środa, 10 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 10 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


10 maja 
"Wszystko dalej obraca się koło sprawy niszczenia resztek Żydów - notuje Ludwik Landau. - Pożary nie są już tak wielkie, ale ciągle jeszcze w różnych punktach getta trwają. Po nocach dochodzą stamtąd odgłosy ożywionej kanonady, a dziś w dzień słychać było jakieś głośne wybuchy, jakby tam coś wysadzano w powietrze. W reszcie miasta zaś trwa polowanie na Żydów. Zaczepiany jest każdy, kto gestapowcowi, Łotyszowi czy jakiemuś Niemcowi (albo nie-Niemcowi) amatorowi wydają się podobnym do Żyda - i żadne tłumaczenia czy papiery nie pomagają: egzekucja odbywa się na miejscu. Nie jest więc rzadkością napotykanie w różnych dzielnicach leżących na ulicach zwłok - wyników takich egzekucji."

"Droga kanałami trwała całą noc - Marek Edelman wspomina ewakuację niedobitków Żydowskiej Organizacji Bojowej z getta, przeprowadzoną przy pomocy Gwardii Ludowej PPR. - W kanałach napotykamy wciąż na zasieki, które porobili tu przewidujący Niemcy. Włazy pozasypywane są gruzem. W przejściach wiszą granaty, które przy dotknięciu natychmiast wybuchają. Co pewien czas Niemcy wpuszczają gaz trujący. W tych warunkach w kanale wysokim na 70 cm, gdzie nie można się wyprostować a woda sięga do ust, czekamy 48 godzin na wyjście. Co chwilę ktoś mdleje. Najbardziej męczy pragnienie. Niektórzy piją gęstą, szlamowatą wodę kanału. Sekundy trwają miesiące. 10 maja o godzinie 10 rano przez właz na ul. Prostej róg Twardej zajeżdżają dwa ciężarowe samochody. W biały dzień bez żadnej prawie obstawy [...] otwiera się klapa włazu i jeden po drugim w oczach zdumionego tłumu wychodzą z czarnej jamy Żydzi z bronią w ręku (w owym czasie już samo widok Żyda jest sensacją), nie wszyscy zdążą się wydostać. Gwałtownie, ciężko zatrzaskuje się klapa włazu - pełnym gazem odjeżdżają samochody."

Stroop melduje swym przełożonym o tym samym wydarzeniu:
"Dzisiaj o godz. 9:00 jakiś samochód ciężarowy podjechał do włazu kanalizacyjnego przy ul. Prostej. Jakiś człowiek z tej ciężarówki spowodował wybuch 2 granatów ręcznych, co było znakiem dla oczekujących tam w pogotowiu bandytów do wydostania się z kanału. Bandyci i Żydzi - znajdują się wśród nich wciąż jeszcze polscy bandyci - którzy byli uzbrojeni w karabiny, ręczną broń palną oraz lekki karabin maszynowy, wsiedli do ciężarówki i odjechali w nieznanym kierunku. Ostatni człowiek z tej bandy, który stał na straży przy kanale i miał za zadanie zasunąć pokrywę włazu kanalizacyjnego, został schwytany. On to udzielił powyższych informacji. Wyjaśnił on, że większa część bandy, podzielonej na poszczególne grupy bojowe bądź została zastrzelona w walce, bądź też sama zadała sobie śmierć ze względu na beznadziejność walki. Wszczęty za ciężarówką pościg nie dał dotychczas pozytywnego wyniku."

Uciekinierzy chronią się tymczasem w lesie koło Łomianek.

Na terenie getta ujęto w ciągu dnia żywcem 1183 Żydów a zastrzelono 187 "bandytów" i Żydów. Według zestawień Stroopa, "ogólna liczba dotychczas ujętych Żydów wzrosła do 52 683."

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz