sobota, 29 października 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 29 października 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Krakowskie Przedmieście (Krakauer Strasse) 34
Doprawdy, Opatrzność Boża czuwała nad świątynią i klasztorem sióstr wizytek. Od dzieciństwa lubiłem słuchać opowieści mojej Babci o tym, ja to po kapitulacji Powstania, 29 października 1944 roku, ostatnie z opuszczających klasztor siostrzyczek pozostawiły otwarte drzwi, podparte jedynie deską, po powrocie zastając wszystko w stanie niemal nienaruszonym. Rzeczywistość była mniej optymistyczna.
- Niemcy zrabowali sporo zabytków. Na szczęście część z nich udało się odzyskać. Przepadły jednak obrazy - opowiada siostra archiwistka Maria Chodyko.
Najcenniejsze obiekty jednak ocalały, gdyż zakonnice wywiozły je z Warszawy.
- W lipcu 1944 roku, przed samym wybuchem Powstania, kto żyw przywoził z prowincji swe skarby do Warszawy. Spodziewano się, że nadchodząca Armia Czerwona, znana ze swych rabunkowych wyczynów, nie będzie tak bezkarna w dużym stołecznym mieście. Siostrzyczki jednak nie znały się na działaniach wojennych i wbrew powszechnie przyjętym zasadom, zabrały co cenniejsze obiekty do Łowicza i Przysuchy - pisał Michał Grabowski w "Roczniku Warszawskim".
Ślady powstańczych walk pozostały na kutych, osiemnastowiecznych kratach w rozmównicach i oknach klasztoru. W 1945 roku było ich znacznie więcej.
- Elewacje budynku były dziurawe od pocisków jak ser szwajcarski - wspomina siostra Maria Chodyko. 

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz