niedziela, 25 września 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 25 września 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Aleje Jerozolimskie (Bahnhofstrasse) przy Brackiej (Ordenstrasse)
We wrześniu 1944  roku, tam, gdzie oś ulicy Brackiej przecina Aleje Jerozolimskie, leżały zwłoki niemieckich żołnierzy, a tuż obok spory wór - zasobnik, niecelnie zrzucony przez Rosjan z kukuruźnika. Jezdnia Alej była terenem niczyim.
- Około 25 września nadarzyła się okazja do przejęcia tajemniczego wora. Otóż codziennie rano, z ukrycia w ruinach Cristalu, przez całą szerokość [ulicy] odzywał się do nas głos. Żołnierz niemiecki znający gwarową polszczyznę witał nas: - "Dziń dobry, chłopoki. Jak wom idzie?" - Z naszej strony padały podobne odpowiedzi i czasami rozmowa zamieniała się w małą dyskusję, bardziej humorystyczną niż napastliwą. Trzeba było przy tym uważać, by nie wychylać się z ukrycia. Rzuciłem dwie propozycje - "Weźta tych swoich, co leżą na ulicy, bo przecież powinniście dbać o kamratów". - "My zaczniemy brać, a wy zaczniecie rąbać" - padła odpowiedź. Na nasze zapewnienie, że wstrzymamy się od strzelania, usłyszeliśmy, że jak przyjdzie Leutnant, to będziemy mogli z nim pogadać. Po pewnym czasie głos z gruzów Cristalu odezwał się ponownie i zapowiedział, że Leutnant jest. Dalszą rozmowę prowadziliśmy przez naszego "tłumacza". Już nie pamiętam, która strona zaproponowała, aby cała akcja sprzątania trupów - a dla nas przeciągnięcia wora - rozpoczęła się od jednoczesnego wyjścia dwóch stron - wspominał Alojzy Pluciński "Dębina" w książce Jana Lissowskiego "Batalion "Sokół"".
Do realizacji zobowiązań doszło następnego dnia o czwartej po południu. Z polskiej strony na środek ulicy wyszedł podporucznik Jan Sobor-Kulągowski "Miki I" z Batalionu "Sokół", z niemieckiej zaś Leutnant w mundurze Waffen-SS. Po oddaniu honorów rozpoczęli rozmowę. Na sygnał, z jednej strony wyszli z ruin Niemcy - po swoich poległych, z drugiej zaś Polacy - po zasobnik. Niemcom zabrakło noszy, więc Powstańcy użyczyli im swoich. Cała akcja trwała kwadrans. W tym czasie "Miki I" spokojnie konwersował z Niemcem.
- Gdy już wszyscy zniknęli w gruzach, na nowo rozpoczęła się strzelanina. Przejęty przez nas zrzutowy worek zawierał w połowie tytoń, a w połowie suchary - wspomina pan Pluciński. 

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz