piątek, 14 października 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 14 października 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Plac Trzech Krzyży (Dreikreuzplatz) 4/6
W gmachu Instytutu Głuchoniemych i Ociemniałych stacjonowała Warszawska Drużyna Harcerska nr 1, co upamiętnia tablica wmurowana w ścianę głównej klatki schodowej budynku.
Jedną z harcerek 1. drużyny była Katarzyna Kujawska "Kasia". W ostatnich dniach Powstania uczestniczyła w patrolach sanitarnych, przemierzających Śródmieście Południowe. W Powstaniu ranne zostały dwie jej koleżanki z drużyny. 
- Jedna doznała złamania podstawy czaszki, gdy przeskakiwała przez rumowisko kina Napoleon, zbombardowanego 2 września. Wszystkie jednak przeżyłyśmy - mówi "Kasia".
W pierwszym dniu października nastąpiło zawieszenie broni. Nagle zrobiło się cicho. Jak ustalono, exodus ludności cywilnej miał się zacząć następnego dnia. Dziewczęta miały iść do niewoli razem z komendantką, kapral Jolantą Wedecką "Letą", i plutonem sierżanta Edmunda Malinowskiego "Mundka".
- Komendantka podjęła decyzję, że dwie z nas muszą pozostać w Warszawie. Z własnej woli za nic w świecie nie zostałabym w mieście, ale to był rozkaz. Wybrano nas, bo ja miałam ojca ukrywającego się pod Radomiem, a moja koleżanka Zofia Zawadzka "Koza" rodziców w Radości. Inne dziewczęta nic nie wiedziały i losach swych rodzin - opowiada Katarzyna Kujawska.
Zgłosiły się do szpitala przy ulicy Jaworzyńskiej. Był to szpital cywilny, zajmujący kilka kamienic w sąsiedztwie obecnego Teatru Współczesnego. Leżało w nim wielu cywilów i Powstańców.
- Nakazano nam likwidowanie punktów sanitarnych i przenoszenie materiałów do szpitala. Dla mnie była to praca bardzo ciężka i fizycznie i psychicznie - opowiada "Kasia".
Przedzierały się przez dymiące i częściowo zrujnowane ulice, ciągle natykając się na niemieckie patrole. Tak dotrwały do 14 października. Szabrowniczka, która przychodziła do szpitala, powiedziała, że można wyjść z Warszawy przez Dolny Mokotów.
- Zdecydowałyśmy, że wyjdziemy 15 października. Szłyśmy Puławską, a potem Belgijską. Najpierw zatrzymał nas patrol niemiecki - puścili. Potem natknęłyśmy się na patrol ze wschodniomuzułmańskiego pułku SS. Jeden z nich koniecznie chciał mnie wykorzystać. Ja jednak uciekłam, mówiąc, że wieczorem możemy umówić się na randkę. Innym kobietom to się nie udało. Zostały zatrzymane i przypuszczalnie zgwałcone - mówi "Kasia".
Wieczorem dotarły do Pyr. Były zaskoczone, widząc normalne życie. Tutaj kobiety były umalowane, w sklepach sprzedawano ciastka, one zaś były głodne. W Pyrach nikt nie chciał ich przyjąć na noc. Ludzie bali się Niemców, przeszukujących domy w poszukiwaniu Powstańców. Nocowały gdzieś na słomie. Potem wędrowały w stronę Babic. Gdy po kilku dniach "Kasia" dotarła do majątku swego wuja w Czaplinie koło Góry Kalwarii, okazało się, że stacjonuje w nim SS.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz