlakach !