niedziela, 30 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 30 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


30 kwietnia - piątek
Tymczasem akcja policyjna w getcie przy użyciu artylerii trwa nadal z niesłabnącym natężeniem.

"Ogółem ujęto dzisiaj 1559 Żydów, z tej liczby 179 zastrzelono w walce - melduje Stroop. - Liczba ludności getta ujętej od 19 IV lub straconej osiąga 37 359 osób".

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

sobota, 29 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 29 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


29 kwietnia - czwartek
Bojowcy Żydowskiej Organizacji Bojowej bronią się tymczasem nadal na Nowolipkach (na terenie dawnych warsztatów Hallmanna) oraz na Lesznie.

"Ogółem wykryto 36 nowych bunkrów mieszkalnych - raportuje Stroop. - Ujęto w nich, jak również w innych kryjówkach oraz płonących domach 2359 Żydów, z których 106 zabito w walce".

W kryjówkach na terenie getta znajduje się jeszcze tysiące ludzi, do których nie zdołały dotrzeć niemieckie oddziały szturmowe.

Konspiracyjny "Biuletyn Informacyjny"(nr 17) poświęca obszerny artykuł wstępny pt. "Ostatni akt wielkiej tragedii"wstrząsającym wydarzeniom w getcie warszawskim, kończąc swój wywód słowami:
"Duch czasów nadchodzących wymaga, aby ludzkość była uwolniona trwale od systemu zbiorowych mordów masowych, ktokolwiek by je stosował inaczej druga wojna światowa będzie przegrana, a świat nie wyjdzie z błędnego kręgu krwi.
Pomoc dla zbiegłych z płonącego getta Żydów jest dla nas surowym chrześcijańskim obowiązkiem do czasu, aż odrodzona Rzeczpospolita przywróci tej części Europy pełne bezpieczeństwo, prawdziwą wolność i panowanie naszej starej europejskiej kultury."

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

piątek, 28 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 28/29 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


W nocy z 28 na 29 kwietnia - środa/czwartek
Ewakuowano przy pomocy Gwardii Ludowej PPR kanałami z włazu przy ul. Leszno na stronę "aryjską" przez właz na ul. Ogrodowej około 40 uczestników walk w getcie.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

Warszawskie Getto w ogniu - 28 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


28 kwietnia - środa
W dziesiątym dniu walk w getcie oddziały Żydowskiej Organizacji Bojowej bronią się nadal mimo beznadziejnej sytuacji.

"Również dzisiaj w różnych miejscach natrafiono na silny opór zbrojny, który złamano - raportuje Stroop. - Coraz wyraźniej widać, że na skutek długiego trwania akcja dosięgła prawdziwych terrorystów i aktywistów, Wyniki dnia dzisiejszego: ujęto 1655 Żydów z przeznaczeniem do obozu, z których 110 zastrzelono w walce. Ponadto wielu Żydów spaliło się w płomieniach i nie ustalona liczba Żydów zginęła w pojedynczych bunkrach przy wysadzaniu ich w powietrze. Dzięki osiągnięciom dnia dzisiejszego łączna liczba ujętych lub zgładzonych Żydów wzrosła do 33 401. W liczbie tej nie zostali uwzględnieni Żydzi spaleni i zgładzeni w bunkrach."

Najcięższe walki toczą się w warsztatach Schultza przy ul. Leszno 76 i 78.

O godz. 17 grupa elewów konspiracyjnej Szkoły Podchorążych Rezerwy Piechoty z Obwodu Żoliborz Okręgu Warszawa AK pod dowództwem por. Tadeusza Kern-Jędrychowskiego "Szrapnela" atakuje z powodzeniem na ul. Zakroczymskiej pełniących tu służbę wartowniczą SS-manów.

Getto płonie, dom obok domu, na przestrzeni kilku kilometrów kwadratowych. 

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

czwartek, 27 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 27 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


27 kwietnia - wtorek
Oddziały szturmowe Stroopa wydobywają z bunkrów 780 Żydów i zabijają 115 powstańców stawiających opór.

O godz. 16 specjalna niemiecka grupa bojowa w sile 320 żołnierzy przeszukuje i niszczy domy po obu stronach ul. Niskiej.

Na Nowolipkach i Nowolipiu pada w walce kilka bunkrów Żydowskiej Organizacji Bojowej.

Wywiązują się również nowe walki na pl. Muranowskim. Oddział żydowski w sile około 120 ludzi opiera się niemieckim oddziałom policyjnym aż do zmroku.

"Zewnętrzny wygląd obecnie schwytanych Żydów - raportuje Stroop -świadczy o tym, że teraz przychodzi kolej na Żydów, w rękach których spoczywało kierownictwo całego oporu. Z obelgami na ustach na Niemcy i na Fuhrera, przeklinając niemieckich żołnierzy rzucają się z płonących okien i balkonów."

Komunikat nr 6 Komisji Koordynacyjnej Żydowskiego Komitetu Narodowego i Bundu podkreśla: "Ci wszyscy mieszkańcy getta, którzy pozostali obecnie na jego terenie, dobrowolnie nie poddadzą się. Pod przewodem ŻOB będą walczyli do ostatniego tchu".

"W każdym razie - zauważa Ludwik Landau - getto warszawskie schodzi z powierzchni pisząc chlubną kartę w swej historii, chociaż w tej ostatniej chwili swego istnienia".

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

środa, 26 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 26 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


26 kwietnia - Poniedziałek Wielkanocny
Grupy Bojowców Żydowskiej Organizacji Bojowej zabarykadowane w umocnionych bunkrach stawiają nadal opór na Miłej, Wołyńskiej, Szczęśliwej, Niskiej i Stawkach.

"1330 Żydów wydobyto z bunkrów i natychmiast zlikwidowano - raportuje Stroop - 362 Żydów zastrzelono w walce. Coraz bardziej staje się widoczne, że teraz przychodzi kolej na najbardziej zaciętych i najoporniejszych Żydów i bandytów. [...] Schwytano rozmaitych Żydów, którzy utrzymywali ścisłą łączność i wspólnie pracowali z polską grupą terrorystyczną."

Poza mury getta dociera na stronę "aryjską" ostatni raport komendy Żydowskiej Organizacji Bojowej: "Liczba naszych strat, a więc ofiar rozstrzeliwań i pożarów, w których spłonęli mężczyźni, kobiety i dzieci, jest ogromna. Zbliżają się nasze ostatnie dni. Ale dopóki broń spoczywa w naszych rękach, dopóty będziemy nadal walczyć i stawiać opór".

W mieście rozplakatowano obwieszczenie podpisane przez "szefa policji okręgu warszawskiego", w którym przypomina się o karze śmierci grożącej za udzielenie pomocy w jakiejkolwiek formie Żydom przebywającym poza gettem, jak tez o zagrożeniu zesłaniem do obozu koncentracyjnego za niedoniesienie policji o wiadomym fakcie pobytu Żyda poza gettem. 

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

wtorek, 25 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 25 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


25 kwietnia - Niedziela Wielkanocna
Z powodu uroczystego święta oddziały hitlerowskie rozpoczynają w tym dniu morderczą akcję w getcie dopiero od godz. 13. Zaciekłe walki wśród płonących domów toczą bojownicy na ul. Miłej 5 i 7. Samoloty niemieckie zrzucają znów nad gettem bomby zapalające.

"Dzisiejsza operacja prawie wszystkich oddziałów szturmowych - raportuje Stroop do Krakowa - zakończyła się wznieceniem olbrzymich pożarów, które zmusiły Żydów do opuszczenia schronów i kryjówek. Łącznie ujęto żywcem 1690 Żydów ... 274 Żydów zastrzelono i podobnie jak co dzień bardzo wielu Żydów zostało zasypanych w wysadzonych bunkrach i jak można stwierdzić - spłonęło ... Również w dniu dzisiejszym stawiano kilkakrotnie zbrojny opór, a w pewnym bunkrze zdobyto 3 pistolety i materiały wybuchowe ... Jeżeli wczoraj nocą widać było łunę nad byłym gettem, to dzisiaj wieczorem widać jakby jedno olbrzymie morze płomieni."

Dzienny meldunek sytuacyjny Komisji Koordynacyjnej Żydowskiego Komitetu Narodowego i Bundu stwierdza m.in.:
"Dziś ukazały się ulotki różnych organów Polski podziemnej, w których piętnuje się dokonywane na oczach całej Warszawy ohydne bestialstwo niemieckie oraz wyraża się uznanie i cześć dla nieustraszonego męstwa i niezłomności ducha bohaterskich bojowców."

Tłumy ludzi obserwują pożar getta:
"Świętujący, wolni od zajęć ludzie ciągnęli dziś tłumami przyglądać się szczególnemu widokowi: pożarowi getta - zapisuje Ludwik Landau - Jeżeli wczoraj wieczorem łuna trochę przybladła, to w ciągu dnia znów gęste kłęby dymu zaczęły się unosić nad gettem - i, jak się zdaje, w tej chwili getto pali się całe. Czy przyczynił się do tego silny wiatr z nocy dzisiejszej, czy jedna lub druga strona podpalały domy - na razie nie słychać; dość, że pożar przybrał fantastyczne rozmiary - i ostatni, skazani przez Niemców na zagładę mieszkańców getta, giną tam chyba w płomieniach i dymie."

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

5. Orlen Warsaw Marathon


Niezwykle wietrzne, ale też i miejscami dosyć słoneczne niedzielne przedpołudnie postanowiliśmy spędzić na świeżym powietrzu kibicując biegaczom, którzy opanowali warszawskie ulice. I o tym właśnie chcemy Wam dziś opowiedzieć. 





Jak powiedzieli sami organizatorzy ostatni weekend to Narodowe Święto Sportu. W sobotę odbyła się nowa impreza - ORLEN Warsaw Games. Był to otwarty dla wszystkich, rodzinny piknik sportowy, któremu towarzyszyły koncerty gwiazd i spotkania z mistrzami olimpijskimi. Niedziela zaś to dzień biegaczy, czyli piąta edycja ORLEN Warsaw Marathon, w ramach którego odbyły się bieg na dystansie maratońskim oraz bieg OSHEE 10 km. We wszystkich weekendowych imprezach wzięło udział 36 tys. osób.





Rankiem, pomimo mało wiosennej pogody, punktualnie o 9:00, na znak Anity Włodarczyk, biegacze wystartowali z Wybrzeża Szczecińskiego: na północ pobiegli maratończycy, na południe zaś zawodnicy biegu OSHEE 10 km. 

Jak łatwo się domyśleć jako pierwsi na mecie pojawili się zawodnicy z tej drugiej imprezy. Po zaciętym finiszu zwyciężył w niej Dmytro Lashyn z Ukrainy, osiągając czas 0:29:02. Jako pierwszy z Polaków na mecie zameldował się Szymon Kulka z czasem 0:29:12. Zaś wśród kobiet najlepsza okazała się Svetlana Kudelish z Białorusi, która przebiegła 10 km w czasie 0:33:12, a jako druga na metę dotarła Katarzyna Kowalska z czasem 0:33:20.








Niedługo po ostatnich zawodnikach biegu na 10 km na metę dotarli najszybsi maratończycy. Wśród mężczyzn zwyciężył Kenijczyk Felix Kimutai w czasie 2:10:34. Drugi na miecie znalazł się jego rodak Alex Saekwo z czasem 2:12:01. Na trzecim zaś miejscu uplasował się najszybszy Polak, zeszłoroczny zwycięzca tej imprezy Artur Kozłowski, który  z czasem 2:12:38 został jednocześnie zwycięzcą w 87. PZLA Mistrzostwach Polski Mężczyzn. Wśród kobiet z czasem 2:28:44 zwyciężyła Białorusinka Nastassia Ivanova. Tuż za nią miejsce na podium zajęła Polka Izabela Trzaskalska z czasem 2:29:56. A zaraz za nimi z czasem 2:30:03 jako trzecia finiszowała Kenijka Viola Yator.

Warto również wspomnieć, że najlepszym zawodnikiem w kategorii handbike został Polak Rafał Wilk, który trasę półmaratonu pokonał w czasie 0:31:32, tuż za nim na miecie znaleźli się jego rodacy Arkadiusz Skrzypiński - 0:34:23 i Krystian Giera - 0:34:24. Wśród kobiet w tej kategorii zwyciężyła Słowaczka Anna Oroszova z czasem 0:42:47, kolejne lokaty zajęły zaś dwie Polki Katarzyna Goncerz - 0:55:09 i Monika Pudlis - 1:02:01.






Jak zwykle jednak największą grupę przewijającą się w okolicach przebiegu trasy maratonu stanowili kibice, którzy tłumnie obstawili ponad 40. kilometrowy dystans. Całymi rodzinami wspierali nie tylko swoich krewnych i znajomych, ale również wszystkich innych biegaczy. Niewątpliwie ułatwiały to również zlokalizowane na trasie punkty kibica i muzycznego maratonu z kapelami grającymi na żywo bardzo energetyczne kawałki. Dla zawodników zaś organizatorzy przygotowali na trasie liczne punkty nawadniania i odżywiania. Na błoniach Stadionu Narodowego na wszystkich czekało Miasteczko Biegacza. Tu zlokalizowane zostało Biura Zawodów obu biegów, meta, depozyty, szatnie, masaże oraz strefy żywieniowe, w tym strefa Pasta Party. W hali Biura Zawodów odbyły się również targi Expo, podczas których swoje produkty zaprezentowały firmy związane ze sportem, zdrowym trybem życia i aktywnością fizyczną.

Na koniec tym razem nie chcemy zaprosić Was na klasyczny spacer, ale gorąco zachęcimy do dopingowania biegaczom, których często można spotkać na ulicach naszego miasta. Jeśli zaś sami zdecydujecie się biec w jednej z licznych imprez tego typu - dajcie Nam znać, będziemy Was wypatrywać i z całego serca zagrzewać do biegu. Do zobaczenia na trasie !

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 24 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


24 kwietnia - Wielka Sobota
Hitlerowskie oddziały szturmowe penetrują nadal getto w poszukiwaniu bunkrów, podkładając dynamit pod nie zburzone jeszcze domy i podpalając kamienice z miotaczy płomieni. Samoloty niemieckie krążą nad gettem, zrzucając bomby zapalające. Grupy Żydowskiej Organizacji Bojowej bronią się zawzięcie na Lesznie, Nowolipiu i Nowolipkach (m.in. w domach Nowolipki 21 i 23). Niemcy podpalają tu całe bloki domów. Silne ognisko oporu powstańców utrzymuje się na ul. Miłej. Pod wieczór wybucha walka na Niskiej i Muranowskiej. Oddziały hitlerowskie podpalają budynek magazynów Wertefassung na Niskiej. Żydzi w sąsiednich domach stawiają zacięty opór, nie chcą poddawać się mimo wezwań niemieckich. 

"Dopiero kiedy ulica i wszystkie podwórza po obu stronach stanęły w ogniu - raportuje SS-Brigadeführer Stroop do SS-Obergruppenführera Krügera w Krakowie - zaczęli Żydzi, niektórzy z nich płonąc, wynurzać się z bloków, względnie usiłowali ratować się skacząc z okien, balkonów na ulicę, na którą uprzednio wyrzucali pościel, kołdry. Można było stale zaobserwować, że Żydzi i bandyci mimo grozy pożaru woleli wrócić w płomienie, niż wpaść w nasze ręce. Ciągle, prawie aż do ukończenia akcji Żydzi ostrzeliwali się tak, że jeszcze z końcem dnia grupa saperów pod osłoną lekkiego karabinu maszynowego musiała wedrzeć się do szczególnie mocnego domu betonowego. [...] Niezliczona ilość Żydów została spalona lub zginęła w wysadzonych w powietrze bunkrach."

Akcja niemiecka w getcie trwała w tym dniu nieprzerwanie aż do godz. 1.45 dnia 25 kwietnia, tj. pierwszego dnia świąt wielkanocnych.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

niedziela, 23 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 23 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego. 


23 kwietnia - Wielki Piątek
Stroop dzieli całe getto na 24 okręgi i wysyła do każdego okręgu jeden wzmocniony oddział szturmowy w celu szczegółowego przeszukania terenu. W wyniku akcji Niemcy ujmują w ciągu dnia około 800 mężczyzn i kobiet, z których 200 rozstrzelano na miejscu.

Pożary szaleją w getcie z nie mniejszą siłą. Niemcy oszczędzają tylko najbliższą okolicę potrzebnych im budynków.

Równocześnie trwa akcja wysiedlenia pozostałej przy życiu ludności żydowskiej z opanowanych terenów getta. W ciągu pierwszych pięciu dni walk w getcie wywieziono z Warszawy 19450 osób - mężczyzn, kobiet i dzieci.

Dowodzący likwidacją getta SS-Brigadeführer Stroop podpisuje obwieszczenie w języku niemieckim i polskim, podające do wiadomości, że każdy, kto wkroczył na teren “byłej żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej” bez możliwości wylegitymowania się “nową, ważną przepustką: - zostanie rozstrzelany. Obwieszczenie to miało wpłynąć odstraszająco na Polaków zza murów udzielających pomocy walczącym. Afisze z tym tekstem rozlepiono na zewnętrznych murach getta następnego dnia, 24 kwietnia.

Żydowska Organizacja Bojowa wydaje odezwę do Polaków, pióra Ignacego Samsonowicza-Leszczyńskiego z Bundu, która w formie ulotki odbitej na powielaczu kolportowana jest i rozlepiana po "aryjskiej" stronie:
"Polacy, Obywatele, Żołnierze Wolności.
Wśród huku armat, z których armia niemiecka wali do naszych domów, do mieszkań naszych matek, dzieci i żon;
Wśród terkotu karabinów maszynowych, które zdobywamy w walce na tchórzliwych żandarmach i S.S.-owcach;
Wśród dymu, pożarów i kurzu krwi mordowanego getta Warszawy - my - więźniowie getta - ślemy Wam bratnie, serdeczne pozdrowienia.
Wiemy, że w serdecznym bólu i łzach współczucia, że z podziwem i trwogą o wynik tej walki przyglądacie się wojnie, jaką od wielu dni toczymy z okrutnym okupantem. 
Lecz wiedzcie także, że każdy próg getta jak dotychczas, tak i nadal będzie twierdzą; że może wszyscy zginiemy w walce, lecz nie poddamy się; że dyszymy, jak i Wy, żądzą odwetu i kary za wszystkie zbrodnie wspólnego wroga.
Toczy się walka o Waszą i naszą Wolność.
O Wasz i nasz - ludzki, społeczny, narodowy - honor i godność. Pomścimy zbrodnie Oświęcimia, Treblinki, Bełżca, Majdanka.
Niech żyje braterstwo brono i krwi Walczącej Polski!
Niech żyje Wolność!
Śmierć katom i oprawcom!
Niech żyje walka na śmierć i życie z okupantem!"

Komendant Żydowskiej Organizacji Bojowej Mordechaj Anielewicz "Malachi" (Aniołek) pisze z getta w liście do swego zastępcy po polskiej stronie murów Icchaka Cukiermana "Antka":
"Nie jestem w stanie opisać Ci, w jakich warunkach żyją obecnie Żydzi. Wytrzymają tylko pojedynczy ludzie, reszta wcześniej czy później zginie. Los jest przypieczętowany; prawie we wszystkich bunkrach, w których znajdują się nasi towarzysze, nie można było tej nocy zapalić świecy z powodu braku powietrza.
[...] Bądź zdrów, mój drogi! Być może zobaczymy się jeszcze. Najważniejsze marzenie mojego życia spełniło się. Widziałem żydowską samoobronę w getcie warszawskim w całej jej wspaniałości i wielkości."

Grupa oficerska AK pod dowództwem szefa Kedywu Okręgu Warszawskiego AK kpt. Jerzego Lewińskiego "Chuchry" przeprowadza w południe akcję bojową pod murami getta na ul. Okopowej przy Pawiej. Kpt. inż. Zbigniew Lewandowski "Szyna" zabija tu w walce kilku oficerów policji niemieckiej jadących samochodem do getta. Równocześnie inny oddział dywersyjny AK pod dowództwem podch. Zbigniewa Stalkowskiego "Stadnickiego" atakuje niemieckie posterunki policyjne pod murami getta na Lesznie i Orlej, zabijając dwóch wartowników.

Prawdopodobnie 23 (i ponownie 27) kwietnia członkowie konspiracyjnej Socjalistycznej Organizacji Bojowej (Leszek Raabe, Maciej Weber, Jan Pohoski, Stanisław Zielenkiewicz, Mieczysław Maślak-Joffe i Jan Rościeński) dwukrotnie skutecznie ostrzeliwują hitlerowskie posterunki pod gettem na ul. Bonifraterskiej i Okopowej.

Grupa wypadowa Gwardii Ludowej PPR pod dowództwem Henryka Sternhela "Gustawa" (członka dowództwa Okręgu GL Warszawa-Miasto) obrzuca granatami auto z policją niemiecką na ul. Freta, na głębszym zapleczu oddziałów niemieckich otaczających getto.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

sobota, 22 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 22 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


22 kwietnia - czwartek
W getcie szaleje ogień, który wypłasza ludność i niektóre grupy bojowe z płonących domów. Niemcy używają świec dymnych w celu zagazowania piwnic, kryjówek oraz połączeń kanałowych. Bojowcy Żydowskiej Organizacji Bojowej stosują bardziej elastyczną taktykę, działając małymi grupami, które jednak zaczynają tracić łączność między sobą.

Członkowie Komendy ŻOB w getcie - jak wiadomo z listu Mordechaja Anielewicza do Icchaka Cukiermana “Antka” po stronie “aryjskiej” - słuchają audycji radiostacji “Świt” podającej z Wielkiej Brytanii informacje o powstaniu w getcie, przekazane tam przez Delegaturę Rządu RP z kraju: “Bohaterska walka getta warszawskiego trwa nadal. Szereg mocno ufortyfikowanych pozycji utrzymuje się jeszcze. Żydowskie grupy bojowe wykazują wielkie doświadczenie bojowe i odwagę. Przywódca żydowskiego “Bundu” inż. Michał Klepfisz, który należał do trzonu oporu, padł bohaterską śmiercią na polu chwały”; “Najsilniejszy opór stawiają grupy powstańcze na terenie tzw. “getta centralnego”, a w szczególności na Miłej. Niemcy zostają ponadto zaatakowani znienacka w kilku punktach Leszna, Świętojerskiej i Franciszkańskiej”.

Konspiracyjna PPS-WRN wydaje odezwę-apel “Towarzysze i Obywatele!” (pióra Zygmunta Zaremby) w sprawie sytuacji w getcie warszawskim: 
“Do ludów świata wołamy: oto w obliczu potwornych planów zniszczenia, jakie od trzech lat urzeczywistnia okupacja hitlerowska, pod jarzmem najstraszliwszego terroru, który szaleje na naszych ziemiach, raz po raz wybucha płomienny protest mordowanych i maltretowanych synów polskiej ziemi. Woła o ratunek, o pomoc jak najszybszą, aby dzień pokonania wroga przyszedł przed ostatecznym wyniszczeniem naszych sił żywotnych.
Wołając o jak najszybsze uderzenie z zewnątrz w potęgę niemiecką, wzmocnijmy nasz wysiłek dla przygotowania powszechnego powstania polskiego, które wraz z ofensywą sprzymierzeńców zada śmiertelny cios totalizmowi wszelkich odcienie.” (tekst odezwy drukuje “WRN”, 7 V 1943, nr 9)

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

piątek, 21 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 21 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


21 kwietnia - środa
Łuna pożarów nad gettem i gęste kłęby ciemnego dymu widoczne są z każdego punktu miasta i daleko poza Warszawą. Niemcy niszczą systematycznie, dom po domu, dzielnicę żydowską, zdobywając kolejno ufortyfikowane bunkry, wydobywając z piwnic ukrywających się tam bezbronnych ludzi, mordują kobiety i dzieci. Około 230 powstańców ginie w ciągu dnia w walce. Specjalne hitlerowskie oddziały szturmowe penetrują nadal niezamieszkane części getta, poszukując ukrywających się tam bojowców.

Komenda Żydowskiej Organizacji Bojowej z getta nadaje drogą telefoniczną meldunek do swych przyjaciół po drugiej stronie murów: “Bojowcy walczą wspaniale. Stan ducha w oddziałach bojowych doskonały. Nasze straty w ludziach są stosunkowo niewielkie. Brak nam amunicji. Będziemy walczyć do ostatniego tchu”.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

czwartek, 20 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 20 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


20 kwietnia - wtorek
O godz. 7 rano wkracza do getta 9 specjalnych niemieckich oddziałów szturmowych, które mają na celu przeszukanie niezamieszkałych części dzielnicy żydowskiej. W akcji zbrojnej biorą udział po stronie niemieckiej, obok SS i policji, również jednostki Wehrmachtu uzbrojone w haubice, miotacze ognia i działa przeciwlotnicze. Baterie artylerii lekkiej ustawiono na pl. Krasińskich i na ul. Bonifraterskiej ostrzeliwują getto.

Zacięte walki toczą się na terenie “szopów” przy ul. Leszno, Nowolipie, Nowolipki i Smoczej, gdzie pluton saperów Wehrmachtu wsparty miotaczami ognia opanowuje dom po domu. Ujęta żywcem ludność żydowska przesyłana jest na Umschlagplatz w celu przewiezienia do obozów zagłady bądź też rozstrzeliwana na miejscu.

Na terenie warsztatów szczotkarskich - w czworoboku ulic Świętojerskiej, Wałowej i Franciszkańskiej - Stroop osobiście kieruje szturmem. Grupy bojowe Bundu pod dowództwem Marka Edelmana bronią się tu z niezwykłą zaciekłością, obrzucając Niemców granatami, butelkami zapalającymi i zaminowując teren. Żydowska Organizacja Bojowa odrzuca niemieckie ultimatum złożenia broni, przekazane powstańcom za pośrednictwem Judenratu. W walce ginie m.in. inż. Michał Klepfisz (ur. 1913), absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Warszawskiej, jeden z czołowych instruktorów Socjaldemokratycznej Organizacji Młodzieży “Przyszłość” (Socialdemokratisze Jugnt-Bund “Cukunft”), w konspiracji działacz Bundu w getcie warszawskim, bojowiec wielce zasłużony w masowej produkcji ładunków wybuchowych i butelek zapalających.

Oddziały Żydowskiego Związku Wojskowego bronią przez kilka godzin pozycji na pl. Muranowskim i na ul. Muranowskiej. Specjalna grupa szturmowa SS usiłuje zedrzeć tu flagi biało-czerwoną i biało-niebieską. Ze strony powstańców ginie w obronie chorągwi Leon Rodal. Niemcy zdobywają ostatecznie pozycje na Muranowskiej, okupując to poważnymi stratami: ginie tu m.in. jeden z oficerów SS - SS-Untersturmführer (podporucznik) Otto Dehmke.

Kilka jednostek niemieckich uderza od południa na bunkry Żydowskiej Organizacji Bojowej przy ul. Miłej i Zamenhofa. O zmierzchu Stroop przerywa akcję w getcie, podobnie jak i w dniu poprzednim.

W godzinach popołudniowych Grupa Specjalna (Specgrupa) Sztabu Głównego Gwardii Ludowej PPR pod dowództwem Franciszka Bartoszka “Jacka” atakuje gniazdo niemieckiego ciężkiego karabinu maszynowego na ul. Nowiniarskiej, zadając hitlerowcom straty w ludziach.

Generalny gubernator Hans Frank pisze w liście do ministra Rzeszy dr. Lammersa, szefa kancelarii Hitlera: “Od dnia wczorajszego mamy w Warszawie dobrze zorganizowane powstanie w getcie, które trzeba już opanować przy użyciu dział”.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

środa, 19 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 19 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


19 kwietnia - poniedziałek
O pierwszym brzasku wkracza przez bramę nalewkowską do getta centralnego 850 SS-manów i 16 oficerów Waffen-SS. Dowodzi nimi osobiście SS-Oberführer Ferdinand von Sammern-Frankenegg. Siły hitlerowskie posuwają się w głąb pozornie uśpionych Nalewek pod osłoną czołgu, dwóch wozów pancernych i grupy Żydów z policji gettowej. Na rogu Nalewek i Gęsiej oraz Miłej i Zamenhofa bojowcy Żydowskiej Organizacji Bojowej obrzucają Niemców granatami i butelkami zapalającymi. Czołg płonie. Natarcie SS-manów załamuje się. Straty hitlerowców przy pierwszym ataku wynoszą 12 ludzi, siły niemieckie wycofują się teraz z getta.

O godz. 8 na miejsce von Sammerna dowództwo obejmuje nowo mianowany dowódca SS i policji Dystryktu Warszawskiego SS-Brigadeführer Jürgen Stroop, który kieruje akcją niszczycielską z punktu dowodzenia na ul. Zamenhofa. Ostrzeliwany tam kilkakrotnie, przenosi swój sztab do domu na ul. Żelaznej, poza obręb getta. 

Oddziały hitlerowskie zdobywają szturmem dom przy ul. Zamenhofa 29 oraz kilka domów na Gęsiej i na Nalewkach, zmuszając bojowców do wycofania się z dachów i wyżej położonych punktów oparcia do piwnic i bunkrów.

Artyleria niemiecka zaczyna ostrzeliwać getto. Grupy Żydowskiej Organizacji Bojowej i Żydowskiego Związku Wojskowego stawiają napastnikom zacięty opór na pl. Muranowskim i na ul. Muranowskiej. Na jednym z domów na ul. Muranowskiej powiewa flaga biało-czerwona, a obok biało-niebieska - obie widoczne spoza murów getta, z ul. Bonifraterskiej. 

O zmroku oddziały niemieckie wycofują się z getta, wzmacniając tylko straż wokół murów. Nie czują się na siłach prowadzić walki w nocy.

Wydarzenia w getcie warszawskim wywołują w mieście wstrząsające wrażenie. Tłumy ludzi zaczynają gromadzić się w pobliżu murów, obserwując przygotowania niemieckie do działań wojskowych na większą skalę w dzielnicy Żydowskiej. 

Około godz. 19 na ul. Bonifraterskiej pomiędzy ul. Konwiktorską i Franciszkańską padają pierwsze strzały po polskiej stronie murów getta. To oddział dywersyjno-saperski Kedywu Okręgu Warszawskiego AK pod dowództwem kpt. Józefa Pszennego “Chwackiego” podjął próbę dokonania wyłomu w murach naprzeciwko ul. Sapieżyńskiej. W walce z przeważającymi siłami niemieckimi poległo dwóch żołnierzy AK biorących udział w szturmie: Eugeniusz Morawski “Młódek” i Józef Wilk “Orlik”, a trzech doznało ciężkich ran.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

wtorek, 18 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 18 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


18 kwietnia - niedziela
Rozchodzą się pogłoski, ze w najbliższych godzinach ma odbyć się jakaś wielka akcja policji w getcie, co wnioskowano m.in. ze znacznego skupienia w pobliżu kolaboracyjnych oddziałów pomocniczych ukraińsko-litewsko-łotewskich. "W kwietniu 1943 r. - opowiada marek Edelman, członek Komendy Żydowskiej Organizacji Bojowej z ramienia "Bundu", działający na tzw. terenie "szczotkarzy (zamkniętym ulicami: Świętojerską, Wałową, Franciszkańską i Bonifraterską) - mieliśmy do dyspozycji 22 grupy bojowe, których łączna siła nie przekraczała 220 ludzi, i to - nie posiadających większego doświadczenia bojowego i należytego wyszkolenia. Dowództwo ŻOB i niemal wszyscy członkowie organizacji zdążyli przed wojną przejść co najwyżej wyszkolenie w zakresie młodzieżowego przysposobienia wojskowego lub ruchu skautowego. Nie znaliśmy techniki budowy fortyfikacji, a przygotowując kryjówki podziemne nie przewidywaliśmy, że Niemcy zdecydują się na spalenie całej części miasta. Mimo to, gdy w nocy z 18 na 19 kwietnia 1943 r. nadeszły do nas pierwsze meldunki, że w najbliższych godzinach spodziewać się należy jakiejś wielkiej akcji niemieckiej przeciw gettu - zajęliśmy zamaskowane stanowiska na piętrach domów w różnych punktach dzielnicy i czuwaliśmy do świtu. Kilkadziesiąt tysięcy ludności nie objętej mobilizacją naszych grup chroniło się w piwnicach. Getto było jak wymarłe: nigdzie żywej duszy".

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....