niedziela, 21 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 21 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Konwiktorska 6
Makabryczne sceny rozegrały się na płycie stadionu Polonii przy Konwiktorskiej. Po nieudanej próbie przebicia się oddziałów powstańczych ze Starówki na Żoliborz w nocy z 21 na 22 sierpnia i połączenia obu dzielnic, przez stadion wycofywali się żołnierze Batalionu "Zośka". Na murawie pozostawili zabitych i rannych. Leżących "zośkowców" Niemcy rozjechali czołgami. Konających kolegów widział z okna pobliskiej kamienicy sierżant podchorąży Stanisław Sieradzki "Świst" z 2. kompanii "Rudy" Batalionu "Zośka".
- Byłem przy Konwiktorskiej, w domu z oknami wychodzącymi na stadion Polonii. Z moim karabinem maszynowym osłaniałem uderzenie chłopców w kierunku Żoliborza. Oczywiście, załamało się, a ja cofnąłem się do budynku. Zająłem stanowisko na pierwszym piętrze. Postanowiłem poczekać cały dzień, do nocy, by z płyty boiska wyciągnąć ciało ciężko rannego przyjaciela Henryka Dąbrowskiego, pseudonim Alfred. Dostał w nogi. Znalazłem go przez lornetkę. Leżał na stadionie niedaleko budyneczków kasowych - opowiadał "Świst" po sześćdziesięciu latach.
Nie udało mu się pójść po przyjaciela.
- Kiedy leżałem na szafie przysuniętej do okna, pod sufitem, żeby mnie Niemcy nie widzieli, doczekałem się dwóch strzałów z broni przeciwpancernej. Pierwszy pocisk uderzył między dwa okna tego pokoju, a drugi wpadł do środka i rąbnął za moimi plecami w ścianę. Wtedy oberwałem siedem odłamków pocisku p-panc. Nieprzytomnego odnalazła mnie nasza dziewczyna, Anna Kołdoń "Anula" z 1. kompanii Batalionu "Zośka". 

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz