poniedziałek, 5 września 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 5 września 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.



Elektryczna róg Zajęczej
W zachowanych najstarszych budynkach elektrowni na Powiślu pozostało mnóstwo śladów po kulach. Niektóre są "pamiątką" po zniszczeniach w 1939 roku, większość jednak pochodzi z czasów Powstania Warszawskiego.
Elektrownia była jednym z najważniejszych punktów strategicznych, opanowanych przez Powstańców. Zapewniała prąd niemal całemu miastu.
- Niemcy od początku doceniali strategiczne znaczenie elektrowni i od pierwszych dni okupacji przystąpili do zabezpieczenia jej obiektów. Zbudowali cztery duże i dwa małe bunkry (...), umocnili portiernie. Teren przegrodzili zasiekami z drutu kolczastego, tzw. kozłami hiszpańskimi - czytamy w książce Zygmunta Zonika "Elektrownia, reduta Powstania Warszawskiego". Jeden z tych bunkrów można było zobaczyć jeszcze w końcu lat dziewięćdziesiątych XX wieku od strony Wybrzeża Kościuszkowskiego.
Na początku 1943 roku niemiecką załogę elektrowni stanowiło osiemnastu policjantów pod dowództwem Hauptmanna Maschke. W lipcu 1944 obsadę elektrowni znacznie wzmocniono. Zygmunt Zonik wylicza: pluton Wehrmachtu, uzbrojony w dwa cekaemy i czternaście erkaemów, dwa miotacze płomieni, karabiny Mausera i pistolety maszynowe. Jeden z cekaemów znajdował się znajdował się w bunkrze po drugiej stronie Wybrzeża Kościuszkowskiego. Ponadto Niemcy mieli na terenie elektrowni pluton SA oraz stu sześćdziesięciu wartowników ukraińskich, uzbrojonych w karabiny maszynowe i ręczne.
Powstańcy opanowali elektrownię już 1 sierpnia, późnym wieczorem, choć jeszcze przez całą noc wyszukiwano niemieckich żołnierzy, kryjących się m.in. w dołach węglowych i rozległych piwnicach budynku. Produkcja prądu dla powstańczej Warszawy trwała nieprzerwanie.
Wytwarzano tu także broń i amunicję, a na podwoziu chevroleta zbudowano samochód pancerny "Kubuś".
Od 3 września teren zakładu był przez Niemców ostrzeliwany, a 4 i 5 września - silnie bombardowany. Zniszczenia były tak dotkliwe, że produkcja prądu stała zupełnie. Potem na Powstańców ruszyli żołnierze, policjanci i żandarmi z grupy "Heinza" Reinefartha oraz żołdacy Dirlewangera i Schmidta. 5 września o siedemnastej dowódca elektrowni, kapitan Stanisław Skibniewski "Cubryna", podjął decyzję o wycofaniu pozostałych mu żołnierzy w stronę Okólnika.
- Żołnierze przed odejściem zostali zaopatrzeni w płaszcze, buty i mundury. Otrzymali również pieniądze oraz porcje żywności - fasunkiem objęto też wszystkich prawników elektrowni. Chorych ewakuowano wcześniej do szpitala - pisał Zygmunt Zonik.
Ostatnim oddziałem, który opuścił elektrownię, była grupa inżyniera Wincentego Szantyra "Ursyna". Zająwszy zakład, Niemcy natychmiast przystąpili do jego dewastacji. Urządzenia, które nadawały się jeszcze do wykorzystania, wywieźli. Po wojnie niektóre z nich odnaleziono w Nysie.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz