wtorek, 25 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 25 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


25 kwietnia - Niedziela Wielkanocna
Z powodu uroczystego święta oddziały hitlerowskie rozpoczynają w tym dniu morderczą akcję w getcie dopiero od godz. 13. Zaciekłe walki wśród płonących domów toczą bojownicy na ul. Miłej 5 i 7. Samoloty niemieckie zrzucają znów nad gettem bomby zapalające.

"Dzisiejsza operacja prawie wszystkich oddziałów szturmowych - raportuje Stroop do Krakowa - zakończyła się wznieceniem olbrzymich pożarów, które zmusiły Żydów do opuszczenia schronów i kryjówek. Łącznie ujęto żywcem 1690 Żydów ... 274 Żydów zastrzelono i podobnie jak co dzień bardzo wielu Żydów zostało zasypanych w wysadzonych bunkrach i jak można stwierdzić - spłonęło ... Również w dniu dzisiejszym stawiano kilkakrotnie zbrojny opór, a w pewnym bunkrze zdobyto 3 pistolety i materiały wybuchowe ... Jeżeli wczoraj nocą widać było łunę nad byłym gettem, to dzisiaj wieczorem widać jakby jedno olbrzymie morze płomieni."

Dzienny meldunek sytuacyjny Komisji Koordynacyjnej Żydowskiego Komitetu Narodowego i Bundu stwierdza m.in.:
"Dziś ukazały się ulotki różnych organów Polski podziemnej, w których piętnuje się dokonywane na oczach całej Warszawy ohydne bestialstwo niemieckie oraz wyraża się uznanie i cześć dla nieustraszonego męstwa i niezłomności ducha bohaterskich bojowców."

Tłumy ludzi obserwują pożar getta:
"Świętujący, wolni od zajęć ludzie ciągnęli dziś tłumami przyglądać się szczególnemu widokowi: pożarowi getta - zapisuje Ludwik Landau - Jeżeli wczoraj wieczorem łuna trochę przybladła, to w ciągu dnia znów gęste kłęby dymu zaczęły się unosić nad gettem - i, jak się zdaje, w tej chwili getto pali się całe. Czy przyczynił się do tego silny wiatr z nocy dzisiejszej, czy jedna lub druga strona podpalały domy - na razie nie słychać; dość, że pożar przybrał fantastyczne rozmiary - i ostatni, skazani przez Niemców na zagładę mieszkańców getta, giną tam chyba w płomieniach i dymie."

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

5. Orlen Warsaw Marathon


Niezwykle wietrzne, ale też i miejscami dosyć słoneczne niedzielne przedpołudnie postanowiliśmy spędzić na świeżym powietrzu kibicując biegaczom, którzy opanowali warszawskie ulice. I o tym właśnie chcemy Wam dziś opowiedzieć. 





Jak powiedzieli sami organizatorzy ostatni weekend to Narodowe Święto Sportu. W sobotę odbyła się nowa impreza - ORLEN Warsaw Games. Był to otwarty dla wszystkich, rodzinny piknik sportowy, któremu towarzyszyły koncerty gwiazd i spotkania z mistrzami olimpijskimi. Niedziela zaś to dzień biegaczy, czyli piąta edycja ORLEN Warsaw Marathon, w ramach którego odbyły się bieg na dystansie maratońskim oraz bieg OSHEE 10 km. We wszystkich weekendowych imprezach wzięło udział 36 tys. osób.





Rankiem, pomimo mało wiosennej pogody, punktualnie o 9:00, na znak Anity Włodarczyk, biegacze wystartowali z Wybrzeża Szczecińskiego: na północ pobiegli maratończycy, na południe zaś zawodnicy biegu OSHEE 10 km. 

Jak łatwo się domyśleć jako pierwsi na mecie pojawili się zawodnicy z tej drugiej imprezy. Po zaciętym finiszu zwyciężył w niej Dmytro Lashyn z Ukrainy, osiągając czas 0:29:02. Jako pierwszy z Polaków na mecie zameldował się Szymon Kulka z czasem 0:29:12. Zaś wśród kobiet najlepsza okazała się Svetlana Kudelish z Białorusi, która przebiegła 10 km w czasie 0:33:12, a jako druga na metę dotarła Katarzyna Kowalska z czasem 0:33:20.








Niedługo po ostatnich zawodnikach biegu na 10 km na metę dotarli najszybsi maratończycy. Wśród mężczyzn zwyciężył Kenijczyk Felix Kimutai w czasie 2:10:34. Drugi na miecie znalazł się jego rodak Alex Saekwo z czasem 2:12:01. Na trzecim zaś miejscu uplasował się najszybszy Polak, zeszłoroczny zwycięzca tej imprezy Artur Kozłowski, który  z czasem 2:12:38 został jednocześnie zwycięzcą w 87. PZLA Mistrzostwach Polski Mężczyzn. Wśród kobiet z czasem 2:28:44 zwyciężyła Białorusinka Nastassia Ivanova. Tuż za nią miejsce na podium zajęła Polka Izabela Trzaskalska z czasem 2:29:56. A zaraz za nimi z czasem 2:30:03 jako trzecia finiszowała Kenijka Viola Yator.

Warto również wspomnieć, że najlepszym zawodnikiem w kategorii handbike został Polak Rafał Wilk, który trasę półmaratonu pokonał w czasie 0:31:32, tuż za nim na miecie znaleźli się jego rodacy Arkadiusz Skrzypiński - 0:34:23 i Krystian Giera - 0:34:24. Wśród kobiet w tej kategorii zwyciężyła Słowaczka Anna Oroszova z czasem 0:42:47, kolejne lokaty zajęły zaś dwie Polki Katarzyna Goncerz - 0:55:09 i Monika Pudlis - 1:02:01.






Jak zwykle jednak największą grupę przewijającą się w okolicach przebiegu trasy maratonu stanowili kibice, którzy tłumnie obstawili ponad 40. kilometrowy dystans. Całymi rodzinami wspierali nie tylko swoich krewnych i znajomych, ale również wszystkich innych biegaczy. Niewątpliwie ułatwiały to również zlokalizowane na trasie punkty kibica i muzycznego maratonu z kapelami grającymi na żywo bardzo energetyczne kawałki. Dla zawodników zaś organizatorzy przygotowali na trasie liczne punkty nawadniania i odżywiania. Na błoniach Stadionu Narodowego na wszystkich czekało Miasteczko Biegacza. Tu zlokalizowane zostało Biura Zawodów obu biegów, meta, depozyty, szatnie, masaże oraz strefy żywieniowe, w tym strefa Pasta Party. W hali Biura Zawodów odbyły się również targi Expo, podczas których swoje produkty zaprezentowały firmy związane ze sportem, zdrowym trybem życia i aktywnością fizyczną.

Na koniec tym razem nie chcemy zaprosić Was na klasyczny spacer, ale gorąco zachęcimy do dopingowania biegaczom, których często można spotkać na ulicach naszego miasta. Jeśli zaś sami zdecydujecie się biec w jednej z licznych imprez tego typu - dajcie Nam znać, będziemy Was wypatrywać i z całego serca zagrzewać do biegu. Do zobaczenia na trasie !

poniedziałek, 24 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 24 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


24 kwietnia - Wielka Sobota
Hitlerowskie oddziały szturmowe penetrują nadal getto w poszukiwaniu bunkrów, podkładając dynamit pod nie zburzone jeszcze domy i podpalając kamienice z miotaczy płomieni. Samoloty niemieckie krążą nad gettem, zrzucając bomby zapalające. Grupy Żydowskiej Organizacji Bojowej bronią się zawzięcie na Lesznie, Nowolipiu i Nowolipkach (m.in. w domach Nowolipki 21 i 23). Niemcy podpalają tu całe bloki domów. Silne ognisko oporu powstańców utrzymuje się na ul. Miłej. Pod wieczór wybucha walka na Niskiej i Muranowskiej. Oddziały hitlerowskie podpalają budynek magazynów Wertefassung na Niskiej. Żydzi w sąsiednich domach stawiają zacięty opór, nie chcą poddawać się mimo wezwań niemieckich. 

"Dopiero kiedy ulica i wszystkie podwórza po obu stronach stanęły w ogniu - raportuje SS-Brigadeführer Stroop do SS-Obergruppenführera Krügera w Krakowie - zaczęli Żydzi, niektórzy z nich płonąc, wynurzać się z bloków, względnie usiłowali ratować się skacząc z okien, balkonów na ulicę, na którą uprzednio wyrzucali pościel, kołdry. Można było stale zaobserwować, że Żydzi i bandyci mimo grozy pożaru woleli wrócić w płomienie, niż wpaść w nasze ręce. Ciągle, prawie aż do ukończenia akcji Żydzi ostrzeliwali się tak, że jeszcze z końcem dnia grupa saperów pod osłoną lekkiego karabinu maszynowego musiała wedrzeć się do szczególnie mocnego domu betonowego. [...] Niezliczona ilość Żydów została spalona lub zginęła w wysadzonych w powietrze bunkrach."

Akcja niemiecka w getcie trwała w tym dniu nieprzerwanie aż do godz. 1.45 dnia 25 kwietnia, tj. pierwszego dnia świąt wielkanocnych.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

niedziela, 23 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 23 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego. 


23 kwietnia - Wielki Piątek
Stroop dzieli całe getto na 24 okręgi i wysyła do każdego okręgu jeden wzmocniony oddział szturmowy w celu szczegółowego przeszukania terenu. W wyniku akcji Niemcy ujmują w ciągu dnia około 800 mężczyzn i kobiet, z których 200 rozstrzelano na miejscu.

Pożary szaleją w getcie z nie mniejszą siłą. Niemcy oszczędzają tylko najbliższą okolicę potrzebnych im budynków.

Równocześnie trwa akcja wysiedlenia pozostałej przy życiu ludności żydowskiej z opanowanych terenów getta. W ciągu pierwszych pięciu dni walk w getcie wywieziono z Warszawy 19450 osób - mężczyzn, kobiet i dzieci.

Dowodzący likwidacją getta SS-Brigadeführer Stroop podpisuje obwieszczenie w języku niemieckim i polskim, podające do wiadomości, że każdy, kto wkroczył na teren “byłej żydowskiej dzielnicy mieszkaniowej” bez możliwości wylegitymowania się “nową, ważną przepustką: - zostanie rozstrzelany. Obwieszczenie to miało wpłynąć odstraszająco na Polaków zza murów udzielających pomocy walczącym. Afisze z tym tekstem rozlepiono na zewnętrznych murach getta następnego dnia, 24 kwietnia.

Żydowska Organizacja Bojowa wydaje odezwę do Polaków, pióra Ignacego Samsonowicza-Leszczyńskiego z Bundu, która w formie ulotki odbitej na powielaczu kolportowana jest i rozlepiana po "aryjskiej" stronie:
"Polacy, Obywatele, Żołnierze Wolności.
Wśród huku armat, z których armia niemiecka wali do naszych domów, do mieszkań naszych matek, dzieci i żon;
Wśród terkotu karabinów maszynowych, które zdobywamy w walce na tchórzliwych żandarmach i S.S.-owcach;
Wśród dymu, pożarów i kurzu krwi mordowanego getta Warszawy - my - więźniowie getta - ślemy Wam bratnie, serdeczne pozdrowienia.
Wiemy, że w serdecznym bólu i łzach współczucia, że z podziwem i trwogą o wynik tej walki przyglądacie się wojnie, jaką od wielu dni toczymy z okrutnym okupantem. 
Lecz wiedzcie także, że każdy próg getta jak dotychczas, tak i nadal będzie twierdzą; że może wszyscy zginiemy w walce, lecz nie poddamy się; że dyszymy, jak i Wy, żądzą odwetu i kary za wszystkie zbrodnie wspólnego wroga.
Toczy się walka o Waszą i naszą Wolność.
O Wasz i nasz - ludzki, społeczny, narodowy - honor i godność. Pomścimy zbrodnie Oświęcimia, Treblinki, Bełżca, Majdanka.
Niech żyje braterstwo brono i krwi Walczącej Polski!
Niech żyje Wolność!
Śmierć katom i oprawcom!
Niech żyje walka na śmierć i życie z okupantem!"

Komendant Żydowskiej Organizacji Bojowej Mordechaj Anielewicz "Malachi" (Aniołek) pisze z getta w liście do swego zastępcy po polskiej stronie murów Icchaka Cukiermana "Antka":
"Nie jestem w stanie opisać Ci, w jakich warunkach żyją obecnie Żydzi. Wytrzymają tylko pojedynczy ludzie, reszta wcześniej czy później zginie. Los jest przypieczętowany; prawie we wszystkich bunkrach, w których znajdują się nasi towarzysze, nie można było tej nocy zapalić świecy z powodu braku powietrza.
[...] Bądź zdrów, mój drogi! Być może zobaczymy się jeszcze. Najważniejsze marzenie mojego życia spełniło się. Widziałem żydowską samoobronę w getcie warszawskim w całej jej wspaniałości i wielkości."

Grupa oficerska AK pod dowództwem szefa Kedywu Okręgu Warszawskiego AK kpt. Jerzego Lewińskiego "Chuchry" przeprowadza w południe akcję bojową pod murami getta na ul. Okopowej przy Pawiej. Kpt. inż. Zbigniew Lewandowski "Szyna" zabija tu w walce kilku oficerów policji niemieckiej jadących samochodem do getta. Równocześnie inny oddział dywersyjny AK pod dowództwem podch. Zbigniewa Stalkowskiego "Stadnickiego" atakuje niemieckie posterunki policyjne pod murami getta na Lesznie i Orlej, zabijając dwóch wartowników.

Prawdopodobnie 23 (i ponownie 27) kwietnia członkowie konspiracyjnej Socjalistycznej Organizacji Bojowej (Leszek Raabe, Maciej Weber, Jan Pohoski, Stanisław Zielenkiewicz, Mieczysław Maślak-Joffe i Jan Rościeński) dwukrotnie skutecznie ostrzeliwują hitlerowskie posterunki pod gettem na ul. Bonifraterskiej i Okopowej.

Grupa wypadowa Gwardii Ludowej PPR pod dowództwem Henryka Sternhela "Gustawa" (członka dowództwa Okręgu GL Warszawa-Miasto) obrzuca granatami auto z policją niemiecką na ul. Freta, na głębszym zapleczu oddziałów niemieckich otaczających getto.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

sobota, 22 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 22 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


22 kwietnia - czwartek
W getcie szaleje ogień, który wypłasza ludność i niektóre grupy bojowe z płonących domów. Niemcy używają świec dymnych w celu zagazowania piwnic, kryjówek oraz połączeń kanałowych. Bojowcy Żydowskiej Organizacji Bojowej stosują bardziej elastyczną taktykę, działając małymi grupami, które jednak zaczynają tracić łączność między sobą.

Członkowie Komendy ŻOB w getcie - jak wiadomo z listu Mordechaja Anielewicza do Icchaka Cukiermana “Antka” po stronie “aryjskiej” - słuchają audycji radiostacji “Świt” podającej z Wielkiej Brytanii informacje o powstaniu w getcie, przekazane tam przez Delegaturę Rządu RP z kraju: “Bohaterska walka getta warszawskiego trwa nadal. Szereg mocno ufortyfikowanych pozycji utrzymuje się jeszcze. Żydowskie grupy bojowe wykazują wielkie doświadczenie bojowe i odwagę. Przywódca żydowskiego “Bundu” inż. Michał Klepfisz, który należał do trzonu oporu, padł bohaterską śmiercią na polu chwały”; “Najsilniejszy opór stawiają grupy powstańcze na terenie tzw. “getta centralnego”, a w szczególności na Miłej. Niemcy zostają ponadto zaatakowani znienacka w kilku punktach Leszna, Świętojerskiej i Franciszkańskiej”.

Konspiracyjna PPS-WRN wydaje odezwę-apel “Towarzysze i Obywatele!” (pióra Zygmunta Zaremby) w sprawie sytuacji w getcie warszawskim: 
“Do ludów świata wołamy: oto w obliczu potwornych planów zniszczenia, jakie od trzech lat urzeczywistnia okupacja hitlerowska, pod jarzmem najstraszliwszego terroru, który szaleje na naszych ziemiach, raz po raz wybucha płomienny protest mordowanych i maltretowanych synów polskiej ziemi. Woła o ratunek, o pomoc jak najszybszą, aby dzień pokonania wroga przyszedł przed ostatecznym wyniszczeniem naszych sił żywotnych.
Wołając o jak najszybsze uderzenie z zewnątrz w potęgę niemiecką, wzmocnijmy nasz wysiłek dla przygotowania powszechnego powstania polskiego, które wraz z ofensywą sprzymierzeńców zada śmiertelny cios totalizmowi wszelkich odcienie.” (tekst odezwy drukuje “WRN”, 7 V 1943, nr 9)

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

piątek, 21 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 21 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


21 kwietnia - środa
Łuna pożarów nad gettem i gęste kłęby ciemnego dymu widoczne są z każdego punktu miasta i daleko poza Warszawą. Niemcy niszczą systematycznie, dom po domu, dzielnicę żydowską, zdobywając kolejno ufortyfikowane bunkry, wydobywając z piwnic ukrywających się tam bezbronnych ludzi, mordują kobiety i dzieci. Około 230 powstańców ginie w ciągu dnia w walce. Specjalne hitlerowskie oddziały szturmowe penetrują nadal niezamieszkane części getta, poszukując ukrywających się tam bojowców.

Komenda Żydowskiej Organizacji Bojowej z getta nadaje drogą telefoniczną meldunek do swych przyjaciół po drugiej stronie murów: “Bojowcy walczą wspaniale. Stan ducha w oddziałach bojowych doskonały. Nasze straty w ludziach są stosunkowo niewielkie. Brak nam amunicji. Będziemy walczyć do ostatniego tchu”.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

czwartek, 20 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 20 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


20 kwietnia - wtorek
O godz. 7 rano wkracza do getta 9 specjalnych niemieckich oddziałów szturmowych, które mają na celu przeszukanie niezamieszkałych części dzielnicy żydowskiej. W akcji zbrojnej biorą udział po stronie niemieckiej, obok SS i policji, również jednostki Wehrmachtu uzbrojone w haubice, miotacze ognia i działa przeciwlotnicze. Baterie artylerii lekkiej ustawiono na pl. Krasińskich i na ul. Bonifraterskiej ostrzeliwują getto.

Zacięte walki toczą się na terenie “szopów” przy ul. Leszno, Nowolipie, Nowolipki i Smoczej, gdzie pluton saperów Wehrmachtu wsparty miotaczami ognia opanowuje dom po domu. Ujęta żywcem ludność żydowska przesyłana jest na Umschlagplatz w celu przewiezienia do obozów zagłady bądź też rozstrzeliwana na miejscu.

Na terenie warsztatów szczotkarskich - w czworoboku ulic Świętojerskiej, Wałowej i Franciszkańskiej - Stroop osobiście kieruje szturmem. Grupy bojowe Bundu pod dowództwem Marka Edelmana bronią się tu z niezwykłą zaciekłością, obrzucając Niemców granatami, butelkami zapalającymi i zaminowując teren. Żydowska Organizacja Bojowa odrzuca niemieckie ultimatum złożenia broni, przekazane powstańcom za pośrednictwem Judenratu. W walce ginie m.in. inż. Michał Klepfisz (ur. 1913), absolwent Wydziału Mechanicznego Politechniki Warszawskiej, jeden z czołowych instruktorów Socjaldemokratycznej Organizacji Młodzieży “Przyszłość” (Socialdemokratisze Jugnt-Bund “Cukunft”), w konspiracji działacz Bundu w getcie warszawskim, bojowiec wielce zasłużony w masowej produkcji ładunków wybuchowych i butelek zapalających.

Oddziały Żydowskiego Związku Wojskowego bronią przez kilka godzin pozycji na pl. Muranowskim i na ul. Muranowskiej. Specjalna grupa szturmowa SS usiłuje zedrzeć tu flagi biało-czerwoną i biało-niebieską. Ze strony powstańców ginie w obronie chorągwi Leon Rodal. Niemcy zdobywają ostatecznie pozycje na Muranowskiej, okupując to poważnymi stratami: ginie tu m.in. jeden z oficerów SS - SS-Untersturmführer (podporucznik) Otto Dehmke.

Kilka jednostek niemieckich uderza od południa na bunkry Żydowskiej Organizacji Bojowej przy ul. Miłej i Zamenhofa. O zmierzchu Stroop przerywa akcję w getcie, podobnie jak i w dniu poprzednim.

W godzinach popołudniowych Grupa Specjalna (Specgrupa) Sztabu Głównego Gwardii Ludowej PPR pod dowództwem Franciszka Bartoszka “Jacka” atakuje gniazdo niemieckiego ciężkiego karabinu maszynowego na ul. Nowiniarskiej, zadając hitlerowcom straty w ludziach.

Generalny gubernator Hans Frank pisze w liście do ministra Rzeszy dr. Lammersa, szefa kancelarii Hitlera: “Od dnia wczorajszego mamy w Warszawie dobrze zorganizowane powstanie w getcie, które trzeba już opanować przy użyciu dział”.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

środa, 19 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 19 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


19 kwietnia - poniedziałek
O pierwszym brzasku wkracza przez bramę nalewkowską do getta centralnego 850 SS-manów i 16 oficerów Waffen-SS. Dowodzi nimi osobiście SS-Oberführer Ferdinand von Sammern-Frankenegg. Siły hitlerowskie posuwają się w głąb pozornie uśpionych Nalewek pod osłoną czołgu, dwóch wozów pancernych i grupy Żydów z policji gettowej. Na rogu Nalewek i Gęsiej oraz Miłej i Zamenhofa bojowcy Żydowskiej Organizacji Bojowej obrzucają Niemców granatami i butelkami zapalającymi. Czołg płonie. Natarcie SS-manów załamuje się. Straty hitlerowców przy pierwszym ataku wynoszą 12 ludzi, siły niemieckie wycofują się teraz z getta.

O godz. 8 na miejsce von Sammerna dowództwo obejmuje nowo mianowany dowódca SS i policji Dystryktu Warszawskiego SS-Brigadeführer Jürgen Stroop, który kieruje akcją niszczycielską z punktu dowodzenia na ul. Zamenhofa. Ostrzeliwany tam kilkakrotnie, przenosi swój sztab do domu na ul. Żelaznej, poza obręb getta. 

Oddziały hitlerowskie zdobywają szturmem dom przy ul. Zamenhofa 29 oraz kilka domów na Gęsiej i na Nalewkach, zmuszając bojowców do wycofania się z dachów i wyżej położonych punktów oparcia do piwnic i bunkrów.

Artyleria niemiecka zaczyna ostrzeliwać getto. Grupy Żydowskiej Organizacji Bojowej i Żydowskiego Związku Wojskowego stawiają napastnikom zacięty opór na pl. Muranowskim i na ul. Muranowskiej. Na jednym z domów na ul. Muranowskiej powiewa flaga biało-czerwona, a obok biało-niebieska - obie widoczne spoza murów getta, z ul. Bonifraterskiej. 

O zmroku oddziały niemieckie wycofują się z getta, wzmacniając tylko straż wokół murów. Nie czują się na siłach prowadzić walki w nocy.

Wydarzenia w getcie warszawskim wywołują w mieście wstrząsające wrażenie. Tłumy ludzi zaczynają gromadzić się w pobliżu murów, obserwując przygotowania niemieckie do działań wojskowych na większą skalę w dzielnicy Żydowskiej. 

Około godz. 19 na ul. Bonifraterskiej pomiędzy ul. Konwiktorską i Franciszkańską padają pierwsze strzały po polskiej stronie murów getta. To oddział dywersyjno-saperski Kedywu Okręgu Warszawskiego AK pod dowództwem kpt. Józefa Pszennego “Chwackiego” podjął próbę dokonania wyłomu w murach naprzeciwko ul. Sapieżyńskiej. W walce z przeważającymi siłami niemieckimi poległo dwóch żołnierzy AK biorących udział w szturmie: Eugeniusz Morawski “Młódek” i Józef Wilk “Orlik”, a trzech doznało ciężkich ran.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

wtorek, 18 kwietnia 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 18 kwietnia 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


18 kwietnia - niedziela
Rozchodzą się pogłoski, ze w najbliższych godzinach ma odbyć się jakaś wielka akcja policji w getcie, co wnioskowano m.in. ze znacznego skupienia w pobliżu kolaboracyjnych oddziałów pomocniczych ukraińsko-litewsko-łotewskich. "W kwietniu 1943 r. - opowiada marek Edelman, członek Komendy Żydowskiej Organizacji Bojowej z ramienia "Bundu", działający na tzw. terenie "szczotkarzy (zamkniętym ulicami: Świętojerską, Wałową, Franciszkańską i Bonifraterską) - mieliśmy do dyspozycji 22 grupy bojowe, których łączna siła nie przekraczała 220 ludzi, i to - nie posiadających większego doświadczenia bojowego i należytego wyszkolenia. Dowództwo ŻOB i niemal wszyscy członkowie organizacji zdążyli przed wojną przejść co najwyżej wyszkolenie w zakresie młodzieżowego przysposobienia wojskowego lub ruchu skautowego. Nie znaliśmy techniki budowy fortyfikacji, a przygotowując kryjówki podziemne nie przewidywaliśmy, że Niemcy zdecydują się na spalenie całej części miasta. Mimo to, gdy w nocy z 18 na 19 kwietnia 1943 r. nadeszły do nas pierwsze meldunki, że w najbliższych godzinach spodziewać się należy jakiejś wielkiej akcji niemieckiej przeciw gettu - zajęliśmy zamaskowane stanowiska na piętrach domów w różnych punktach dzielnicy i czuwaliśmy do świtu. Kilkadziesiąt tysięcy ludności nie objętej mobilizacją naszych grup chroniło się w piwnicach. Getto było jak wymarłe: nigdzie żywej duszy".

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

piątek, 31 marca 2017

Azyl, czyli opowieść żony dyrektora ZOO


Niedawno było nam dane uczestniczyć w pokazie filmowym z cyklu Janusz Wróblewski przedstawia, który odbywał się w Kinie Praha. Tym razem zaprezentowany został film Azyl w reżyserii Niki Caro, a zrealizowany na podstawie słynnej książki Diane Ackerman Azyl. Opowieść o Żydach ukrywanych w warszawskim ZOO. Bezpośrednio po projekcji przewidziana była rozmowa gospodarza cyklu z paniami Teresą Żabińską-Zawadzki - córką państwa Żabińskich oraz Ewą Rembiszewską - Prezes Fundacji Rozwoju Warszawskiego Zoo.

Już na wstępie musimy mocno zaznaczyć dwie istotne rzeczy. Po pierwsze nie jest to film oparty na faktach, a właśnie filmowa adaptacja książki, po drugie jest to film bardzo poruszający co może być istotne dla co bardziej wrażliwych widzów. Oczywiście żadnego z tych faktów nie traktujemy jako wady, ale raczej chcemy w ten sposób pokazać pewne ramy w jakich obraz ten postrzegamy. Inaczej bowiem ocenialibyśmy film oparty na faktach - pewną próbę rekonstrukcji zdarzeń z bardzo tragicznego okresu, w historii Europy, Polski i Warszawy w szczególności, a zupełnie inaczej patrzymy na dwukrotnie przetworzoną historię która stała się kanwą dla książki, a później dla jej adaptacji. Czynimy tak zresztą, ze względu na mocno zaakcentowany apel córki państwa Żabińskich, by oddzielać prawdę historyczną od fikcji literackiej czy wielkiego ekranu. Natomiast co do warstwy emocjonalnej jaką niesie z sobą ten film, to bliskie nam jest podejście, że z jednej strony kino powinno poruszać emocje, a z drugiej - że nie każdy obraz jest przeznaczony dla każdej widowni.



Kolejną ważną kwestią jest fakt, iż akcja filmu co prawda dzieje się na Pradze, ale zdjęcia były kręcone w jej czeskiej imienniczce. Jednak nie ma to wcale większego wpływu na odbiór obrazu, bowiem w bardzo udany naszym zdaniem sposób scenografom udało się tak zaaranżować kadry, że przeciętny widz praktycznie nie zauważy różnicy. Tym bardziej, że współczesny Ogród Zoologiczny w Warszawie w bardzo niewielkim stopniu przypomina swój przedwojenny odpowiednik.

Autorom udało się w bardzo zrównoważony sposób przedstawić zaangażowanie obojga małżonków zarówno w pomoc w postaci potajemnej ewakuacji dzieci i dorosłych z Getta jak i późniejsze udzielanie im tytułowego Azylu w obiektach zaplecza zoo przeznaczonych do zimowania zwierząt (nie trzymano ludzi w klatkach - sic!). Ponadto całkiem sprawnie odmalowano też większość istotnych etapów z historii okupacji Warszawy, od wybuchu wojny i wrześniowych nalotów na stolicę Polski, poprzez stworzenie przez Niemców dzielnicy Żydowskiej i powolnego umierania jej mieszkańców. Dalej przedstawiono działalność agend Judenratu oraz sierocińca prowadzonego przez dr Janusza Korczaka, transporty do obozów koncentracyjnych i Zagłady, a także Powstanie w Gettcie i Powstanie Warszawskie oraz exodus mieszkańców miasta po upadku tego ostatniego. Dobrze też ukazano skalę pomocy dla ludności żydowskiej udzielanej w sposób zorganizowany, pod pozorem prac związanych z prowadzeniem fermy świń na terenie ogrodu zoologicznego. Działalność tę zaczynającą się od zbierania obierków z kuchni w Gettcie co umożliwiało przemyt dzieci i dorosłych pod resztkami pożywienia, poprzez współpracę z komórkami polskiej konspiracji zajmującymi się wyrobem fałszywych dokumentów, aż po wpół jawne wyprowadzanie robotników żydowskich poza teren Getta - sportretowano w sposób umożliwiający nawet laikom zrozumienie ogólnych realiów tamtej epoki. Choć w filmie widzimy przede wszystkim Jana Żabińskiego bezpośrednio zaangażowanego w każdy z tych etapów ratowania Żydów, to jasno z kontekstu poszczególnych scen wynika, że nie działał on w próżni i także jemu udzielano wsparcia i pomocy w tym trudnym przedsięwzięciu. A cały proceder objął jak przywoływała w swej wypowiedzi po projekcji córka Jana, Teresa - objął co najmniej kilkaset osób i był tylko jedną z form podjętych przez ojca aktywności konspiracyjnych.


I tak dochodzimy do kwestii samego Zoo w czasie okupacji. Trafnie w filmie została pokazana zwyczajna kradzież zwierząt, dokonana przez Niemców wobec bezbronnego w obliczu wojennych realiów kierownictwa i personelu warszawskiego Zoo. Zwierząt, które starannie dobrane przez małżeństwo Żabińskich, stanowiły o absolutnie unikatowym i wyjątkowym charakterze, tej bardzo nowoczesnej przed II wojną placówki, stawiając ją w czołówce europejskich ogrodów zoologicznych tego czasu. Oczywiście to rzecz nieporównywalnie dużo mniejszej rangi niż bestialstwo jakiego niemiecki żołdak na rozkaz lub z własnej inicjatywy dopuszczał się wobec kobiet i dzieci żydowskich, co też zostało w filmie ujęte. Nie omieszkano także ukazać całkiem chybionych i niedorzecznych inicjatyw paranaukowych III Rzeszy, jaką była próba odtworzenia wymarłych gatunków, co prawda nie na miarę dinozaurów rodem z Parku Jurajskiego, ale w znacznie bardziej swojskiej postaci Tura związanego historycznie z Mazowszem.

Tu dochodzimy do postaci Lutza Hecka kreowanej przez bardzo charakterystycznego zresztą dla tego typu ról aktora Daniela Brühla, którego z łatwością możemy dobrze pamiętać m.in. ze słynnych Bękartów Wojny. I znów zaznaczyć tu trzeba, że na potrzeby fabuły postać tę wprowadzono jako zebranie pod jednym bohaterem wielu różnych postaci i wydarzeń, które dotykały małżeństwo Żabińskich podczas okupacji. Tak jak i cały wątek obyczajowy, który dodaje tempa i dynamiki akcji filmu, ale przecież nie jest najbardziej istotny. To co naszym zdaniem jest istotne, w tym filmie, to bardzo dobrze pokazane proporcje postaw gdzie Niemiec jest agresorem, Żyd ofiarą, a Polak ostatnim sprawiedliwym. Nie znaczy to oczywiście, że nie było innych postaw i trudny egzamin ocalenia resztek człowieczeństwa, w szaleństwie wojny totalnej zdawali z powodzeniem także przedstawiciele i innych narodów i różnych światopoglądów. Jednak bardzo ważne jest, że w tym holywoodzkim obrazie uszanowano tak często wystawianą na próbę, Polską wrażliwość na zasadnicze prawdy historyczne, szczególnie odnośnie lat II wojny światowej. 


Czy do filmu Azyl można mieć zastrzeżenia, z pewnością tak - jednak nie na tyle istotne by przyćmiły one ten bardzo pozytywny odbiór, jaki był zarówno udziałem naszym, jak i córki państwa Żabińskich. Bo skoro ona pretensji do twórców dzieła nie zgłasza, to i nam wyrażać ich głośno nie wypada. Tym bardziej, że film porusza widza i wciąga go w opowiadaną historię. Ci którzy będą chcieli i czuli taką potrzebę, z pewnością sięgną po publikacje opisujące tę trudną rzeczywistość w o wiele bardziej faktograficzny sposób, jak chociażby Ludzie i zwierzęta pióra Antoniny Żabińskiej. W naszym odczuciu film spełnia znakomicie swe podstawowe zadanie jakim jest upamiętnienie bohaterów i ukazanie szerszej widowni, jednej z najbardziej spektakularnych akcji ratowania Żydów z Getta utworzonego przez Niemców w samym sercu, okupowanej przez nich Europy, gdzie za pomoc udzielną Żydom groziła śmierć.

Na koniec nam nie pozostaje nic innego, jak zaprosić Was na spacer tym razem na prawy brzeg Wisły, zarówno na teren samego ogrodu zoologicznego, jak i do odrestaurowanej staraniem Fundacji Rozwoju Warszawskiego Zoo willi państwa Żabińskich. Jeśli się na to nie zdecydujecie jednak, to niewykluczone, że oba te miejsca w przyszłości opiszemy dla Was na skromnych łamach naszego bloga. Tymczasem mówimy do zobaczenia na warszawskich i praskich brukach stolicy !

środa, 29 marca 2017

Wernisaż wystawy "Oddech"


Przyszła wiosna, a wraz z nią kolejna wystawa w doskonale już znanej plenerowej galerii na skwerze ks. Jana Twardowskiego. Dziś jednak nie chcemy opowiedzieć Wam jeszcze o samej ekspozycji ale o wernisażu, który ją otwierał. Odbył się on zaledwie dwa dni temu, w wydawałoby się zupełnie przypadkowe poniedziałkowe popołudnie. Jednak wbrew pozorom tak nie było, albowiem to właśnie wtedy przypadał Międzynarodowy Dzień Teatru.


Wystawa zorganizowana przez Dom Spotkań z Historią oraz Instytut Teatralny im. Zbigniewa Raszewskiego zatytułowana została „Oddech. Teatr Erwina Axera i Warszawa teatralna 1956–1966”. Opowiada ona o warszawskiej odwilży teatralnej przypadającej na drugą połowę 1956 roku. Okres ten był rzecz jasna następstwem politycznej odwilży, jaką zainicjowało dojście do władzy Władysława Gomułki w Polsce. A wyrazem tego w świecie sztuki było opublikowanie słynnego "Poematu dla dorosłych" pióra Adama Ważyka w sierpniu roku 1955 na łamach "Nowej Kultury".



Wernisaż zorganizowany w siedzibie DSH na Karowej zgromadził wielu miłośników teatru, a także bohaterów i świadków tamtych dni. Na samym początku zebrani goście mieli okazję obejrzeć bardzo interesujące materiały archiwalne. Była to okazja nie tylko do obejrzenia Erwina Axera przy pracy, ale również fragmentów spektakli przez niego wyreżyserowanych oraz wielu opinii wypowiadanych przez ludzi teatru o nim. We wszystkich zebranych w materiale archiwalnych wywiadach, krytycy należący do różnych pokoleń, wysoko oceniali warsztat i umiejętności pracy z zespołem, a i samego reżysera określali w samych superlatywach jako człowieka absolutnie ponadprzeciętnego.





Następnie po tej krótkiej projekcji, jako gospodarz, wszystkich gości powitała Monika Kapa-Cichocka - kierownik działu wystaw DSH. Po czym przekazała głos Zastępcy Prezydenta m.st. Warszawy Włodzimierzowi Paszyńskiemu, który podziękował za zorganizowanie wystawy. Po nim głos zabrali kuratorzy wystawy, którymi są Paweł Płoski i Michał Smolis. Twórcy opowiedzieli zarówno o samej wystawie, procesie zbierania materiałów do niej, jak i dokonali wprowadzenia w jej tematykę poprzez krótką charakterystykę specyfiki teatru tamtego czasu. Jako ostatnia na scenę wyszła Barbara Kraftówna, która okazała się być gwiazdą wieczoru. W niezwykle emocjonalny sposób podzieliła się swoimi wspomnieniami zarówno o samym Erwinie Axerze, o teatrze czasu odwilży, jak i o tym jak się odnajdywała Ona sama w tym wszystkim. Co było niezwykle cennym głosem świadka historii.



Z jednej strony należy się wielki podziw i uznanie dla organizatorów za tak sprawne zorganizowanie i poprowadzenie wernisażu, który zgromadził na tyle dużą publikę, że w ostatniej chwili trzeba było jeszcze donosić krzesła. Z drugiej strony, można czuć pewien niedosyt - bo chciało by się móc usłyszeć więcej zarówno o samej postaci, jak i o temacie przewodnim wokół którego przygotowano ekspozycję. Jednak niewykluczone, że właśnie celowo dozowano tu informację, aby jeszcze bardziej zachęcić do udziału w oprowadzaniu kuratorskim, które zostało zaplanowane na najbliższą sobotę czyli 1 kwietnia.

Na koniec nie pozostaje nam nic innego niż zaprosić Was na spacer Krakowskim Przedmieściem, a jeśli będzie Wam po drodze to i na tę wystawę. Chyba, ze wolicie poczekać, aż Wam o niej opowiemy. 

wtorek, 28 marca 2017

12. PZU Półmaraton Warszawski


Ostatnie w marcu niedzielne przedpołudnie postanowiliśmy spędzić na świeżym powietrzu. Wybraliśmy się bowiem na 12. PZU Półmaraton Warszawski. Jedną z wielu imprez biegowych, które na stałe wpisały się warszawski kalendarz.

Jego organizatorem jest Fundacja "Maraton Warszawski", która ma na swoim koncie stworzenie wielu imprez biegowych i akcji społecznych. W tegorocznej edycji półmaratonu wystartowało 13 tysięcy biegaczy, z czego większość stanowili Warszawiacy. 





Wprawne oko kibica, z łatwością mogło znaleźć wśród tłumu uczestników, dobrze znane postacie popularnych blogerów biegowych. Niezwykle barwą i liczna grupę stanowili świetnie również rozpoznawalni dla przeciętnego przechodnia członkowie grupy Spartanie Dzieciom. Tym razem wystawili oni najliczniejszą w swej historii reprezentację, a towarzyszyła im na specjalnym ruchomym podeście nie kto inny, lecz sama Warszawska Syrenka.  Oczywiście nie brakowało też i innych mniej lu bardziej oryginalnych kreacji na zawodniczy stój własny. Najwięcej było chyba Panien Wiosen oraz różnego rodzaju zwierzątek i owoców, nam udało się wyłapać m.in.: Owcę, Banana, Krowę. Nie zabrakło tez bohaterów z kart komiksów: Batmanów, Supermenów czy Spidermanów czy znany z serii o Lucky Luku - gang braci Daltonów. Poza Spartanami można też było spotkać na trasie biegu średniowiecznego rycerza. 




Do mety dotarło dokładnie 12180 uczestników półmaratonu. Z kronikarskiego obowiązku oczywiście podamy wam nazwiska najlepszych zawodników i zawodniczek. I tak o to w dwóch najważniejszych kategoriach prezentowała się czołówka biegowa: 

Mężczyźni Open: 
  • 1.John Kipsang Lotiang (Kenia, 01:01:12) 
  • 2.Masresha Biseteng (Etiopia, 01:01:41) 
  • 3.Hunegnaw Mesfin (Etiopia, 01:01:42)  
Kobiety Open: 
  • 1.Ayantu Gemechu Abdi (Etiopia, 01:10:26) 
  • 2.Peninah Arusei (Kenia, 01:11:31) 
  • 3.Christine Moraa Oigo (Kenia, 01:11:50). 
Dodamy jeszcze, że w pierwszych 10. obu kategorii znaleźli się również Polacy. Wśród mężczyzn: 7 był Yared Shegumo (Polska, 01:03:45), a 10 Łukasz Woźniak (Polska, 01.08.27). Wśród kobiet: 7 była Olga Ochal (Polska, 01:14:05), 9 Anna Szyszka (Polska, 01:18:17), a 10 Michalina Mendecka (Polska, 01:19:44). Całą resztę szczegółowych wyników w poszczególnych podkategoriach wszyscy zainteresowani z łatwością zapewne znajdą na oficjalnej stronie imprezy





Trzeba też odnotować, iż dla zawodników organizatorzy przygotowali 4 punkty żywieniowe. Z dla kibiców zorganizowano aż 23 punkty kibicowania, na których czekały najróżniejsze atrakcje. Jednak fani imprezy oraz poszczególnych zawodników ustawiali się oczywiście na całej trasie, często wypatrując wśród biegaczy swoich bliskich i znajomych aby słowem, gestem, piosenką lub transparentem zagrzać ich do wzmożenia wysiłków.




Na trasie naszego spaceru trafiliśmy na trzy zorganizowane punkty dozwolonego dopingu artystycznego, o których chętnie Wam opowiemy. W jednym do zrobienia sobie selfie z sobą, zachęcał biegaczy znany z reklamowego spotu, jednego z elektronicznych marketów: młodzieniec o długich rudych włosach czyli I-reneusz. Czatował on na śmiałków na wysokości pomnika Powstańców Warszawy. Drugim była młodzieżowa orkiestra jednej z warszawskich szkół, która ulokowała się w przejeździe pod zielonym biurowcem będącym siedzibą IPN i Sądu, co stanowiło swojego rodzaju naturalny wzmacniacz ich muzyki w ten sposób, iż było ich bardziej słychać niż widać, co zapewne wielu zarówno kibiców, jak i biegaczy mogło wprawić w zdziwienie skąd owo granie pochodziło. Trzeci zaś punkt to profesjonalny duet rapera i DJ'a którzy w dynamicznych sekwencjach dopingowali zawodników, do utrzymania tempa już po przekroczeniu linii Wisły i opuszczeniu mostu Gdańskiego, w okolicach 19 kilometra trasy biegu.



Jak już wcześniej wspomnieliśmy kibice dopisali, atmosfera była świetna a organizacja bardzo dobra, przynajmniej z tego co nam udało się zaobserwować. Naprawdę można było mieć poczucie uczestniczenia w czymś wyjątkowym, zarówno przez samych uczestników tego półmaratonu, jak i przez kibiców. Niewątpliwie imprezy tego typu mają bardzo pozytywny przekaz i niosą naprawdę dobre emocje. Stąd pozwalamy sobie niejako wystosować swojego rodzaju apel, do tych którzy mają pewne obawy czy obiekcje wobec organizacji tego typu imprez w Stolicy. Zachęcamy byście wybrali się na jedną z nich i sami na własne oczy przekonali się z czym mamy do czynienia. Wbrew pozorom, miasto ani nie było zakorkowane - no bo co to za ruch jest w Warszawie w niedzielne wiosenne przedpołudnie? Ani nikt kto chciał nie miał problemu z dotarciem tam gdzie chciał, łącznie z licznymi uczestnikami harcerskiego Rajdu Arsenał, który odbywał się tuż po sąsiedzku, w stosnku do ostatniego odcinka trasy półmaratonu. Ani też nie straciło na tym samo miasto, albowiem jest coś bardzo właśnie wielkomiejskiego w tym, że odbywają się w Warszawie tak jak i w tych największych metropoliach świata, jak Londyn czy Nowy Jork duże cykliczne imprezy biegowe. I to jest po prostu prestiż, że nasza Stolica też w ten poczet może być właśnie liczona.  


Na koniec powinniśmy tradycyjnie zaprosić wszystkich naszych czytelników na spacer. Zrobimy jednak coś innego, Zaczyna się właśnie prawdziwa wiosna, który sprzyja wszelkim aktywnościom sportowym. Dlatego właśnie gorąco zachęcamy Was nie tylko do biegania, ale również jazdy na rowerze, czy jakiegokolwiek innego aktywnego spędzania czasu w ruchu. Miejcie przy tym oczy szeroko otwarte, może gdzieś na jakieś trasie właśnie Nas spotkacie.