wtorek, 16 sierpnia 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 16 sierpnia 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Chmielna (Hopfenstrasse) róg Szpitalnej (Spitslstrasse)
Znana jest fotografia Sylwestra Brauna "Krisa" - oddział Powstańców maszeruje ulicą Chmielną. Migawka uchwyciła uśmiechniętych chłopców, maszerujacych dwójkami. Z balkonów patrzą na nich mieszkańcy kamienicy na rogu Chmielnej i Szpitalnej. Zdjęcie publikowano po wojnie dziesiątki razy i podpisywano najczęściej: "Początek Powstania - grupa "Chwatów" z osłony drukarni maszeruje przez skrzyżowanie Chmielnej ze Szpitalną".
- To jest błąd. Żołnierze na fotografii to nie "Chwaty", ale mój Oddział Osłony Wojskowych Zakładów Wydawniczych - prostuje Wanda Traczyk-Stawska "Pączek", która szła na końcu tej grupy. Dobrze pamięta moment utrwalony przez "Krisa". Był słoneczny ranek 15 lub 16 sierpnia 1944 roku. Oddział wracał po nocnych walkach na Powiślu do swych kwater przy Sienkiewicza i Boduena. Na czele maszerował dowódca, porucznik Edmund Grzywiński "Leon", którego podwładni nazywali "Smoczkiem".
- Byliśmy jednostką w dyspozycji pułkownika "Montera". Walczyliśmy w różnych punktach miasta, wszędzie tam, gdzie potrzebna była pomoc. Akurat tej nocy wezwano nas do elektrowni na Powiślu. Wspieraliśmy atak na stanowiska niemieckie. Rano byliśmy unurzani w węglu, zmęczeni i głodni. Gdy wracaliśmy, dowódca, zamiast na kwaterę, zaprowadził nas do łaźni "Diana" przy Chmielnej. Dlatego na zdjęciu jesteśmy już czyści - wyjaśnia Wanda Traczyk-Stawska.
Po kąpieli oddział prezentował się znakomicie. "Leon" wymyślił, że  na kwaterę wróci z piosenką na ustach. Po nocnej akcji żołnierze śpiewać nie mieli jednak ochoty i burczeli coś pod nosem.
- Dopiero kiedy zobaczyliśmy reakcję ludzi, którzy stawali na chodnikach i wychodzili na balkony, żeby nam pomachać, zaczęliśmy śpiewać pełną piersią. Chyba "Serce w plecaku". Była to ulubiona piosenka naszego poprzedniego dowódcy, który poległ kilka dni wcześniej - wspomina Wanda Traczyk-Stawska. 
"Leon" nie przeżył Powstania - 28 sierpnia zmarł od ran po bombardowaniu kwatery oddziału.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz