środa, 31 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 31 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.



Bohaterów Getta (Nalewki) 2
Spacerując po Ogrodzie Krasińskich, warto zwrócić uwagę na tkwiące w ziemi resztki metalowych konstrukcji. Są to relikty potężnego niegdyś, nowego gmachu Pasażu Simonsa, tworzące szczególny pomnik walczących tu Powstańców. W 1944 roku budynek, wzniesiony z żelaza i betonu, musiał wydawać się niezniszczalny. Powstał w 1904 roku, jako skrzydło zbudowanego wcześniej gmachu Pasażu i przez krótki czas był najwyższą budowlą Warszawy. Tak jak w sąsiednim Arsenale, walczyli tu żołnierze z "Chrobrego I" pod dowództwem kapitana Władysława Jachowicza "Konara".
31 sierpnia gmach został zbombardowany przez niemieckie samoloty. Potężna konstrukcja uległa częściowemu zawaleniu. Pod gruzami zginęło ok. trzystu osób, w tym ok. stu dwudziestu żołnierzy Batalionu "Chrobry I". Świadkiem nalotu na Pasaż Simonsa był strzelec Jerzy Peltz "Szerszeń", walczący w plutonie podchorążego Henryka Matuszczaka "Śmiałka" w Batalionie "Chrobry I": Przeżyłem jako jedyny z plutonu - mówi cicho.
W Pasażu Simonsa został też ranny plutonowy Janusz Pajączkowski "Orzeł", również podkomendny kapitana "Konara". Po latach wspomina:
- Otrzymałem wówczas Krzyż Walecznych i, już po upadku Starówki, dwukrotny awans do stopnia kaprala.
Resztki murów Pasażu Simonsa stały jeszcze przez kilka powojennych lat. przy okazji warto też wspomnieć o innej, kompletnie dziś nieznanej, a ocalałej w sąsiedztwie dawnego Pasażu budowli, ukrytej pod trawnikiem pobliskiego Ogrodu. Jest to ogromny schron przeciwlotniczy, zbudowany przed 1939 rokiem przy Nalewkach. Dziś mieści zbiory Archiwum Akt i Planów przy Ratuszu i jest niedostępny.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

wtorek, 30 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 30 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Bonifraterska 12
W pobliżu niewielkiego kościoła św. Jana Bożego w kwietniu 1943 roku oddział dywersyjno-saperski Armii Krajowej próbował pomóc powstańcom walczącym w getcie. Miał temu służyć wyłom w ciągnącym się wzdłuż Bonifraterskiej murze, okalającym dzielnicę żydowską. Akcja, którą dowodził kapitan Józef Pszenny "Chwacki", zakończyła się niepowodzeniem. Zginęło dwóch żołnierzy AK. Rok później skromna świątynia znów stała się świadkiem walk. W kościele i przylegającym do niego budynku szpitala psychiatrycznego broniły się oddziały Zgrupowania "Radosław", głównie słynny harcerski Batalion "Zośka". Pacjenci szpitala nie zostali ewakuowani.
- Widzimy przed sobą jakieś upiorne postacie w białych koszulach, które wymachują chudymi rękami, wyją wniebogłosy. To chorzy psychicznie ze szpitala Jana Bożego, przerażeni strzelaniną i ogniem płonących wokół budynków - opisywała te chwile Danuta Hübner "Nina", sanitariuszka Batalionu "Pięść".
Powstańcza reduta w kościele i szpitalu upadła w końcu sierpnia. Przy jej zdobywaniu Niemcy użyli samobieżnych min - "goliatów". Po zajęciu budynków 30 sierpnia rozstrzelali blisko trzystu chorych, lekarzy i pielęgniarki.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 29 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.



Puławska (Feldhernallee) między Ursynowską a Odyńca
Dziś rosną tu dorodne drzewa. W 1944 roku nie były jeszcze tak wielki, park na terenach pofortecznych założono bowiem w latach międzywojennych. Tu, po nieudanych próbach zajęcia wielu obsadzonych przez Niemców budynków na Mokotowie, na rozkaz dowódcy Pułku "Baszta", podpułkownika Stanisława Kamińskiego "Daniela", skupiły się siły Powstańców. W kolejnych tygodniach park powoli zamienił się w cmentarz Powstańców i cywilów.
Śmierć dwóch Powstańców - Ewarysta Grześkowiaka "Kuby" i Edwarda Szuberta "Mariana" - w akcji przy ulicy Podchorążych oraz ich pogrzeb w parku Dreszera wspomina Hanna Sygietyńska:
- Koledzy nocą przenoszą ich ciała i 29 sierpnia odbywa się ich pogrzeb w parku Dreszera. Uczestniczymy w nim. Niemiecki samolot zbliża się i pruje w nas, raczej po nas, z broni pokładowej - czytamy w książce "Powrót do wspomnień".
Dziś pamiątką  tamtych czasów są, znikające z każdym rokiem, ślady po kulach na willach i "kieszonkowych" kamienicach wzdłuż ulicy Racławickiej, między Puławską a Kazimierzowską. 

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

niedziela, 28 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 28 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Plac Powstańców Warszawy (plac Napoleona/Postplatz)
Drapacz chmur Prudential stał się bohaterem najsłynniejszego zdjęcia z czasów Powstania. Fotografia ta jest dziś  rodzajem ikony, bezbłędnie kojarzonej ze zrywem warszawian w 1944 roku. Szesnastopiętrowy gmach już 1 sierpnia zajęli żołnierz z Batalionu "Kiliński". Nie było tu zbyt silnej załogi niemieckiej i walki trwały zaledwie kilka godzin. Na dachu budynku zawisła, widoczna z oddali, biało-czerwona flaga.
28 sierpnia Niemcy ostrzeliwali budynek z ciężkich moździerzy. Wtedy to powstała seria zdjęć Sylwestra Brauna "Krisa", ukazująca eksplozje pocisków i ogarniający wieżowiec pożar.
- Niemcy walili w okolice placu Napoleona. Byłem przekonany, ze celem ataku stanie się gmach Prudential, górujący nad miastem niczym wieża. Na jego górnych piętrach usadowił się punkt obserwacyjny AK - opowiadał fotograf podczas wystawy swych prac w 1979 roku.
Pisał później o tym wydarzeniu w książce:
- Usadowiłem się na dachu kamienicy przy Kopernika 28. Pogoda piękna, czyste poranne słońce, czas biegnie. Godzina minęła na oczekiwaniu, gdy oko uchwyciło żółtą smugę pocisku na tle błękitnego nieba. W celowniku aparatu zobaczyłem trafienie Prudentialu i rozkwitanie eksplozji. W ciągu trzech sekund zrobiłem sześć zdjęć. Mocno oparłem się o komin, gdyż podmuch silnie mną kołysał.
Pocisk mocno poharatał wieżowiec. Zaraz po wykonaniu serii zdjęć Braun przypuszczał, że budynek runie. Solidna, metalowa konstrukcja tylko się zatrzęsła, przetrwała wojnę i pozwoliła na odbudowę gmachu.

Polską flagę, zawieszoną przez Powstańców na dachu Prudentialu, wspomina harcerka z Powstania - Maria Zürn "Ryska". Uszyła ją, wraz z koleżanką, Hanną Pohaską, z białego prześcieradła i czerwonej poszewki na poduszkę.
- Mieszkałam w kamienicy przy Świętokrzyskiej 18, niedaleko Prudentialu. W moim mieszkaniu był wówczas punk zborny dla łączniczek. Podawałyśmy naszym żołnierzom kawę i peleryny - opowiada. Nie wie, kto wpadł na pomysł uszycia flagi i zawieszenia jej na opanowanym przez Batalion "Kiliński" wieżowcu Prudential. Pamięta za to, że z gotową już flagą pobiegła jej koleżanka i razem z żołnierzami wnosiła ją na dach drapacza chmur. Tam zatknął ją podchorąży Jerzy Frymus "Garbaty". Obie harcerki przeżyły wojnę. Podchorąży "Garbaty" zmarł w obozie jenieckim. 

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

sobota, 27 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 27 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.



Dziekania
Któż nie słyszał o "goliatach", bezzałogowych tankietkach, kierowanych zdalnie z ukrycia za pomocą długiego kabla. "Goliaty", a właściwie "Goliathy", były małe - miały sześćdziesiąt centymetrów wysokości. Ważyły ok. czterystu trzydziestu kilogramów. Każdy z nich nafaszerowany był pięćdziesięciokilogramowym ładunkiem wybuchowym. Eksplodując, burzyły mury i torowały drogę piechocie. Jak ustalił Tadeusz Sawicki, w sześćdziesiąt "goliatów" wyposażony był 500. Zmotoryzowany Batalion Saperów Szturmowych, niemiecka jednostka przystosowana do walk miejskich. Warszawską katedrę św. Jana Chrzciciela "goliaty" atakowały co najmniej dwa razy: 21 i 27 sierpnia. 
Po wojnie w zewnętrzną ścianę świątyni wmurowano fragment gąsienicy wraz z tabliczką informującą, że pochodzi ona z "goliata", który tu właśnie eksplodował. Nie jest to prawdą, bowiem gąsienica ta pochodzi z innego pojazdu gąsienicowego - Sprengstoffträgera, służącego do przewożenia ładunków wybuchowych, który eksplodował 13 sierpnia obok domu przy ulicy Kilińskiego 1, przechodząc do historii jako tzw. czołg-pułapka.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

piątek, 26 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 26 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Freta 16
Niewielka kamienica, mieszcząca dziś Muzeum Marii Skłodowskiej-Curie, wygląda teraz inaczej niż w czasie Powstania. Jest niższa, nie ma bramy ani oficyn. W 1944 roku mieścił się tu Sztab Obwodu Warszawskiego Armii Ludowej. 26 sierpnia, podczas jego posiedzenia, budynek został zbombardowany. Zginął wówczas dowódca Obwodu Warszawskiego AL - major Bolesław Kowalski "Piasecki Ryszard" i czterech innych sztabowców: Anastazy Matywiecki "Nastek" i Stanisław Nowicki "Feliks" oraz kapitanowie Stanisław Kurland "Korab" i Edward Lanota "Edward". Pochowano ich na miejscu, a po wojnie ekshumowano i uroczyście przeniesiono na skwer Hoovera przy Krakowskim Przedmieściu. Leżały tam pod potężną kamienną płytą. Podczas remontu skweru w 2008 roku grób zlikwidowano. Wybuchł skandal, bo nie powiadomiono o tym rodzin poległych, a szczątki aelowców wywieziono do Zakładu Medycyny Sądowej jako anonimowe.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

czwartek, 25 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 25 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Rybaki 35
W domu tym mieszkali urzędnicy Polskiej Wytwórni Papierów Wartościowych. Budynek z 1931 roku był przykładem nowoczesnej, modernistycznej architektury. W sierpniu 1944 roku zmienił się w redutę powstańczą. Niektórzy z lokatorów ad hoc urządzili w swoich mieszkaniach pozycje obronne, więc ślady walk są tu widoczne. Wyraźne są zwłaszcza przestrzeliny w metalowym ogrodzeniu.
W latach okupacji wiele mieszkań kamienicy zajęli Niemcy. Był wśród nich komisaryczny zarządca PWPW, Eugen Reinhardt, a po jego odwołaniu - następny Treuhänder. Ponadto, w lokalu przedwojennego przedszkola, mieścił się posterunek niemieckiej żandarmerii. 
W chwili wybuchu  Powstania Niemcy zajmujący gmach wytwórni wpadli w panikę. Jak pisze Juliusz Kulesza w książce "W murach PWPW", w pierwszych godzinach polskiego zrywu niemieccy komisarze nerwowo wydzwaniali do Banku Emisyjnego i policji, chcąc dowiedzieć się czegokolwiek o przebiegu wypadków w mieście. Jeszcze przed zapadnięciem zmroku z budynku mieszkalnego uciekł następca Reinhardta, Rudolf Hanysch.
_ Wyjechał autem wraz z przyjaciółką, ubraną w strój siostry miłosierdzia - pisze Kulesza.
Budynek, wraz z sąsiednią Wytwórnią Papierów Wartościowych, został zdobyty przez Powstańców 2 sierpnia i stał się ich najbardziej wysuniętą w kierunku Wisły redutą.
Od 23 sierpnia budynek mieszkalny przy ulicy Rybaki 35 kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk. Powstańcy ostatecznie utracili go 25 sierpnia. Ostatnią, nieudaną próbę odbicia kamienicy podjęły drużyny z 2. kompanii podporucznika Stefana Kowalskiego "Jaronia" ze Zgrupowania "Leśnik".
-Mimo wprowadzenia do akcji miotaczy płomieni, natarcie załamało się w silnym ogniu cekaemu oraz pod gradem ręcznych granatów, rzucanych przez Niemców z okien domu mieszkalnego - pisze Juliusz Kulesza.
W powojennej odbudowie domu posłużono się formami Historyzującymi.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

środa, 24 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 24 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Nowy Zjazd (Neue Auffahrt) 1
Choć budynek przy Nowym Zjeździe 1, słynący przed wojną z wielkiej reklamy mydła "Jeleń" Schichta, przetrwał do dziś w stanie niemal nienaruszonym, jego otoczenie uległo poważnej zmianie. Teraz jest tu wiadukt mostu Śląsko-Dąbrowskiego, a poniżej jezdnia Wisłostrady. Do 1944 roku wokół budynku owijał się "ślimak" Nowego Zjazdu, skąd w sierpniu Niemcy ostrzeliwali Stare Miasto. Szczególnie dogodnym dla artylerzystów celem było otoczenie placu Zamkowego. 
Stanowisko niemieckiego działka było umocnione. Jego fotografia ukazała się w gadzinowej "Krakauer Zeitung" z 29 sierpnia 1944 roku. Brzeg Wisły na północ od Mostu Kierbedzia Niemcy opanowali 24 sierpnia.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

wtorek, 23 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 23 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.



Piękna (Piusa XII/Strasse der SA) 19
Masywny, wyłożony piaskowcem budynek Telekomunikacji przy ulicy Pięknej to dawny gmach Polskiej Akcyjnej Spółki Telefonicznej. Zajęty przez Niemców, górował nad  znaczną częścią Śródmieścia Południowego, a jego zdobycie o świcie 23 sierpnia przeszło do powstańczej legendy. Atakiem tym dowodził kapitan Franciszek Malik "Piorun", a prowadziły go wydzielone oddziały Batalionu "Ruczaj", dowodzonego przez rotmistrza Czesława Grudzińskiego "Ruczaja". W trakcie walk zginęło blisko dwudziestu Powstańców.
Na elewacji gmachu znajdziemy wiele łat kryjących ślady po pociskach. 
Jednym ze świadków bitwy o "małą PAST-ę" był Czesław Mroczek "Rzut". 1 sierpnia Powstańcom nie udało się zdobyć budynku, a dzień później jego niemiecka załoga dostała wsparcie trzydziestu dwóch esesmanów pod dowództwem Oberleutmanta Junga.
- Przed 22 sierpnia nasza 1. kompania VII Zgrupowania rotmistrza Czesława Grudzińskiego "Ruczaja" organizowała cztery wypady rozpoznawcze na centralę. Poległo aż dziesięciu kolegów. Dowództwo wyznaczyło datę formalnego ataku na budynek 22 sierpnia o świcie - relacjonuje "Rzut".
Żołnierze AK wybili ładunkami wybuchowymi dwa otwory w ścianie szczytowej. Na pierwszym piętrze do wnętrza budynku wskoczyło trzech Powstańców wraz z dowódcą kompanii sztabowej Odcunka "Bogumił", porucznikiem Tadeuszem Kuliczkowskim "Stojewiczem". Otwór był za mały i zostali odcięci - "Stojewicza" w bestialski sposób zamordował Jung wspomina Czesław Mroczek.
Atak się nie powiódł. - Nasz pluton oczekiwał frontalnego szturmu w bramie vis-a-vis budynku. Podszedł do nas jakiś cywil i powiedział, że odwołuje atak. Byliśmy wściekli. Jakim prawem cywil wydaje nam rozkazy? Dopiero po latach dowiedziałem się, że był nim dowódca Powstania, pułkownik "Monter" -mówi Czesław Mroczek.
W kolejnym ataku użyto motopompy, która wyrzucała strumień płonącej benzyny w okna budynku. Żołnierze AK zrzucali też granaty przez otwory kominowe. Niemcy wywiesili na dachu żółtą flagę. Był to sygnał - wołanie o pomoc. Telefonicznie otrzymali rozkaz przebijania się na pozycje w rejonie Alej Ujazdowskich. Nocą z 22 na 23 sierpnia wyszli z budynku. Nogi mieli obwiązane szmatami. Docierali tylko do barykad. Większość z nich poddała się Niemcom.
- Z załogi, liczącej stu siedemnastu żołnierzy, udało się uciec tylko Oberleutmantowi Jungowi z szóstką żołnierzy - wspomina "Rzut".

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

poniedziałek, 22 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 22 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Bohaterów Getta (Nalewki) 1
Blizny z czasów powstańczych walk wciąż są widoczne na kamiennych portalach warszawskiego Arsenału oraz kamiennych fragmentach ogrodzeń Ogrodu Krasińskich i dawnego oddziału Straży Pożarnej przy Nalewkach (dziś Bohaterów Getta).
Arsenał miał znaczenie strategiczne, zagradzając Niemcom dostęp do Starówki od zachodu. Powstańcy zajęli go 3 sierpnia. W poprzek Długiej stanęła barykada i wykopano rów przeciwczołgowy. Drugą barykadą przegrodzono Nalewki. Od 8 sierpnia ciężkie walki w obronie Arsenału toczyli żołnierze Batalionu "Chrobry I" pod dowództwem kapitana Władysława Jachowicza "Konara". Atakowała ich grupa szturmowa majora Recka ze szkoły chorążych w Poznaniu, podległa generałowi Reinefarthowi. 14 sierpnia kapitanowi "Konarowi" wręczono Order Virtuti Militari V klasy. Uroczystość tę opisał Adam Słomczyński w książce "W warszawskim Arsenale. Wspomnienia archiwisty miejskiego":
- Któryś z chłopców wyjął wtedy ze skrzynki, mieszczącej różne pamiątki z naszych narodowych powstań, złoty krzyżyk Virtuti z 1831 roku. Przypięto go zaraz uroczyście zażenowanemu dowódcy. Skromny jak zawsze "Konar" nie czuł się godnym tak cennej pamiątki, toteż już nazajutrz oddał ją nam z powrotem.
22 sierpnia przed budynkiem Arsenału wybuchły dwa niemieckie "goliaty", a pożar zniszczył jego północną część. Już wówczas podjęto decyzję, że Powstańcy muszą opuścić gmach. Nastąpiło to dzień później, 23 sierpnia. Tego dnia Niemcy ponownie zbombardowali budynek. 

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

niedziela, 21 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 21 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Konwiktorska 6
Makabryczne sceny rozegrały się na płycie stadionu Polonii przy Konwiktorskiej. Po nieudanej próbie przebicia się oddziałów powstańczych ze Starówki na Żoliborz w nocy z 21 na 22 sierpnia i połączenia obu dzielnic, przez stadion wycofywali się żołnierze Batalionu "Zośka". Na murawie pozostawili zabitych i rannych. Leżących "zośkowców" Niemcy rozjechali czołgami. Konających kolegów widział z okna pobliskiej kamienicy sierżant podchorąży Stanisław Sieradzki "Świst" z 2. kompanii "Rudy" Batalionu "Zośka".
- Byłem przy Konwiktorskiej, w domu z oknami wychodzącymi na stadion Polonii. Z moim karabinem maszynowym osłaniałem uderzenie chłopców w kierunku Żoliborza. Oczywiście, załamało się, a ja cofnąłem się do budynku. Zająłem stanowisko na pierwszym piętrze. Postanowiłem poczekać cały dzień, do nocy, by z płyty boiska wyciągnąć ciało ciężko rannego przyjaciela Henryka Dąbrowskiego, pseudonim Alfred. Dostał w nogi. Znalazłem go przez lornetkę. Leżał na stadionie niedaleko budyneczków kasowych - opowiadał "Świst" po sześćdziesięciu latach.
Nie udało mu się pójść po przyjaciela.
- Kiedy leżałem na szafie przysuniętej do okna, pod sufitem, żeby mnie Niemcy nie widzieli, doczekałem się dwóch strzałów z broni przeciwpancernej. Pierwszy pocisk uderzył między dwa okna tego pokoju, a drugi wpadł do środka i rąbnął za moimi plecami w ścianę. Wtedy oberwałem siedem odłamków pocisku p-panc. Nieprzytomnego odnalazła mnie nasza dziewczyna, Anna Kołdoń "Anula" z 1. kompanii Batalionu "Zośka". 

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

sobota, 20 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 20 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Aleja "Solidarności" 62 (Bielańska/Börsenstrasse 14)
20 i 21 sierpnia Powstańcy stoczyli z Niemcami bój o sąsiadujący nieomal z Bankiem Polskim pałac Radziwiłłów. Dziś budowla ta stoi pośrodku trasy W-Z, ale do 1944 roku pałac wznosił się przy wąskiej ulicy Bielańskiej, na nieistniejącym dziś jej odcinku. 21 sierpnia żołnierze 1. Batalionu Szturmowego Korpusu Bezpieczeństwa pod dowództwem kapitana Stefana Kaniewskiego "Nałęcza" przez strych zaatakowali pałacowe oficyny.
- Wyparli zajętych rabunkiem "kałmuków" ze wschodniomuzułmańskiego pułku SS. Resztki ich oddziału całkowicie wybito. Ponoć w pałacu powitał Powstańców książę Janusz Radziwiłł, który wraz z  domownikami i mieszkańcami okolicznych domów schronili się w podziemiach, i zaprosił dowódców na śniadanie - czytamy w książce Anny Stagatowicz "Pałac Przebendowskich".
Niestety, trzy dni później odbity przez żołnierzy Armii Krajowej pałac roztrzaskała pięćdziesięciokilogramowa bomba, Powstańcy zaś wycofali się do Hotelu Polskiego. Książę został aresztowany przez Niemców i przewieziony do Berlina.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

piątek, 19 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 19 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Plac Politechniki
W pierwszych dniach Powstania żołnierze kapitana Stefana Golędzinowskiego "Golskiego" z Batalionu "Golski" opanowali kompleks budynków Politechniki Warszawskiej. Dowodził nimi major Kazimierz Falkiewicz "Antoni".
- Starszy już pan, nieco utykający, poruszał się pomagając sobie nieodłączną laseczką. Nie nosił broni osobistej (oddał ją do dyspozycji Powstańców), ubrany był bardzo cywilnie. I kiedy obchodził stanowiska ogniowe - robił wrażenie starszego pana zażywającego codziennego wypoczynkowego spaceru. A jednak ten cywil o skromnym wyglądzie był doskonałym dowódcą - charakteryzował swego przełożonego Stefan Chudzyński ([za:] Maria Królikowska "VI Zgrupowanie AK "Golski"").
Zajęta przez Powstańców Politechnika była niemal samowystarczalna. Dowództwo mieściło się w gmachu Wydziału Architektury przy Koszykowej. Były tu też magazyny żywności, kuchnia i szpital. W piwnicy przy Poznańskiej działała wytwórnia granatów, zaś w laboratoriach chemicznych uczelni wyrabiano m.in. mydło i środki dezynfekcyjne dla powstańczych szpitali. 
Batalion "Golski" bronił terenu Politechniki do 19 sierpnia. Po trwającym cały dzień natarciu Niemców, major "Antoni" wydał wieczorem rozkaz ewakuacji. Jego żołnierze przeszli wykopem pod jezdnią na wschodnią stronę ulicy Noakowskiego. Rejon ten opuścili dopiero po kapitulacji Powstania.
Po wojnie uszkodzone gmachy odbudowano, a potem wielokrotnie remontowano, ślady wojny zachowały się więc e nielicznych już miejscach. Najwyraźniej pozostały na szarej cegle elewacji budynku Instytutu Aerodynamicznego od strony Nowowiejskiej.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

czwartek, 18 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 18 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Miodowa 23
Pod tym adresem podczas walk o Stare Miasto mieścił się jeden z powstańczych szpitali polowych. Był przez Niemców dwukrotnie bombardowany.
- Podczas nalotu 18 sierpnia zginął tutaj mój amunicyjny - Janek Zastawny "Pręguj", chłopak z Miłosny, wchodzącej dzisiaj w skład Sulejówka. Odwiedziłem go w szpitalu trzy - cztery dni przed śmiercią. Cieszył się, że wróci do oddziału. Został zasypany przez walącą się ścianę. Drugie bombardowanie nastąpiło 2 września. Znowu zginęła masa chłopaków - opowiadał Stanisław Sieradzki, sierżant podchorąży "Świst" z Batalionu "Zośka".
Sam "Świst", ciężko kontuzjowany 22 sierpnia, również przez pewien czas przebywał w szpitalu przy Miodowej 23. Tuż przed upadkiem Starówki - 31 sierpnia - wyprowadził stąd na plac Krasińskich, a potem kanałami do Śródmieścia sześćdziesięciu rannych Powstańców, którzy byli w stanie iść o własnych siłach.
Gdy oddziały wroga zajmowały Starówkę, w szpitalu wciąż byli ciężko ranni, których nie udało się ewakuować.
- Dostali się w ręce atakujących Niemców. Pierwszymi bandziorami, którzy wpadli do budynku, byli "własowcy". Zabili wielu rannych - mówił "Świst". - Ale też wielu naszych chłopców z tego szpitala zostało uratowanych przez niemieckich żołnierzy, którym wcześniej nasi lekarze w tym miejscu opatrywali rany. Pamiętam tych Niemców. Odwiedzałem ich, gdy tu leżeli, nawet nosiłem im czekoladki. Ponieważ znam niemiecki, rozmawiałem jak żołnierz z żołnierzem.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

środa, 17 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 17 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.



Hołówki 3
Tylko wprawny poszukiwacz wojennych śladów wypatrzy przestrzeliny w kracie ogrodzenia wielkiego domu przy ulicy Hołówki 3. Setki innych "pamiątek" po uderzeniach kul i wybuchach pocisków znikły już kilka lat temu, w trakcie tynkowania elewacji budynku. Uchował się jedynie ledwie widoczny, pochodzący już z roku 1945, napis "Dom rozminowany (-) Borowicz".
Przez osiem lat w domu tym mieszkał jeden z najwybitniejszych poetów czasu okupacji - Krzysztof Kamil Baczyński. Stąd też wyszedł do Powstania. Dom na Hołówki to ogromny obiekt na rzucie grzebienia - długi, z bocznymi skrzydłami od podwórka. Powstał w 1930 roku dla Spółdzielni Mieszkaniowej Pracowników Poczty i Telegrafu. W czasie Powstania tak duży gmach o mocnych murach, górujący nad otoczeniem, był atrakcyjnym obiektem. W pierwszych dniach sierpnia 1944 roku znalazł się tu Wojciech Szymanowski, który po wojnie zamieszkał w Kanadzie. Rozmowę z nim przeprowadził biograf poety, Wiesław Budzyński, i opublikował w książce "Dom Baczyńskiego". Pan Wojciech wspomina pierwsze godziny Powstania:
- [...] z Tadkiem Witkowskim postanowiliśmy pójść z Chełmskiej na Hołówki. Dołączył do nas Zbyszek Drapczyński, mówiąc: "Pójdę z wami, tam mieszka moja siostra i szwagier, Krzysztof Baczyński, który miał ukrytą w mieszkaniu broń i może jeszcze jakiś pistolet się znajdzie".
W mieszkaniu Baczyńskich nikogo jednak nie było, a dozorca sprzeciwił się wyłamywaniu drzwi. Sam budynek obserwowali Niemcy z bunkra obok ogrodzenia na terenie koszar przy Podchorążych.
- Mimo tragizmu Powstania pierwsze dni spędzone na Hołówki były bardzo przyjemne. Było pięknie, słonecznie i ciepło, podwórko (chronione przez budynek pd strony stanowisk niemieckich) przypominało salon. Nigdy przedtem nie kwitło tu tak wspaniałe życie towarzyskie. Brakowało tylko muzyki i tańców. Pewnego ranka do okna zapukał mój brat. Brudny i śmierdzący. Przyczołgał się kanałami ze Śródmieścia, by zebrać informacje o sytuacji na Czerniakowie. Wykąpał się - była jeszcze woda - zabrał swój pistolet, hełm, buty, mundur i poszedł. Odprowadziłem go do włazu. Spotkaliśmy się dopiero po osiemnastu latach na Zachodzie - czytamy w książce Budzyńskiego.
Mieszkańców domu Niemcy wypędzili między 15 a 19 sierpnia. Zaczęło się od ostrzelania z dział okien parteru i błyskawicznego ataku. Dom został podpalony, ale część zamkniętych mieszkań ocalała. Powstańcy ponownie zajęli budynek w końcu sierpnia. Byli to m.in. żołnierze z Mokotowa, którzy zamierzali przebijać się w stronę Śródmieścia. Uderzenie kompanii B3 i K1 Pułku "Baszta" ruszyło nocą z 26 na 27 sierpnia z ulicy Chełmskiej, m.in. wzdłuż Czerskiej.
Zaraz po wojnie dom przy Hołówki zaludniła biedota z Czerniakowa i stał się rychło "przestępczym gettem", do którego strach było wchodzić. Planiści z Biura Odbudowy Stolicy chcieli go rozebrać. Sama ulica w czasach peerelowskich zmieniła też nazwę - z Hołówki na Wczasową. 

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

wtorek, 16 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 16 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Chmielna (Hopfenstrasse) róg Szpitalnej (Spitslstrasse)
Znana jest fotografia Sylwestra Brauna "Krisa" - oddział Powstańców maszeruje ulicą Chmielną. Migawka uchwyciła uśmiechniętych chłopców, maszerujacych dwójkami. Z balkonów patrzą na nich mieszkańcy kamienicy na rogu Chmielnej i Szpitalnej. Zdjęcie publikowano po wojnie dziesiątki razy i podpisywano najczęściej: "Początek Powstania - grupa "Chwatów" z osłony drukarni maszeruje przez skrzyżowanie Chmielnej ze Szpitalną".
- To jest błąd. Żołnierze na fotografii to nie "Chwaty", ale mój Oddział Osłony Wojskowych Zakładów Wydawniczych - prostuje Wanda Traczyk-Stawska "Pączek", która szła na końcu tej grupy. Dobrze pamięta moment utrwalony przez "Krisa". Był słoneczny ranek 15 lub 16 sierpnia 1944 roku. Oddział wracał po nocnych walkach na Powiślu do swych kwater przy Sienkiewicza i Boduena. Na czele maszerował dowódca, porucznik Edmund Grzywiński "Leon", którego podwładni nazywali "Smoczkiem".
- Byliśmy jednostką w dyspozycji pułkownika "Montera". Walczyliśmy w różnych punktach miasta, wszędzie tam, gdzie potrzebna była pomoc. Akurat tej nocy wezwano nas do elektrowni na Powiślu. Wspieraliśmy atak na stanowiska niemieckie. Rano byliśmy unurzani w węglu, zmęczeni i głodni. Gdy wracaliśmy, dowódca, zamiast na kwaterę, zaprowadził nas do łaźni "Diana" przy Chmielnej. Dlatego na zdjęciu jesteśmy już czyści - wyjaśnia Wanda Traczyk-Stawska.
Po kąpieli oddział prezentował się znakomicie. "Leon" wymyślił, że  na kwaterę wróci z piosenką na ustach. Po nocnej akcji żołnierze śpiewać nie mieli jednak ochoty i burczeli coś pod nosem.
- Dopiero kiedy zobaczyliśmy reakcję ludzi, którzy stawali na chodnikach i wychodzili na balkony, żeby nam pomachać, zaczęliśmy śpiewać pełną piersią. Chyba "Serce w plecaku". Była to ulubiona piosenka naszego poprzedniego dowódcy, który poległ kilka dni wcześniej - wspomina Wanda Traczyk-Stawska. 
"Leon" nie przeżył Powstania - 28 sierpnia zmarł od ran po bombardowaniu kwatery oddziału.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 15 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.



Miodowa (Honigstrasse) 22/24
Na dachu obu domów nocą z 14 na 15 sierpnia spadły szczątki zestrzelonego samolotu typu Liberator KG 8-36, należącego do 31. Dywizjonu Bombowego Południowoafrykańskich Sił Powietrznych SAAF. Poległo siedmiu członków załogi, w tym dwóch pilotów - porucznicy G.C. Hooney, dowódca, oraz P.H. Andrews.
- Widziałam go, jak spadał pionowym lotem i zaczął się palić. Natychmiast zorganizowano akcję ratunkową. Na podwórkach utworzył się łańcuch ludzi. Podawaliśmy sobie z rąk do rąk wiadra wody z naszej studni oraz z innych, a na dachu stał chłopiec bez koszuli, zbudowany jak Apollo, i lał wodę na płonące szczątki samolotu. Ugaszono wprawdzie ogień, lecz lotnicy zginęli. Widziałam ich spalone ciała, które pochowano na podwórku kościoła garnizonowego. Jedno skrzydło samolotu spadło na podwórze naszej kwatery przy Długiej 15 - wspominała Danuta Gałkowa w swej książce.
Katastrofę pamięta też Krystyna Maciejewska, która razem z mamą i bratem mieszkała wtedy u krewnych przy Miodowej 22. Tej nocy wszyscy spali w piwnicy. Obudził ich huk. Myśleli, ze to bomba.
- Kiedy wyszliśmy na podwórze, zobaczyliśmy jeden wielki płomień. Było straszliwie gorąco. Ludzie krzyczeli: "Samolot! Samolot!". Biegali z naczyniami z wodą i próbowali gasić ogień - opowiada Krystyna Maciejewska. Według niej, nie cała załoga zginęła od razu. 
- Ludzie mówili, że dwóch lotników "umiera na dachu". Chodziło o dach domu Miodowa 24. Jeden z pilotów był Kanadyjczykiem polskiego pochodzenia. Musiał to wyjawić przed śmiercią - twierdzi.
Po upadku Powstania razem z rodziną znalazła się w Tomaszowie Mazowieckim.
- Była zima i wujek włożył kurtkę w kolorze stalowym, od lotniczego kombinezonu. Mówił, że to z tamtego samolotu - wyjawia nam Krystyna Maciejewska.
W książce "Pamięć Powstania'44" Bohdan Tomaszewski "Mały" tak relacjonuje to wydarzenie w "Ostatnim tchnieniu Liberatora":
- Kadłub leżał na ulicy, tuż przy obecnej Szkole Teatralnej, obok olbrzymiej barykady, którą wznieśliśmy rankiem drugiego sierpnia. Jak spod ziemi pojawili się sanitariusze. (...) Dotknąłem ręką szczątków skrzydła. Było rzeczywiste, namacalne. Pomyślałem, że nie tylko my zaryzykowaliśmy wszystko, że byli także inni ...
- Za pięć dwunasta pojawiła się eskadra samolotów amerykańskich i brytyjskich, lecąca na wysokości około tysiąca metrów, na początku w szyku po dwie lub trzy maszyny. Musiało ich być od pięćdziesięciu do sześćdziesięciu. Jest ich tam w górze cała masa, jak gdyby zerwało się do lotu ogromne stado ptaków. Potem widzimy, że coś wypada z tych samolotów, jak gdyby wprost nad naszymi głowami. Otwierają się spadochrony! Ogłaszają alarm, zaczyna się huk artylerii. Niektórzy twierdzą, że widzieli skoczków (...) Spadochrony opadają i widzę czarne, zielone, żółte i białe czasze To zasobniki z zaopatrzeniem! (...) W innych jest niemiecka amunicja. Ależ oni są przyzwoici. Amerykanie przywożą broń i amunicję, którą w pośpiechu zostawiliśmy na Zachodzie i dostarczają nam je tu, do Warszawy - czytamy we wspomnieniach niemieckiego żołnierza Heiricha Stechbartha, przytoczonym w książce Normana Daviesa "Powstanie'44".
Opisany aliancki zrzut dla walczącej stolicy miał miejsce 18 września. W biały dzień nad walczące miasto nadleciało sto siedem "latających fortec" B-17 z amerykańskiej 8. Floty Powietrznej. Wyruszyły z baz we wschodniej Anglii, eskortowane przez kilkadziesiąt myśliwców. Słoneczne niebo nad Warszawą zaroiło się od ryczących maszyn. To był jedyny nalot z pomocą dla Powstańców, przeprowadzony w biały dzień.
Anna Chybowska-Gorbatowska sanitariuszka "Anka" ze Zgrupowania "Kuby", która przeżyła upadek Starego Miasta, po ucieczce z niemieckiego transportu widziała te samoloty w podwarszawskich Gołąbkach. Leciały jeden obok drugiego. Z dołu przypominały zabawki, niknące potem w unoszącym się nad miastem dymie.
- Zamieszkałam w willi, w której zakwaterowano również dwóch niemieckich oficerów. Na widok bombowców wskoczyli do samochodu i pojechali w kierunku Warszawy. Po kilku godzinach wrócili obładowani paczkami - wspomina po latach "Anka". Jeden z Niemców miał zażartować: "Amerykańska czekolada dla niemieckich szpitali".
- Większość zrzutu, zamiast do Powstańców, trafiła w ręce wroga. Samoloty odleciały w kierunku sowieckiej bazy w Połtawie - wspomina Anna Chybowska-Gorbatowska.  

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!