niedziela, 31 lipca 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 31 lipca 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.



Filtrowa 68
W wielkim budynku PKO przy ulicy Filtrowej 68, tuż przy placu Narutowicza, w przeddzień wybuchu Powstania kwaterował ze swym sztabem pułkownik Antoni Chruściel "Monter", dowódca Okręgu Warszawa AK. To właśnie przy Filtrowej, w poniedziałek 31 lipca 1944 roku około siódmej wieczorem, podpisał rozkaz rozpoczęcia Powstania i skierował go do podległych sobie dowódców: "Alarm - do rąk własnych! Nakazuję "W" dnia 1 VIII, godz. 17.00".
W 2008 roku, podczas remontu kamienicy, właściciel jednego z mieszkań natrafił pod parapetem na skrytkę z dokumentami kancelarii Komendy Okręgu Warszawa AK z lat 1940-1943. Popakowane w koperty rozkazy, instrukcje, raporty i listy osobowe, a wśród nich wykaz konfidentów Gestapo, przekazał Muzeum Powstania Warszawskiego. Wiadomo, że w skrytce pod parapetem ukryła je szefowa kancelarii "Montera", Stefania Aluchna, która miała mieszkanie w tej kamienicy. Był to jeden z czterech schowków z dokumentami Komendy OW AK w tym domu. Pozostałe trzy Stefania Aluchna zlikwidowała w 1951 roku w obawie przed przejęciem ich przez stalinowski aparat bezpieczeństwa. Wyciągnięte wtedy dokumenty wywiozła do Słupska, gdzie po wojnie mieszkała, i spaliła.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

środa, 27 lipca 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki


W życiu i historiach: ludzi, miast, państw i narodów są wydarzenia, które wydarzają się raz, ale na trwałe odciskają swoje piętno w pamięci tychże i nie pozwalają się z niej wymazać. Doświadczenia lat wojny i okupacji z pewnością zawsze zaliczają się do tego typu wydarzeń, niezależnie od szczegółowych uwarunkowań i okoliczności ich dotyczących. Jednak tylko dwie wojny były w swej istocie tak odmienne, że zasłużyły na miano konfliktów globalnych w tym znaczeniu, że przysługuje im przydomek “światowa”. Dwa potężne kataklizmy tego typu nawiedziły ziemie Europy w przeciągu zaledwie trzydziestu lat. Trauma Wielkiej Wojny jednak minęła, przykryta przez doświadczenia jeszcze trudniejsze, wynikłe z gwałtownego rozwoju technologii i metod prowadzenia konfliktów zbrojnych w oparciu o przerażające ideologie, gdzie jednostka ludzka przestawała mieć znaczenie, stawała się tylko anonimową cyfrą w statystykach. 

Na tym tle okres 63 dni i obszar terytorialny przedwojennej Warszawy wydają się jakimś ułamkowym wycinkiem, jednym z wielu wątków w obszernym arrasie historii nawet samej tylko II wojny światowej. Co sprawia jednak, że czas ten stał się wyjątkowym i przeszedł do historii stając się na poły legendarnym, nieosiągalnym i niewyobrażalnym ? Powstańcy Warszawy przez swój nieustraszony bój wytoczony wielokrotnie silniejszemu przeciwnikowi, stanęli ramię w ramię z dzielnymi 300 Spartanami broniącymi drogi do swej ojczyzny. Jedni i drudzy, choć ci pierwszy w coraz mniejszym gronie chodzący pomiędzy nami, zyskali nieśmiertelność. dopóty będzie istniała Warszawa, dopóty będzie żyła pamięć o tych, co w sierpniowe dni 1944 roku poszli do Powstania, by bić się o wolną Stolicę. Byli młodzi, być może zbyt młodzi, byli pełni zapału, być może za bardzo inny powie, że przecież trzeba było na chłodno, racjonalnie: policzyć, zważyć zmierzyć i podjąć zgoła inną decyzję. 

Jednak Powstanie ma ważny wymiar gdzie nie racjonalność, nie kalkulacja strat i zysków, nie buchalteryjny zapis ksiąg kantorskich ma znaczenie. To wymiar duchowy, metafizyczny, do końca pozostający nieuchwytnym i nie dający się w prosty sposób wyjaśnić. To wymiar odwagi, która ma twarze zwyczajnych ludzi, a zamiast wymyślnych kostiumów super bohaterów jest odziana w robocze kombinezony i zdobyczne panterki, a czasem zwykłe cywilne ubranie. Bowiem to co z ducha wzięte nie potrzebuje zbytnio fizycznych atrybutów i świetnie radzi sobie bez nich. To Powstanie to jedna, ciągła i wielka lekcja patriotyzmu najwyższej próby, który próbie ogniowej został poddany i wyszedł z niej zwycięsko. Miał rację Hemigway pisząc, że człowieka można zniszczyć, ale nie pokonać. Powstańcy dowiedli tego czynem. 

Przed nami, tak bardzo współczesnymi, wpatrzonymi w ekrany monitorów, tabletów i smartfonów, nikt takiego wymagania póki co nie stawia. Nie musimy i obyśmy nie musieli po raz kolejny tego egzaminu z życia i śmierci dla Ojczyzny zdawać. Jednak my mamy swój własny test, z którego sami musimy się rozliczyć. Z tego jak dbamy o pamięć przodków, jak szanujemy wartości w obronie których stanęli i złożyli nie raz ofiarę najwyższą. Naszemu pokoleniu stawia się pytanie o to jak godnie uczcić pamięć tych, których z każdym dniem jest coraz mniej wśród nas. Jak zadbać o to dziedzictwo i godnie oddawać cześć jego obrońcom. Jak nie pozwolić na to by słowa straciły swoją wartość. Jak nie pozwolić na pomieszanie pojęć i fałszowanie historii w imię różnie definiowanych interesów, różnych grup czy organizacji. To zagrożenie jest nam bliższe dziś o wiele bardziej niż kiedykolwiek. Trzeba sobie odważnie postawić pytanie o granice których nam przekraczać nie wolno. Trzeba szukać odpowiedzi, jak nie zbanalizować i nie strywializować symboli i nazw. Jak zachować zdrowy balans pomiędzy taką formą narracji, która będzie do przyjęcia dla kolejnych pokoleń jako interesująca, a jednocześnie nie spłyci tragizmu i zinfantylizuje powagi wydarzenia jakim było Powstanie Warszawskie.

Każdy na te pytania odpowiedzi musi szukać w sposób samodzielny, na miarę obowiązków stanu do którego należy: rodzica, wychowawcy, nauczyciela, historyka, badacza, czy popularyzatora. Naszą odpowiedzią jest właśnie edukacja i popularyzacja wiedzy, przy postawieniu sobie za cel odsyłania czytelników do prac daleko lepiej wykonanych w tym zakresie, niż jest to nasz skromny blog poświęcony Warszawie i subiektywnemu jej postrzeganiu przez nas. Wierzymy w ludzi i ich potencjał do racjonalnego przyjmowania i osądzania faktów i wyrabiania sobie własnego zdania w oparciu o różne lektury. Chcemy zachęcić do czytania o Warszawie, a szczególnie o Powstaniu Warszawskim. Tak by wiedza dotycząca ulic, kamienic, tras przemarszów oddziałów i pól bitew choć zazwyczaj na planie stolicy nie widocznych, by się wyryła w sercach i umysłach Warszawiaków głęboko. Tak by mogła być przekazywana naturalnie w codziennych rozmowach ludzi, wracających do domu tramwajem lub autobusem - palcem pokazujących sobie nawzajem - zobacz to tu zginał ten lub ów, a tu była barykada. Niech ten Feniks się codziennie z popiołów odradza, niech duch męstwa i bohaterstwa zagości w sercach mieszkańców stolicy niech jeśli będzie trzeba znów kiedyś, będzie się mówić; Warszawa - miasto nieujarzmione.

czwartek, 14 lipca 2016

73. Tour de Pologne

Dziś trochę nietypowo chcieliśmy opowiedzieć Wam o pewnej imprezie sportowej, którą mieliśmy okazję obserwować. Tym razem, za sprawą 73. Tour de Pologne, na ulicach warszawy pojawili się kolarze.



Impreza ta ma już swoje ugruntowane miejsce w kalendarzu kolarskim i stała się można powiedzieć stałym elementem wakacyjnego krajobrazu Polski. To co w obecnej edycji wyścigu jest nietypowe, to fakt iż terminowo pokrywa się on z jedną z najbardziej znanych na świecie imprez tego typu czyli Tour de France. Niestety w tym roku w wakacje mamy po prostu wysyp dużych sportowych imprez, stąd niektóre się na siebie nakładają. 



Być może niewielu z Was wie, że nasz polski kuzyn jest niewiele młodszy od swego starszego brata, początki obu wyścigów dzieli zaledwie 25 lat. U swego zarania, które miało miejsce dokładnie w Warszawie na słynnym torze kolarskim Dynasy - 7 września 1928 roku, wyścig ten nosił trochę dziwaczną nazwę I Biegu kolarskiego dookoła Polski. Niewątpliwie duży też wkład w jego zorganizowania miała redakcja Przeglądu Sportowego oraz własnie Warszawskie Towarzystwo Cyklistów. To ostanie było zresztą jednym z pierwszych klubów sportowych stolicy - za rok założenia przyjmuje się bowiem datę 6 kwietnia 1886 roku! 



Wracając do samego wyścigu to patronat nad pierwszą edycją objął pan prezydent Mościcki zaś przewodniczenie Komitetu honorowego przypadło w udziale samemu Marszałkowi Józefowi Piłsudskiemu. Trasa liczyła 1491 kilometrów, a udział w zmaganiach sportowych wzięło 71 kolarzy. Całość składała się z ośmiu etapów, z których finał miał miejsce również w Warszawie. Zwycięzcą pierwszej edycji był Feliks Więcek z Bydgoskiego Klubu kolarskiego wyrywając aż sześć etapów a przez to i cały dziesięciodniowy wyścig.



Nie chcemy tu szczegółowo opisywać całości historii tego wyścigu, ale z kronikarskiego obowiązku odnotujmy, że po wojnie kolejne jego edycje zostały wznowione dopiero w 1947 r. i musiały konkurować z o wiele bardziej promowanym przez ówczesne władze Wyścigiem Pokoju. Tak, tak - to były dwie zupełnie inne imprezy !! Z ciekawostek warto zauważyć iż najdłuższą trasę miał jubileuszowy X Tour de Pologne rozgrywany w 1953 roku, a było to dokładnie 2311 km, zaś jego zwycięzcą został Mieczysław Wilczewski. Kolejne lata to był okres wielkich kolarskich gwiazd, zapewne wielu z Was świetnie kojarzy nazwiska: Królak, Szurkowski, Piasecki, Jaskuła czy Halupczok. 




Trzeba też uczciwie powiedzieć, że Tour de Pologne po 1989 roku mogło by nie być, gdyby nie postać Czesława Langa. Dzięki którego wysiłkom idea wyścigu została uratowana, a same zmagania zaczęły przybierać zupełnie nowy wymiar. Znaczne podniesienie ich rangi i olbrzymią poprawę jakości organizacji imprezy, której groziło bankructwo było możliwe właśnie dzięki zaangażowaniu finansowemu i osobistemu Langa. Co sprawiło, że jubileuszowy 50 TDP rozgrywany w 1993 r. to już był zupełnie inny - prawdziwie europejski wyścig na miarę tych największych. A przy okazji po raz drugi w historii tych zmagań, jeden zawodnik Dariusz Baranowski trzy razy z rzędu został zwycięzcą wyścigu, poprzednio taki wyczyn udał się Marianowi Więckowskiemu w latach 1954-56.



A jaki był tegoroczny już 73 Tour de Pologne ? Cóż wyścig dopiero się zaczął, więc trudno go podsumowywać. Trzeba jednak powiedzieć, że w tym roku, warszawski etap w odróżnieniu od lat poprzednich odbywał się w dzień powszedni, a nie w weekend. Być może też to, ale i zapewne przez deszczową aurę i godzinę rozpoczęcia zmagań sprawiło, że na trasie choć nie zabrakło kibiców to nie było aż tak tłoczno jak poprzednio. Doping jednak był gorący i kolarze mogli otrzymać wsparcie kibiców na całej trasie warszawskiego etapu. Jak zwykle można było poczuć atmosferę prawdziwie sportowego święta, bowiem do widzów stale dołączali nie tylko ci którym udało się wcześniej wyjść z biura lub innej pracy, ale także i całe rodziny z dziećmi dla których nie zabrakło różnego rodzaju gadżetów. 



Warto również wspomnieć, że Tour de Pologne to również inne wyścigi, a nie tylko ten najważniejszy. Przed wyścigiem seniorów startują bowiem młodzi zawodnicy, zarówno dziewczynki, jak i chłopcy, którzy mają swój cykl zawodów. Po raz pierwszy w tym roku wystartują w tym wyścigu również kobiety. Wszystkich, których ten temat zainteresował odsyłam na oficjalną stronę wyścigu.


Jeśli jednak ktoś nie mógł udać się na trasę etapu, lub niestety utknął w korkach, to na bieżąco mógł śledzić losy sportowych zmagań dzięki bardzo przyjaznej i dedykowanej, oficjalnej aplikacji TDP na smartfona, która jest łatwa do znalezienia i dostępna do pobrania w googlowskim sklepie play. 


Dla nas była ona szczególnie pomocna gdy przemieszczaliśmy się po trasie czekając w różnych jej miejscach na przejazd ucieczkowiczów i peletonu. W łatwy sposób mogliśmy się zorientować, zarówno w samym przebiegu trasy etapu, jak i w tym jak obecnie wygląda wyścig i gdzie są zawodnicy, zarówno jego główna część jak i grupa ucieczkowa. 



A jest to zaledwie mała część funkcjonalności jakie są oferowane przez aplikację. Poza sekcją aktualności, możliwością śledzenia na żywo przebiegu wyścigu, jest tez dostęp do różnych zestawień czy dodatkowych materiałów multimedialnych. Słowem jest to rzecz niezwykle przydatna dla zarówno dla każdego kibica, jak i dla przedstawicieli mediów. 



W tym miejscu musimy się przyznać, że dzięki tym ułatwieniom udało się nam się zrobić o wiele więcej zdjęć niż zwykle i mieliśmy spory problem z wyborem tego absolutnego minimum do pokazania Wam. Takie imprezy są zresztą gratką dla amatorów fotografii sportowej i nie tylko. A okazji do uchwycenia ciekawych zdarzeń na trasie było sporo, choć też widzieliśmy różne strategie łowców dobrych zdjęć. Niektórzy czatowali w starannie wybranym miejscu, nierzadko wyposażeni w statywy i kilka obiektywów, inni stawiali na bardziej mobilne rozwiązania i przemieszczali się wzdłuż trasy szukając różnych ujęć.



Zdecydowanie chcemy zachęcić Was do przyjścia na trasę i na własne oczy przekonania się jak piękna to jest impreza, zarówno w stolicy jak i w innych lokalizacjach etapów. Choć nie możemy się trochę pozbyć wrażenia, że zdecydowanie ciągle jeszcze zbyt mało wykorzystana do promowania się Warszawy i Polski. Mamy się przecież czym pochwalić. 



Współczujemy tym mieszkańcom stolicy, którzy zmuszeni byli stać w korkach, szczególnie jeśli śpieszyli się na ważne spotkania, lub też po prostu by odebrać dzieci z przedszkola, czy zwyczajnie musieli się więcej natrudzić by dotrzeć do domu. Z drugiej strony, odpowiednio wcześniej było o tym wydarzeniu wiadomo i jest to już impreza dosyć dobrze wpisana w kalendarz wakacyjnych imprez w Warszawie. Można było przynajmniej w części się na to przygotować i może stracić odrobinę mniej nerwów przez to. 




Jednak w naszej opinii, to jest coś za coś. Nie da się przecież zjeść ciastka i mieć ciastka. A dzięki takiej imprezie rozgrywanej na sporej części Traktu Królewskiego, jego piękność za pośrednictwem kamer telewizyjnych ale też i zdjęć w sieci dane będzie zobaczyć wielu potencjalnym turystom, którzy zachęceni widokami i ciekawym wydarzeniem wybiorą się tu w latach następnych. Zresztą na trasie i tak spotkaliśmy już ich całkiem sporo. Nie da się też przecenić wartości jaką jest promocja sportu kolarskiego czy choćby rekreacyjnej jazdy na rowerze, która jest jednym z najbardziej dostępnych i w sumie tanich sposobów aktywnego spędzania wolnego czasu na świeżym powietrzu. 



Trzeba tez powiedzieć, że rowery jako środek lokomocji były tez bardzo popularne wśród zgromadzonych kibiców. Tak wielu różnych modeli nie tylko jednośladów, ale też i ekwipunku kolarskiego, zgromadzonych w jednym miejscu i czasie nie powstydził by się z pewnością żaden ze znanych nam wielkopowierzchniowych sklepów sportowych stolicy. Zresztą i tak najbardziej poza zawodnikami rzecz jasna, wzrok niejednego z kibiców przyciągały samochody techniczne poszczególnych ekip.



Meta etapu jak co roku była umieszczona na placu Teatralnym tworząc niejako trochę takie skrzyżowanie strefy kibica z miasteczkiem namiotowym. Było kolorowo i bardzo sympatycznie. Poza profesjonalnym komentarzem i możliwością obserwacji zmagań na dużym telebimie, można też było zobaczyć rywalizację różnych maskotek sponsorów, a także nawet przez chwilę zobaczyć VIP-ów jeśli ktoś miał odrobinę szczęścia i cierpliwości.



Zaś dla wytrwałych i zaangażowanych kibiców były nagrody specjalne, od członków poszczególnych można było otrzymać autograf czy zrobić sobie pamiątkowe zdjęcie z zawodnikami poszczególnych zespołów, a nawet otrzymać jeden z profesjonalnych bidonów jeśli umiejętnie się o niego poprosiło. Na pewno każdy kto chciał mógł bez trudu zobaczyć też choć odrobinę wyścigowego zaplecza, w postaci specjalnych autokarów o często wydawało by się dosyć niestandardowym z pozoru wyposażeniu jak chociażby pralki czy suszarki do ubrań w przestrzeni luków bagażowych.



Na koniec powiemy tylko, że mamy nadzieję, że w kolejnych latach wyścig również będzie gościł w Warszawie. Mamy również nadzieję, że uda się nam Was tam spotkać. Może uda się jednak by, podobnie jak w latach ubiegłych, również następne edycje odbywały się w weekend.