czwartek, 30 stycznia 2014

Rogatki Grochowskie


Tym razem chcemy zabrać naszych czytelników na prawy brzeg Wisły. To tu, u zbiegu Grochowskiej i Zamoyskiego, od prawie dwustu lat stoją dumnie rogatki grochowskie, czasem zwane też moskiewskimi.

Historia warszawskich rogatek rozpoczyna się w 1770 roku. Wówczas to podjęto decyzję o otoczeniu miasta wałami, które przeszły do historii jako Okopy Lubomirskiego. Stanowią one niezwykle ważny element dziejów miasta, dlatego mamy nadzieję napisać Wam o nich w osobnym poście. Dla dzisiejszej opowieści istotny jest rok 1815 kiedy to Rosjanie zabrali się za ich odbudowę. Podjęto wówczas decyzję o wybudowaniu przy głównych drogach wychodzących z miasta po dwie rogatki. Na Pradze poza opisywanym dziś przez nas grochowskimi powstają jeszcze golędzinowskie i ząbkowskie. Po drugiej zaś stronie Wisły : marymonckie, powązkowskie, wolskie, jerozolimskie, mokotowskie i czerniakowskie. Do naszych czasów dotrwały nieliczne. 


Wróćmy jednak do naszych dzisiejszych bohaterek. Rogatki grochowskie, podobnie jak i pozostałe, zaprojektował słynny architekt Jakub Kubicki. Charakterystyczny dla tych klasycystycznych budowli jest wgłębiony portyk, który wieńczy tympanon podtrzymywany przez cztery kolumny jońskie. Nad oknami w półkolach znajdują się płaskorzeźby o militarno-antycznej tematyce. Podobne znajdują się również na bocznych ścianach i wewnątrz portyku. Miało to miejsce w 1823 roku wraz z ukończeniem Szosy Brzeskiej, obecnie ulicy Grochowskiej. Była to wówczas pierwsza bita droga w Królestwie Polskim. W jednym z dwóch budynków urzędował dozorca policyjny przez co budynek ten pełnił rolę strażnicy. Okopy kontrolowane były również po zmroku. W drugim zaś poborca opłat skarbowych, który kontrolował i pobierał opłaty za towary. Do czasu powiększenia terenu Warszawy rogatki wyznaczały granicę miasta. 



W czasie bitwy pod Olszynką Grochowską, 25 lutego 1831 roku, stacjonowała nieopodal rogatek polska jazda pod dowództwem generała Tomasza Łubieńskiego. Odmawiając wykonania rozkazu ataku na Rosjan zniweczył on szanse na zwycięstwo. Pod koniec tej samej bitwy to stąd ruszyła szarża 2 pułku ułanów dowodzonego przez generała Ludwika Kickiego rozbijając oddział rosyjskich kirasjerów. W początkach XX wieku nieopodal znajdował się przystanek wąskotorowej kolei Jabłonowskiej. Stacja nosiła wówczas nazwę Rogatki Moskiewskie, a linia łączyła Jabłonną z Karczewem. Została ona wysadzona w powietrze w 1915 roku przez wycofujące się oddziały rosyjskie. Nowa, funkcjonująca od 1916 roku, stacja nosiła nazwę Kamionek. Niektóre źródła podają, że był to nowy budynek, inne zaś, że mieściła się ona w budynku samej rogatki. W swej historii rogatki przetrwały wiele bitew ze wszystkich wychodząc cało. 



W okresie powojennym okazało się, że niedaleka odległość rogatek od siebie blokuje ruch w tej części miasta. W 1961 roku przy okazji poszerzania ulic Zamoyskiego i Grochowskiej zdecydowano o przesunięciu jednej z rogatek. Na specjalnie zaprojektowanych szynach północna rogatka pokonała wówczas 10,5 metra. Było to pierwsza, ale nie ostatnie przesunięcie budynku, którego dokonano w Warszawie. Również o innych obiektach tego typu wkrótce Wam opowiemy. Po latach okazało się, że była to słuszna decyzja, która zapobiegła niszczeniu tego zabytku. Mniej szczęścia miała pozostawiona na miejscu rogatka południowa. W końcu zdecydowano również o jej przesunięciu o ponad 8 metrów, nastąpiło to 18 czerwca 2001 roku po 4 latach przygotowań i rozbiórce 2 kamienic należących do sąsiednich zakładów. Na ulicy i chodniku pozostał oznaczony klinkierem ślad po dawnej lokalizacji. 

W 1998 roku miał miejsce generalny remont rogatki północnej, w 2001 roku zaś południowej. Dokonano wówczas niezbędnych napraw, uzupełniono braki w sztukaterii, a także przywrócono historyczny układ wnętrz. Obecnie w jednej z rogatek znajduje się salon sukien ślubnych. W drugiej zaś ulokowała się Pijalnia Czekolady Rogatka. Nie będzie pewnie zaskoczeniem, że jest to jedna z sieci Pijalni Wedla. Fabryka tej firmy znajduje się tu od wielu lat, a zapach czekolady roznosi się po całej okolicy. 

Na koniec nie pozostaje nam nic innego jak zaprosić wszystkich na spacer. Wydaje nam się, że zimowa aura nikogo nie wystraszy, a wszyscy zmarznięci wiedzą już gdzie i przy czym najlepiej się ogrzać. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz