poniedziałek, 8 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 8 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


8 maja - sobota
Przetrząsany jest nadal cały obszar getta "w poszukiwaniu istniejących bunkrów oraz Żydów".

"Jak już przed kilkoma dniami meldowano - stwierdza Stroop - ci podludzie, bandyci i terroryści utrzymują się jeszcze w bunkrach, w których żar od ognia staje się nie do zniesienia. Te kreatury wiedzą dokładnie, że pozostało im tylko jedno: albo trwać w ukryciu jak długo tylko się da, albo też wyjść na powierzchnię i przy tym próbować ranić lub położyć trupem nacierających żołnierzy formacji wojskowych SS, policji i Wehrmachtu."

Niemcy otaczają centralny bunkier Żydowskiej Organizacji Bojowej przy ul. Miłej 18, w którym znajduje się około 100 uczestników akcji zbrojnej i znacznie większa liczba ludności cywilnej. W bunkrze przebywa komendant Żydowskiej Organizacji Bojowej Mordechaj Anielewicz wraz ze swymi najbliższymi współpracownikami z Haszomer Hacair (m.in. z Arie Wilnerem), dowódcy niektórych grup bojowych Droru, Bundu i Akiby, sekretarz Komitetu Dzielnicowego PPR w getcie Edward Fondamiński i inni. Niemcy odnajdują kilka włazów do bunkra, przez które wrzucają świece dymne, podkładają też w kilku miejscach ładunki wybuchowe. Anielewicz i inni członkowie ścisłego sztabu ŻOB popełniają wtedy samobójstwo, aby nie dostać się żywi w ręce wroga. Ostatecznie spośród osób ukrytych w bunkrze ginie około 140 ludzi, a około 60 zostaje ujętych. Tylko nieliczni uchodzą z życiem, ratując się przez odkryte w ostatniej chwili wyjście zapasowe.

"Nie zdarza się obecnie, by przy otwieraniu bunkra znajdujący się w nim Żydzi nie stawiali oporu za pomocą znajdującej się w ich dyspozycji broni: lekkich karabinów maszynowych, pistoletów i granatów ręcznych - konstatuje Stroop. - Nie zniszczone jeszcze przez pożary budynki zostały w dniu dzisiejszym podpalone, przy czyn stwierdzano, że tu i ówdzie w murach lub na klatkach schodowych ukrywają się jeszcze pojedynczy Żydzi."

"Po stronie "aryjskiej" - zapisuje Ludwik Landau - polowanie na Żydów trwa dalej z całą zapamiętałością, egzekucje dokonywają się na ulicach - strzelają do Żydów nie tylko gestapowcy, żandarmi, Ukraińcy itp., ale czasem i ochotnicy z wojska, urzędnicy itd. Wskazują Niemcom Żydów też różne elementy - policjanci granatowi, tajniacy - ale zdarza się i pokazanie ofiary przez przechodzącą kobietę z dzieckiem! Z drugiej strony oczywiście nierównie częściej ludność reaguje poczuciem najwyższej grozy - każda scena egzekucji pozostawia głębokie wrażenie na przypadkowych jej świadkach.
W gazetach oczywiście próżno by szukać jakichkolwiek śladów tych wypadków. [...] Jest wiadomość o nadaniu nazw niemieckich (Warschau-Süd i Warschau-Weichsel) dworcom kolejek dojazdowych, a w części urzędowej - cennik robót zegarmistrzowskich dla okręgu warszawskiego."

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz