wtorek, 20 czerwca 2017

Śladami Marszałka Mannerheima w Polsce 1889-1919


Bardzo przyjemna pogoda, którą w ostatnim czasie mamy w Warszawie sprzyja niewątpliwie spacerom, do których nieustannie Was zapraszamy. Dziś chcielibyśmy także zachęcić by przy tej okazji, odwiedzić jedną z wielu wystaw plenerowych, które znaleźć można na ulicach naszego miasta.



Ekspozycję, którą dziś chcemy Wam przedstawić przygotował Dom Spotkań z Historia wraz z Polsko-Fińską Grupą Projektową i Ambasadą Finlandii Podobnie jak i poprzednie wystawy, także ta tradycyjnie już znajduje się na skwerze ks. Twardowskiego. Ekspozycja ta zatytułowana została „Śladami Marszałka Mannerheima w Polsce 1889-1919”. Została ona zorganizowana z okazji 150-tej rocznicy urodzin bohatera narodowego Finlandii, Marszałka Karola Gustawa Mannerheima oraz setnej rocznicy uzyskania niepodległości przez Finlandię. Projekt został zatwierdzony przez komitet Suomi Finland 100 i jest uwzględniony w oficjalnym programie obchodów jubileuszu państwa fińskiego.




Fotograficzna wystawa plenerowa, pokazuje stosunkowo mało znany szerokiej opinii publicznej, wczesny okres dorosłego życia Marszałka Mannerheima. A mianowicie jego pobyt w Polsce w latach 1889-1919, do którego w swoich wspomnieniach odnosił się jako do najszczęśliwszego okresu jego życia. Na 20 planszach prezentowane są odszukane specjalnie z tej okazji archiwalne fotografie ukazujące miejsca związane z pobytem i działalnością Marszałka, jako generała carskiego w Polsce. Można znaleźć tu również zdjęcia przedstawicieli zarówno ówczesnej warszawskiej śmietanki towarzyskiej, jalk i późniejszych elit odrodzonej II Rzeczypospolitej. Zebrane zdjęcia ukazują atmosferę życia towarzyskiego z przełomu XIX i XX wieku w Warszawie, ale także i w innych miastach, które Mannerheim odwiedzał w  czasie swej bytności na polskiej ziemi będącej pod rosyjskim zaborem.



Warto może w tym miejscu wspomnieć kim był bohater wystawy. Najlepiej chyba oddają to słowa, które znajdują się na pierwszej planszy, a które chcemy tu zacytować:

Baron, wódz, regent, marszałek, prezydent.
Znany w świecie i powszechnie szanowany mąż stanu.
Niekwestionowany bohater narodu fińskiego.

Zaczynał jako wybitny generał w służbie cara Mikołaja II, miał szansę zostać przywódcą armii carskiej, gdyby ta przetrwała rewolucję 1917 roku. Światową sławę i międzynarodowe uznanie zdobył jako mąż stanu, marszałek i wódz sił zbrojnych Finlandii, obrońca niepodległości swego kraju w różnych okresach burzliwej historii XX wieku.

Wsławił się wybitnym talentem przywódczym oraz niezwykłą strategią polityczną, szczególnie podczas II wojny światowej, a także skuteczną obroną Finlandii w wojnie zimowej oraz wojnie kontynuacyjnej w latach 1939–1944. Ze względu na swoje osiągnięcia w walce o utrwalenie niepodległości Finlandii często porównywany jest do marszałka Józefa Piłsudskiego.




Wszystkim zainteresowanym wystawą podpowiemy jeszcze, że jeśli chcecie ją obejrzeć, to musicie się śpieszyć. Ekspozycja ta będzie bowiem prezentowana tylko do 28 czerwca. Gdyby jednak, komuś się to nie udało, to wystawa ta ma być prezentowana również w innych polskich miastach, w których rezydują konsulowie honorowi Finlandii. Może więc komuś uda się na nią trafić w czasie wakacyjnych podróży. A jeśli póki jeszcze nigdzie się nie wybieracie w dalsze wojaże, to jak zwykle zachęcamy do odkrywania uroków Stolicy - albowiem latem Warszawa jest szczególnie piękna !! 

niedziela, 18 czerwca 2017

"Nawiedzona Warszawa"


Jak zapewne dobrze wiecie, piątkowe popołudnia zdarza nam się czasem spędzić na spotkaniu autorskim. Nierzadko miejscem tego typu wydarzeń jest dosyć dobrze wszystkim znana, z naszych poprzednich postów, księgarnia Świata Książki przy al. Solidarności. 


Organizator spotkanie, którym tym razem był "Fantom" fantastyczny dwumiesięcznik, nadał mu niezwykle intrygujący tytuł "Niewidzialna Warszawa: na straszno i na wesoło". Tamtego popołudnia była to okazja podwójna albowiem rozmowa dotyczyła dwóch autorów i ich dwóch książek. Chodziło o Adama Podlewskiego, którego najnowsza książka zatytułowana jest "Wars i Sawa" oraz Jacka Radzymińskiego, dla którego "Rozeznanie duchów" jest debiutem literackim. Pierwszego z autorów możecie kojarzyć z opublikowanej przez nas recenzji "Honoru i zbrodni", którą zapoczątkował swą przygodę z dłuższą formą prozatorską. Z kolei debiutant może być znany uczestnikom konwentów fantastycznych, gdzie opowiadał o horrorach oraz z pisania o mitologii związanej nomen omen z kultową, w pewnych środowiskach grą RPG Zew Cuthlu.


Gospodarzem spotkania był Stanisław Krawczyk - doktorant z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, który w swych badaniach zajmuje się m.in. socjologią kultury, literatury a także badaniem gier oraz jest miłośnikiem fantastyki. Na samym początku prowadzący zastosował ciekawą analogię - mianowicie kolory, w które ubrani byli autorzy przyrównał do ich książek. Powieść Adama określił jako jasną, zaś Jacka jako ciemną. Pisarze opowiadali o ich Warszawie, o tej, która przewija się w ich książkach, a także o swoich inspiracjach i planach na przyszłość.




Zgromadzona w księgarni publiczność, jak zwykle miała okazję zadać autorom pytania dotyczące książek i nie tylko. Zwyczajem poprzednich tego typu wydarzeń, na koniec spotkania była okazja do zdobycia autografów oraz możliwość zamienienia kilku słów w bezpośredniej rozmowie z pisarzami oraz zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia. 



Tymczasem kontynuując nasz zwyczaj, w ostatnim akapicie chcemy Was zaprosić na spacer. Tym razem jednak chcemy Wam zaproponować byście w czasie spaceru zrobili sobie przerwę i usiedli czy to na ławce, czy na trawie i choć na chwilę zatopili się w lekturze. Wszak świat pełen jest dobrych książek, które tylko czekają by je przeczytać. Zachęcamy do lektury !  

wtorek, 16 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 16 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


16 maja - niedziela
W ciągu dnia formacje niemieckie powadzą nadal poszukiwania ukrywających się Żydów.

O godz. 20.15 słychać w całym mieście potężny wybuch: "wielką akcję" (Grossaktion) w getcie warszawskim zakończył Stroop wysadzeniem w powietrze budynku warszawskiej Wielkiej Synagogi przy ul. Tłomackie. Zabytkowa budowla obrócona zostaje w ogromny stos gruzów.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

niedziela, 14 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 14 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


14 maja - piątek
Na murach rozplakatowano obwieszczenie gubernatora Dystryktu Warszawskiego Fischera, które "stwierdza działalność komunistów w Warszawie, - jak zanotował w swej kronice Ludwik Landau - wskazuje jako na ich gniazdo na getto, tym uzasadnia (po raz pierwszy ujawnione w druku oficjalnym!) niszczenie getta, które będzie dalej prowadzone, i apelując do poczucia konieczności obrony przed nalotami bolszewickimi życia i mienia własnego i współobywateli, wzywa do denuncjowania bez jakichkolwiek skrupułów moralnych Żydów i komunistów". "Na murach miasta ukazało się obwieszczenie gub. Fiszera [sic], - komentuje konspiracyjny "Biuletyn Informacyjny" (20 V 1943, nr 20) - rozwodzące się nad zbrodniami Żydów i zapowiadające całkowite zniszczenie "dzielnicy żydowskiej". Obwieszczenie to poza beznadziejną głupotą i wielkim brakiem logiki jest również przyznaniem się czarno na białym do popełnionych zbrodni, które propaganda niemiecka za granicą stara się przypisać Polakom".

W getcie formacje wojskowe SS i policji ponoszą straty w walce ze stawiającymi tam zbrojny opór zorganizowanymi grupami bojowymi.

"W starciach zastrzelono około 30 bandytów oraz ujęto 9 Żydów i bandytów, którzy należeli do zbrojnej bandy - raportuje Stroop. - W nocy zlikwidowano jeden bunkier, Żydów ujęto i zdobyto pewną liczbę pistoletów, m.in. 12-kalibrowe. W pewnym bunkrze, który był obsadzony przez około 100 osób, udało się zdobyć 2 karabiny, 16 pistoletów, granaty ręczne i zapalające. Niektórzy z broniących się bandytów nosili różne niemieckie mundury wojskowe, niemieckie hełmy stalowe i metalowe kubki. Oprócz karabinów zabrano 60 nabojów niemieckiej amunicji karabinowej. 1 oddział szturmowy stoczył z 10-14-osobową bandą walkę na dachach domów na skraju getta (część aryjska). Bandyci zostali zlikwidowani bez strat po naszej stronie."

W godzinach popołudniowych w obecności SS-Gruppenführera Maximiliana von Herffa, szefa Głównego Urzędu Personalnego SS, otwarto 183 włazy do kanałów i wrzucono tam równocześnie świece dymne, aby zmusić ewentualnie ukrytych tam bojowników żydowskich do wyjścia na powierzchnię.

"W sumie ujęto dzisiaj 398 Żydów, prócz tego zastrzelono w walce 154 Żydów i bandytów. Ogólna liczba ujętych Żydów wzrosła przez to do 55 731" - melduje Stroop.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

sobota, 13 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 13 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


13 maja - czwartek
W toku dalszego przeszukiwania dużego i małego getta przez niemieckie formacje policyjne SS i oddział saperów Wehrmachtu zatrzymano 234 Żydów, a w walce zastrzelono 155 Żydów.

"Okazało się w dniu dzisiejszym, ze obecnie ujęci Żydzi i bandyci należą do tzw. grup bojowych - melduje Stroop. - Są to przeważnie młodzi chłopcy i dziewczyny w wieku 18-25 lat. Przy likwidacji jednego bunkra wywiązała się regularna walka, w trakcie której Żydzi nie tylko strzelali z pistoletów 08 i polskich pistoletów Vis, lecz również obrzucali żołnierzy formacji wojskowych SS polskimi ręcznymi granatami jajowatymi. Po ujęciu części załogi bunkra, kiedy zamierzano ją zrewidować, jedna z kobiet, jak to już często bywało, sięgnęła błyskawicznie pod spódnicę i wyciągnęła ze swych szarawarów ręczny granat, który odbezpieczyła i rzuciła pod nogi żołnierzy mających ją rewidować, przy czym sama błyskawicznie uskoczyła w bezpieczne miejsce." 

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

piątek, 12 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 12 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


12 maja - środa
W getcie wydobyto z bunkrów i kryjówek dalszych 663 Żydów i 133 Żydów zastrzelono. Ogólna liczba ujętych wzrosła w ten sposób do 54 463.

"Następnie dzisiaj wzmocniono kordon otaczający małe getto na Prostej i zniszczono je ogniem - odnotował Stroop. - Prawdopodobnie zginęła w płomieniach większa liczba Żydów. Ponieważ jednak przed nastaniem ciemności pożar jeszcze nie wygasł, nie można było pod tym względem poczynić dokładnych ustaleń. Jeden betonowy dom na ul. Prostej, z którego wyciągnięto Żydów, został zniszczony przez wysadzenie w powietrze w celu uniemożliwienia bandytom użycia go później jako punktu oporu."

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

czwartek, 11 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 11 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


11 maja
Formacje hitlerowskie przeszukujące nadal getto wykrywają tam i niszczą dalszych 47 bunkrów.

"Ujęto ogółem 931 Żydów i bandytów, zastrzelono 53 bandytów. Dalsi stracili życie w wysadzonych w powietrze bunkrach i przy zniszczeniu ogniem pewnego bloku domów. Ogólna liczba ujętych dotychczas Żydów wzrosła do 53 667" - melduje Stroop.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

środa, 10 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 10 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


10 maja 
"Wszystko dalej obraca się koło sprawy niszczenia resztek Żydów - notuje Ludwik Landau. - Pożary nie są już tak wielkie, ale ciągle jeszcze w różnych punktach getta trwają. Po nocach dochodzą stamtąd odgłosy ożywionej kanonady, a dziś w dzień słychać było jakieś głośne wybuchy, jakby tam coś wysadzano w powietrze. W reszcie miasta zaś trwa polowanie na Żydów. Zaczepiany jest każdy, kto gestapowcowi, Łotyszowi czy jakiemuś Niemcowi (albo nie-Niemcowi) amatorowi wydają się podobnym do Żyda - i żadne tłumaczenia czy papiery nie pomagają: egzekucja odbywa się na miejscu. Nie jest więc rzadkością napotykanie w różnych dzielnicach leżących na ulicach zwłok - wyników takich egzekucji."

"Droga kanałami trwała całą noc - Marek Edelman wspomina ewakuację niedobitków Żydowskiej Organizacji Bojowej z getta, przeprowadzoną przy pomocy Gwardii Ludowej PPR. - W kanałach napotykamy wciąż na zasieki, które porobili tu przewidujący Niemcy. Włazy pozasypywane są gruzem. W przejściach wiszą granaty, które przy dotknięciu natychmiast wybuchają. Co pewien czas Niemcy wpuszczają gaz trujący. W tych warunkach w kanale wysokim na 70 cm, gdzie nie można się wyprostować a woda sięga do ust, czekamy 48 godzin na wyjście. Co chwilę ktoś mdleje. Najbardziej męczy pragnienie. Niektórzy piją gęstą, szlamowatą wodę kanału. Sekundy trwają miesiące. 10 maja o godzinie 10 rano przez właz na ul. Prostej róg Twardej zajeżdżają dwa ciężarowe samochody. W biały dzień bez żadnej prawie obstawy [...] otwiera się klapa włazu i jeden po drugim w oczach zdumionego tłumu wychodzą z czarnej jamy Żydzi z bronią w ręku (w owym czasie już samo widok Żyda jest sensacją), nie wszyscy zdążą się wydostać. Gwałtownie, ciężko zatrzaskuje się klapa włazu - pełnym gazem odjeżdżają samochody."

Stroop melduje swym przełożonym o tym samym wydarzeniu:
"Dzisiaj o godz. 9:00 jakiś samochód ciężarowy podjechał do włazu kanalizacyjnego przy ul. Prostej. Jakiś człowiek z tej ciężarówki spowodował wybuch 2 granatów ręcznych, co było znakiem dla oczekujących tam w pogotowiu bandytów do wydostania się z kanału. Bandyci i Żydzi - znajdują się wśród nich wciąż jeszcze polscy bandyci - którzy byli uzbrojeni w karabiny, ręczną broń palną oraz lekki karabin maszynowy, wsiedli do ciężarówki i odjechali w nieznanym kierunku. Ostatni człowiek z tej bandy, który stał na straży przy kanale i miał za zadanie zasunąć pokrywę włazu kanalizacyjnego, został schwytany. On to udzielił powyższych informacji. Wyjaśnił on, że większa część bandy, podzielonej na poszczególne grupy bojowe bądź została zastrzelona w walce, bądź też sama zadała sobie śmierć ze względu na beznadziejność walki. Wszczęty za ciężarówką pościg nie dał dotychczas pozytywnego wyniku."

Uciekinierzy chronią się tymczasem w lesie koło Łomianek.

Na terenie getta ujęto w ciągu dnia żywcem 1183 Żydów a zastrzelono 187 "bandytów" i Żydów. Według zestawień Stroopa, "ogólna liczba dotychczas ujętych Żydów wzrosła do 52 683."

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

Premiera "Zamków i Pałaców" z cyklu Echa Dawnej Warszawy


Jakiś czas temu, w pewien piątkowy wieczór, w jednej ze stołecznych księgarni Świata Książki, miała miejsce premiera kolejnego tomu z cyklu Echa Dawnej Warszawy. Najnowsza z publikacji w tej serii została w całości poświęcona jednym z najpiękniejszych obiektów architektonicznych, jakim z pewnością są zamki i pałace.

Tym razem autora książki w osobie Radosława Głowackiego przepytywał w imieniu potencjalnych czytelników Krzysztof Jaroszyński, którego świetnie kojarzyć może publiczność kabaretowa. A szczególnie fani kabaretu "Pod Egidą", "Dwójki bez sternika" czy kultowego cyklu "60 minut na godzinę". Jednak wracając do samej premiery książki, to obu rozmówców łączy fakt bycia mężami znanych żon, czyli odpowiednio Karoliny Głowackiej i Elżbiety Zającówny. Choć oczywiście sami na swoim koncie też mają odpowiedni dorobek w swoich dziedzinach. Co tu dużo mówić, panowie z łatwością znaleźli wspólny język, co przełożyło się na dobrą atmosferę wydarzenia.



Jak łatwo przewidzieć rozmowa koncentrowała się wokół bohaterów książki, czyli zamków i pałaców, obecnych w przestrzeni miejskiej stolicy. Warto tu zauważyć, że redakcja wydawnictwa Skarpy Warszawskiej, po raz kolejny bardzo dobrze dobrała prowadzącego spotkanie. Ku lekkiemu zaskoczeniu widowni, prowadzący rozmowę nie poszedł łatwo przewidywalną ścieżką dowcipu, czy prostej anegdoty - ale skupił się na merytorycznej stronie omawianej publikacji. Dobre przygotowanie pana Krzysztofa, ale też i zapewne wysoka świadomość miasta, jego topografii i losów - umożliwiła bardzo ciekawą rozmowę, choć zaznaczmy, że temat mimo swej popularności wcale do łatwych nie należał.



W programie organizatorzy przewidzieli jak zwykle niespodziankę w postaci konkursu. Jednak jego losy często były narażone na szwank, przez poprzedzającą go rozmowę. W toku pytań i odpowiedzi zarówno jedna, jak i druga strona wielokrotnie niebezpiecznie zbliżała się do zagadnień, które miały być poruszone w pytaniach do publiczności. Z kolei sama rozmowa poruszyła tak wiele wątków, że widownia początkowo miała problem, o co by tu zapytać - skoro o tak wielu rzeczach można było się już dowiedzieć, nim się rozpoczęło lekturę. My także, nie chcemy zdradzać zbytnio szczegółów by nie odebrać przyjemności z odkrywania zawartości tej publikacji. Dość powiedzieć, że mowa była nie tylko o tym co na co dzień można zobaczyć podczas spacerów po ulicach stolicy, ale także o wielu z obiektów, których już na mapie Warszawy nie ma.


Jednak dało się zauważyć na sali takich czytelników, co nie mogli oprzeć się pokusie i oddawali się ulubionemu nałogowi pochłaniania ledwo co zakupionej przed chwilą - nowej książki już w trakcie trwania samego spotkania z jej autorem. Tymczasem zaczął się konkurs. Jak zwykle obiecaliśmy sobie, że będziemy fair i damy szansę na wzięcie udziału w zabawie głownie innym z przybyłych gości. Jednak gdy pytania robiły się coraz trudniejsze, emocje zaczęły brać górę nad chłodnym rozsądkiem i nieoczekiwanie dla nas samych, wyrwała nam się jedna z prawidłowych odpowiedzi, co nie przeszło niezauważone i do naszej kolekcji warszawskich antystresowych kolorowanek dołączyła wersja anglojęzyczna. Z tego miejsca gratulujemy wiedzy wszystkim uczestnikom zabawy, albowiem wielokrotnie trzeba było się wykazać sporą wiedzą oraz refleksem, by zdobyć nagrodę.



Kiedy pula pytań, zagadek, dobrych odpowiedzi i nagród została wyczerpana, nadszedł upragniony dla wielu moment czyli możliwość otrzymania autografu od autora publikacji. Kolejka oczywiście karnie ustawiła się wzdłuż rzędu krzeseł, by przy okazji zdobywania dedykacji, zamienić także kilka słów z pisarzem, a nawet zrobić sobie z nim zdjęcie. Oczywiście, gdyby ktoś z czytających naszą relację, miał teraz pożałować braku swojej obecności, na spotkaniu - to śpieszymy z dobra informacją, by nie tracić nadziei. Jest jeszcze szansa, na zdobycie egzemplarza z autografem, zarówno "Zamków i Pałaców", jak i pozostałych książek z serii Echa Dawnej Warszawy. Wystarczy udać się do księgarni Świata Książki przy skrzyżowaniu alej Solidarności i Jana Pawła II, podczas ostatniej wizyty przed kilkoma dniami, jeszcze kilka egzemplarzy tego typu było dostępnych.


A gdyby jednak i to się nie udało, to być może będzie okazja na zbliżających się powoli Warszawskich Targach Książki. Z pewnością Skarpa Warszawska, tak jak i inne zacne wydawnictwa, będzie tam obecna, a być może wśród odwiedzających poszczególne stoiska, także spotkacie i Nas. Tak więc do zobaczenia już wkrótce, a tymczasem jak zwykle zachęcamy by nie zrażać się zmienną aurą i wyruszyć na spacer. Warszawa w swym pięknie zamków, pałaców, ale także kościołów i kaplic oraz innych budynków i budowali, jest warta oglądania na własne oczy !! 

wtorek, 9 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 9 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


9 maja - niedziela
"Poza obrębem byłego żydowskiego getta zastrzelono 254 Żydów i bandytów" - melduje Stroop.

Tym czasem w samym getcie hitlerowskie oddziały wykrywają w ciągu dnia dalsze 42 bunkry: "Z bunkrów tych wydobyto żywych 1037 Żydów i bandytów, W walce zastrzelono 319 bandytów i Żydów, prócz tego nieustaloną liczbę zniszczono przy wysadzeniu w powietrze bunkrów."

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

poniedziałek, 8 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 8 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


8 maja - sobota
Przetrząsany jest nadal cały obszar getta "w poszukiwaniu istniejących bunkrów oraz Żydów".

"Jak już przed kilkoma dniami meldowano - stwierdza Stroop - ci podludzie, bandyci i terroryści utrzymują się jeszcze w bunkrach, w których żar od ognia staje się nie do zniesienia. Te kreatury wiedzą dokładnie, że pozostało im tylko jedno: albo trwać w ukryciu jak długo tylko się da, albo też wyjść na powierzchnię i przy tym próbować ranić lub położyć trupem nacierających żołnierzy formacji wojskowych SS, policji i Wehrmachtu."

Niemcy otaczają centralny bunkier Żydowskiej Organizacji Bojowej przy ul. Miłej 18, w którym znajduje się około 100 uczestników akcji zbrojnej i znacznie większa liczba ludności cywilnej. W bunkrze przebywa komendant Żydowskiej Organizacji Bojowej Mordechaj Anielewicz wraz ze swymi najbliższymi współpracownikami z Haszomer Hacair (m.in. z Arie Wilnerem), dowódcy niektórych grup bojowych Droru, Bundu i Akiby, sekretarz Komitetu Dzielnicowego PPR w getcie Edward Fondamiński i inni. Niemcy odnajdują kilka włazów do bunkra, przez które wrzucają świece dymne, podkładają też w kilku miejscach ładunki wybuchowe. Anielewicz i inni członkowie ścisłego sztabu ŻOB popełniają wtedy samobójstwo, aby nie dostać się żywi w ręce wroga. Ostatecznie spośród osób ukrytych w bunkrze ginie około 140 ludzi, a około 60 zostaje ujętych. Tylko nieliczni uchodzą z życiem, ratując się przez odkryte w ostatniej chwili wyjście zapasowe.

"Nie zdarza się obecnie, by przy otwieraniu bunkra znajdujący się w nim Żydzi nie stawiali oporu za pomocą znajdującej się w ich dyspozycji broni: lekkich karabinów maszynowych, pistoletów i granatów ręcznych - konstatuje Stroop. - Nie zniszczone jeszcze przez pożary budynki zostały w dniu dzisiejszym podpalone, przy czyn stwierdzano, że tu i ówdzie w murach lub na klatkach schodowych ukrywają się jeszcze pojedynczy Żydzi."

"Po stronie "aryjskiej" - zapisuje Ludwik Landau - polowanie na Żydów trwa dalej z całą zapamiętałością, egzekucje dokonywają się na ulicach - strzelają do Żydów nie tylko gestapowcy, żandarmi, Ukraińcy itp., ale czasem i ochotnicy z wojska, urzędnicy itd. Wskazują Niemcom Żydów też różne elementy - policjanci granatowi, tajniacy - ale zdarza się i pokazanie ofiary przez przechodzącą kobietę z dzieckiem! Z drugiej strony oczywiście nierównie częściej ludność reaguje poczuciem najwyższej grozy - każda scena egzekucji pozostawia głębokie wrażenie na przypadkowych jej świadkach.
W gazetach oczywiście próżno by szukać jakichkolwiek śladów tych wypadków. [...] Jest wiadomość o nadaniu nazw niemieckich (Warschau-Süd i Warschau-Weichsel) dworcom kolejek dojazdowych, a w części urzędowej - cennik robót zegarmistrzowskich dla okręgu warszawskiego."

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

niedziela, 7 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 7 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


7 maja - piątek
"Wykryto 49 bunkrów - meldował Stroop. - Część Żydów ujęto. Większa, nieznana liczba Żydów wzbraniających się opuścić bunkry i stawiających zbrojny opór zginęła w wysadzanych bunkrach. Ogółem ujęto dzisiaj żywcem 1019 Żydów, 255 zastrzelono. Ogółem liczba dotychczas ujętych Żydów wzrosła do 48 342".

"Koło południa znów w okolicach Leszna ukazały się dymy, widocznie wzniecili Niemcy  nowe pożary" - odnotował Ludwik Landau. 

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

sobota, 6 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 6 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


6 maja - czwartek
Walki w getcie trwają.

"Dzisiaj zostały przeszukane przede wszystkim bloki domów zniszczonych w dniu 4 V przez ogień - meldował Stroop. - Jakkolwiek prawie że nie można było oczekiwać, iż napotka tu się żyjących ludzi, wykryto jednak znaczną liczbę bunkrów, w których panował wielki żar; w bunkrach tych oraz w innych wykrytych w dalszych częściach getta ujęto łącznie 1533 Żydów. Przy stawianiu oporu i w starciach, jakie się w związku z tym wywiązało, zastrzelono 356 Żydów. W walkach tych Żydzi strzelali z pistoletów 08 i innego kalibru oraz rzucali polskimi ręcznymi granatami."

"Getto w swej walce z Niemcami już dogorywa - ale zaciekłość, z jaką Niemcy ścigają Żydów, powoduje, że sprawa ta pozostaje dominującym tonem w całym obecnym życiu Warszawy - stwierdza Ludwik Landau. - [...] Tropi się Żydów w okolicach getta - znów spalono, po wysiedleniu z miejsca całej ludności, parę domów, w których znaleziono Żydów. Poluje się na ulicach na osoby o żydowskim wyglądzie - zdaje się, że już niejedna osoba, nic nawet z Żydami nie mająca wspólnego, zapłaciła życiem za swój "podejrzany" wygląd: bo do ofiar strzela się na miejscu, uznając bez badania wszelkie papiery za fałszywe. Do odstraszenia ludności od dawania Żydom schronienia dąży się nie tylko przez karne palenie domów; administracja niemiecka domów państwowych w Warszawie przystąpiła do ściągania od wszystkich lokatorów oświadczeń, że nie mają żadnych sublokatorów Żydów, że nie wiedzą nic o takim ich pochodzeniu itd. I właśnie w tym momencie bezlitosnego polowania na ludzi, poruszającego warstwy nawet najmniej darzące Żydów sympatią, mają Niemcy czelność dalej perorować o okrucieństwach bolszewickich."

W bunkrze przy ul. Ogrodowej 29 wykrytym przez Niemców ginie grupa Żydów wyprowadzonych dopiero przed kilku dniami (29 kwietnia) kanałami z getta.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

piątek, 5 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 5 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


5 maja - środa
W toku akcji prowadzonej w getcie Niemcy ujmują m.in. w zakładach produkcyjnych przy ul. Prostej (na terenie tzw. małego getta) 2850 ludzi. 

"Trwa wymordowywanie Żydów i odbieranie sobie przez nich życia - zapisuje Ludwik Landau - Z jakiegoś płonącego domu widziano 8 kobiet skaczących kolejno z wysokości kilku pięter w dół - strażakom, którzy tam byli i chcieli je sprowadzić, odmówiły skorzystania z pomocy. Takich i podobnych wypadków są ludzie ciągle świadkami".

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

czwartek, 4 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 4 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


4 maja - wtorek
Premier Rządu RP w Londynie gen. broni Władysław Sikorski w przemówieniu radiowym do Kraju mówi o walce getta warszawskiego: "W połowie kwietnia o godz. 4-tej rano. Niemcy przystąpili do likwidacji getta warszawskiego. Zamknęli resztki Żydów kordonem policji, wjechali do środka czołgami i samochodami pancernymi i prowadzą swe dzieło niszczycielskie. Od tego czasu walka trwa. Wybuchy bomb, strzały, pożary trwają dzień i noc. Dokonuje się największa zbrodnia w historii ludzkości. Wiemy, że pomagacie umęczonym Żydom jak możecie. Dziękuję wam, rodacy, w imieniu własnym i rządu. Proszę was o udzielenie im wszelkiej pomocy, a równocześnie o tępienie tego strasznego okrucieństwa". Cytat ten - w ślad za tekstem ogłoszonym w "Rzeczypospolitej Polskiej" (6 V 1943, nr 8, dodatek), wraz z mylną datą dzienną przemówienia: 5 zamiast 4 maja - przytoczyły następnie także inne pisma tajne. Zawierający zniekształcenia wynikłe z technicznych problemów przy nasłuchu radiowym, cytowany fragment przemówienia brzmiał (zgodnie z jego urzędowym zapisem):
"Kaci hitlerowscy 16-go kwietnia o godz, 4-tej rano przystąpili do "zlikwidowania", znaną nam metodą, resztek getta warszawskiego, gdzie wegetowało jeszcze kilkadziesiąt tysięcy Żydów. Zamknąwszy wszystkie wyjścia, najechali je samochodami pancernymi i lekkimi czołgami, by przy pomocy karabinów maszynowych wybić resztki mężczyzn, kobiet i dzieci. Ludność żydowska, doprowadzona do rozpaczy, stawiła bohaterski opór zbrojny. Od tego czasu walka trwa. Terkot karabinów maszynowych, wybuchy bomb, pożary ściągnęły w pobliże ludność warszawską, która przejęta zgrozą pomaga, gdzie może i jak może nieszczęsnym ofiarom nieznanego w dziejach barbarzyństwa.
Dziękuję Rodakom w imieniu Rządu oraz własnym za ten szlachetny odruch. Proszę ich i użyczenie wszelkiej pomocy i ochrony mordowanym, a równocześnie piętnuję wobec całej, zachowującej zbyt długo milczenie ludności, te wszystkie okrucieństwa."

Około godz. 11.00
"w celu przeszukania, oczyszczenia i zniszczenia dwóch wielkich bloków domów dawnych firm Többens, Schulz i Ska, i innych wprowadzono do akcji główne siły - meldował Stroop. - Po całkowitym otoczeniu tych bloków wezwano najpierw przebywających tam jeszcze Żydów do dobrowolnego zgłaszania się. W ten sposób ujęto 456 Żydów z przeznaczeniem do obozów. Dopiero, gdy bloki te zaczął niszczyć ogień, ukazała się poważna liczba Żydów, zmuszona do tego przez ogień i dym. W wielu wypadkach Żydzi wciąż usiłują przedzierać się nawet przez płonące budynki. Nieokreślona liczba Żydów, którzy ukazali się w czasie szalejącego pożaru na dachach domów, zginęła w płomieniach. Inni ukazywali się dopiero w ostatnim momencie na najwyższych piętrach i mogli się ratować od śmierci w płomieniach jedynie skacząc w dół. W dniu dzisiejszym ujęto ogółem 2283 Żydów, z których 204 zastrzelono. Nie określona liczba Żydów zginęła w bunkrach i płomieniach. Ogólna liczba ujętych dotychczas Żydów wzrosła do 44 089."

Całe miasto dziś śledziło poruszenie - notuje Ludwik Landau - olbrzymie kłęby dymu wydobywające się gdzieś z okolic getta: to podobno palił się po paru eksplozjach pośpiesznie ewakuowany szpital ewangelicki na ul. Karmelickiej; aż do wieczora chmury dymu unosiły się nad całym miastem.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

środa, 3 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 3 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


3 maja - poniedziałek
Formacje hitlerowskie zdobyły po trzydniowej walce bunkier Żydowskiej Organizacji Bojowej przy ul. Franciszkańskiej 30, posługując się świecami dymnymi i gazami dławiącymi.

Stroop stwierdza w raporcie dziennym, że "w większości wypadków Żydzi przed opuszczeniem bunkrów stawiali opór z bronią w ręku". Ostatecznie w ciągu tego dnia Niemcom udało się wykryć 19 bunkrów, w których ujęto 1392 ludzi, część z nich zabijając na miejscu. "Ogólna liczba dotychczas ujętych Żydów wzrosła do 41 806" - meldował Stroop.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

wtorek, 2 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 2/3 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


W nocy z 2 na 3 maja - niedziela/poniedziałek
Patrole Żydowskiej Organizacji Bojowej w getcie dokonywały wypadów na pozycje niemieckie.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....