poniedziałek, 16 marca 2015

Kim jest Hajota?


Spacerując ulicami często patrzymy na ich nazwy. Gdy noszą one czyjeś nazwisko to w większości wypadków wiemy, lub przynajmniej coś nam się kojarzy, kim ta osoba była, czym sobie na taki zaszczyt zasłużyłam. Zdarza się jednak inaczej, część patronów jest bardzo tajemnicza. O takim właśnie tajemniczym patronie chcemy Wam dziś opowiedzieć.



Wśród wielu cichych uliczek na Starych Bielanach znajduje się jedna, która szczególnie nas dziś interesuje - Ulica Hajoty. Jak podaje Jarosław Zieliński w swojej książce Bielany : przewodnik historyczno-sentymentalny ulica ta istnieje od 1928 roku. Informacja ta znajduje swoje potwierdzenie w książce Jana Kasprzyckiego Korzenie miasta. T. 5, w którym możemy przeczytać bardzo interesujący fragment. 

Właścicielami krasnoludkowych domków byli przeważnie ludzie niezamożni, ale prości i życzliwi, którzy w swych ogródkach chętnie widzieli małych miłośników przyrody. Pozwalali patrzeć z bliska na grządki kwietne i warzywne, na harcujące na swobodzie króliki. Na tym odcinku od alei Zjednoczenia do ulicy Przybyszewskiego nie zetknęliśmy się jeszcze z drutami kolczastymi, masywnym murem, kłódkami i ostrymi psami. Pojawiały się dopiero bardziej na południe, bliżej ulicy Swarzewskiej, Hajoty, Podczaszyńskiego, gdzie stawiali swoje "zamki obronne" posesjonaci bogaci i niezbyt chętni wizytom dzieci (cudzych).

Przyznaję, jako "cudze dziecko", że byliśmy nieznośni, przemądrzali i do szpiku kości nasyceni pogardą wobec wszelkich płotów i zatrzasków. Zdemoralizowały nas opowieści, jaka to była wolność i jak wszystko należało do wszystkich, gdy nie było tych uliczek i domków, zaś tereny dzisiejszych Bielan nazywano "wojskowymi polami ćwiczebnymi". Ba, jeszcze za naszej pamięci, przed samą wojną, starsi posyłali nas do sklepiku spożywczego pani Piotrowskiej nie pod jakiś konkretny adres, tylko po prostu "na pole za Kasprowiczem".

Chodziło zapewne o ulicę Hajoty, której nazwa była dla nas wielce tajemnicza - aż znalazłem w bibliotece ojca książkę, zatytułowaną "Hajota - Jak cień". Była to dość nudna nowelka o jakichś życiowych nieudacznikach, ale nic o Bielanach! Dopiero znacznie później dowiedziałem się, że pseudonimu "Hajota" używała poczytna w latach dwudziestych pisarka, Helena Rogozińska, wdowa po sławnym polskim podróżniku i afrykaniście, Stefanie Szolc-Rogozińskim. Podobno lubiła Bielany i zamierzała się tam pobudować, gdy więc zmarła w 1927 roku, nazwano jej literackim pseudonimem jedną z powstających ulic w nowej dzielnicy.

"Hajota" jest dziś ze szczętem zapomniana. Choć nadal trwa ulica jej imienia, niczego nie potrafią o niej powiedzieć współczesnym mieszkańcom Bielan utytułowani "znawcy" historii Warszawy. 




W tym miejscu warto byłoby powiedzieć kilka słów więcej o tym kim dokładnie była Hajota. Helena Janina Boguska, bo tak brzmi jej prawdziwe nazwisko, urodziła się 16 maja 1862 roku w Sandomierzu. Jej rodzicami byli asesor sądu Jan Bogucki i Emilia z Marczewskich. Po śmierci ojca wraz z matką przeniosła się do Warszawy. Z nauki na pensji Laury Guerin wyniosła wyniosła dobrą znajomość języków obcych. Wiedzę z zakresu literatury, historii i geografii Polski uzupełniła zaś na tajnych kursach prowadzonych przy prywatnej pensji żeńskiej Natalii Porazińskiej. W 1875 roku, pod pseudonimem H.J.B. opublikowała w "Kronice Rodzinnej" fragment debiutanckiej powieści Narcyzy Ewuni. Szybko stała się znana i popularna na salonach, w czym pomagało kontakty m.in. z Doetymą, w domu jej matki bywało również wielu pisarzy. Jej utwory ukazywały się nie tylko w czasopismach, ale również jako wydania książkowe, można pod nimi znaleźć różne jej pseudonimy m.in. Hajota i Lascaro. Kryty zarzucali jej nadmierną melodramatyczność fabuły, sztuczność i konwencjonalność motywów. Poza licznymi własnymi utworami zajmowała się ona również tłumaczeniami pisarzy francuskich i angielskich. 

W 1888 roku poślubiła słynnego podróżnika Stefana Szolc-Rogozińskiego. Po ślubie wyruszyli razem w podróż do Afryki. Mieszkała w tym czasie na wyspie Fernando Po w Zatoce Gwinejskiej, brała udział w wyprawach do Afryki Środkowej, jako jedyna kobieta wzięła udział w wyprawie na szczyt Clarence Peak na Fernando Po. W drodze powrotnej do Warszawy, wróciła w 1891 roku, wygłosiła odczyty na temat wyprawy w Madrycie, Rzymie, Neapolu i Paryżu. Dzięki temu została członkiem Towarzystwa Geograficznego w Madrycie i Towarzystwa Afrykańskiego w Neapolu. W 1892 roku uzyskała separację z mężem. Rok później ukazał się tom nowel Z dalekich lądów, który w odróżnieniu od pozostałych utworów należących do tego cyklu zyskał pochlebne recenzje krytyków. Wszystkie za to cieszyły się dużą popularnością wśród czytelników. W 1896 roku w katastrofie ulicznej w Paryżu zginął jej mąż.

W latach 1894-1898 wypowiadała się przeciwko ówczesnym demonstracjom patriotycznym. Sama jednak w okresie obchodów Mickiewiczowskich wzięła udział w organizowaniu i wygłaszaniu nielegalnych odczytów. W 1900 roku włączyła się do ruchu emancypacji kobiet. W 1904 roku wyszła za architekta Tomasza Pajzderskiego, który zmarł cztery lata później. W 1907 roku podczas pierwszego zjazdu kobiet polskich, który odbył się z okazji jubileuszu Elizy Orzeszkowej, pracowała w sekcji prawno-politycznej i literacko-artystycznej. W czasie I wojny światowej działała w Towarzystwie Pomocy Ofiarom Wojny. Po jej zakończeniu powróciła do działalności literackiej. Zmarła w Warszawie 4 grudnia 1927 roku i pochowana została na Cmentarzu Powązkowskim w kwaterze 73.



Na koniec nie pozostaje nam nic innego jak zaprosić Wan na spacer, a w zasadzie nawet dwa. Pierwszy na pewną cichą uliczkę na Starych Bielanach. Drugi zaś na Powązki, gdzie w skromnej mogile spoczywa nieco zapomniana Hajota.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz