wtorek, 16 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 16 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


16 maja - niedziela
W ciągu dnia formacje niemieckie powadzą nadal poszukiwania ukrywających się Żydów.

O godz. 20.15 słychać w całym mieście potężny wybuch: "wielką akcję" (Grossaktion) w getcie warszawskim zakończył Stroop wysadzeniem w powietrze budynku warszawskiej Wielkiej Synagogi przy ul. Tłomackie. Zabytkowa budowla obrócona zostaje w ogromny stos gruzów.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

niedziela, 14 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 14 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


14 maja - piątek
Na murach rozplakatowano obwieszczenie gubernatora Dystryktu Warszawskiego Fischera, które "stwierdza działalność komunistów w Warszawie, - jak zanotował w swej kronice Ludwik Landau - wskazuje jako na ich gniazdo na getto, tym uzasadnia (po raz pierwszy ujawnione w druku oficjalnym!) niszczenie getta, które będzie dalej prowadzone, i apelując do poczucia konieczności obrony przed nalotami bolszewickimi życia i mienia własnego i współobywateli, wzywa do denuncjowania bez jakichkolwiek skrupułów moralnych Żydów i komunistów". "Na murach miasta ukazało się obwieszczenie gub. Fiszera [sic], - komentuje konspiracyjny "Biuletyn Informacyjny" (20 V 1943, nr 20) - rozwodzące się nad zbrodniami Żydów i zapowiadające całkowite zniszczenie "dzielnicy żydowskiej". Obwieszczenie to poza beznadziejną głupotą i wielkim brakiem logiki jest również przyznaniem się czarno na białym do popełnionych zbrodni, które propaganda niemiecka za granicą stara się przypisać Polakom".

W getcie formacje wojskowe SS i policji ponoszą straty w walce ze stawiającymi tam zbrojny opór zorganizowanymi grupami bojowymi.

"W starciach zastrzelono około 30 bandytów oraz ujęto 9 Żydów i bandytów, którzy należeli do zbrojnej bandy - raportuje Stroop. - W nocy zlikwidowano jeden bunkier, Żydów ujęto i zdobyto pewną liczbę pistoletów, m.in. 12-kalibrowe. W pewnym bunkrze, który był obsadzony przez około 100 osób, udało się zdobyć 2 karabiny, 16 pistoletów, granaty ręczne i zapalające. Niektórzy z broniących się bandytów nosili różne niemieckie mundury wojskowe, niemieckie hełmy stalowe i metalowe kubki. Oprócz karabinów zabrano 60 nabojów niemieckiej amunicji karabinowej. 1 oddział szturmowy stoczył z 10-14-osobową bandą walkę na dachach domów na skraju getta (część aryjska). Bandyci zostali zlikwidowani bez strat po naszej stronie."

W godzinach popołudniowych w obecności SS-Gruppenführera Maximiliana von Herffa, szefa Głównego Urzędu Personalnego SS, otwarto 183 włazy do kanałów i wrzucono tam równocześnie świece dymne, aby zmusić ewentualnie ukrytych tam bojowników żydowskich do wyjścia na powierzchnię.

"W sumie ujęto dzisiaj 398 Żydów, prócz tego zastrzelono w walce 154 Żydów i bandytów. Ogólna liczba ujętych Żydów wzrosła przez to do 55 731" - melduje Stroop.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

sobota, 13 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 13 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


13 maja - czwartek
W toku dalszego przeszukiwania dużego i małego getta przez niemieckie formacje policyjne SS i oddział saperów Wehrmachtu zatrzymano 234 Żydów, a w walce zastrzelono 155 Żydów.

"Okazało się w dniu dzisiejszym, ze obecnie ujęci Żydzi i bandyci należą do tzw. grup bojowych - melduje Stroop. - Są to przeważnie młodzi chłopcy i dziewczyny w wieku 18-25 lat. Przy likwidacji jednego bunkra wywiązała się regularna walka, w trakcie której Żydzi nie tylko strzelali z pistoletów 08 i polskich pistoletów Vis, lecz również obrzucali żołnierzy formacji wojskowych SS polskimi ręcznymi granatami jajowatymi. Po ujęciu części załogi bunkra, kiedy zamierzano ją zrewidować, jedna z kobiet, jak to już często bywało, sięgnęła błyskawicznie pod spódnicę i wyciągnęła ze swych szarawarów ręczny granat, który odbezpieczyła i rzuciła pod nogi żołnierzy mających ją rewidować, przy czym sama błyskawicznie uskoczyła w bezpieczne miejsce." 

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

piątek, 12 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 12 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


12 maja - środa
W getcie wydobyto z bunkrów i kryjówek dalszych 663 Żydów i 133 Żydów zastrzelono. Ogólna liczba ujętych wzrosła w ten sposób do 54 463.

"Następnie dzisiaj wzmocniono kordon otaczający małe getto na Prostej i zniszczono je ogniem - odnotował Stroop. - Prawdopodobnie zginęła w płomieniach większa liczba Żydów. Ponieważ jednak przed nastaniem ciemności pożar jeszcze nie wygasł, nie można było pod tym względem poczynić dokładnych ustaleń. Jeden betonowy dom na ul. Prostej, z którego wyciągnięto Żydów, został zniszczony przez wysadzenie w powietrze w celu uniemożliwienia bandytom użycia go później jako punktu oporu."

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

czwartek, 11 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 11 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


11 maja
Formacje hitlerowskie przeszukujące nadal getto wykrywają tam i niszczą dalszych 47 bunkrów.

"Ujęto ogółem 931 Żydów i bandytów, zastrzelono 53 bandytów. Dalsi stracili życie w wysadzonych w powietrze bunkrach i przy zniszczeniu ogniem pewnego bloku domów. Ogólna liczba ujętych dotychczas Żydów wzrosła do 53 667" - melduje Stroop.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

środa, 10 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 10 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


10 maja 
"Wszystko dalej obraca się koło sprawy niszczenia resztek Żydów - notuje Ludwik Landau. - Pożary nie są już tak wielkie, ale ciągle jeszcze w różnych punktach getta trwają. Po nocach dochodzą stamtąd odgłosy ożywionej kanonady, a dziś w dzień słychać było jakieś głośne wybuchy, jakby tam coś wysadzano w powietrze. W reszcie miasta zaś trwa polowanie na Żydów. Zaczepiany jest każdy, kto gestapowcowi, Łotyszowi czy jakiemuś Niemcowi (albo nie-Niemcowi) amatorowi wydają się podobnym do Żyda - i żadne tłumaczenia czy papiery nie pomagają: egzekucja odbywa się na miejscu. Nie jest więc rzadkością napotykanie w różnych dzielnicach leżących na ulicach zwłok - wyników takich egzekucji."

"Droga kanałami trwała całą noc - Marek Edelman wspomina ewakuację niedobitków Żydowskiej Organizacji Bojowej z getta, przeprowadzoną przy pomocy Gwardii Ludowej PPR. - W kanałach napotykamy wciąż na zasieki, które porobili tu przewidujący Niemcy. Włazy pozasypywane są gruzem. W przejściach wiszą granaty, które przy dotknięciu natychmiast wybuchają. Co pewien czas Niemcy wpuszczają gaz trujący. W tych warunkach w kanale wysokim na 70 cm, gdzie nie można się wyprostować a woda sięga do ust, czekamy 48 godzin na wyjście. Co chwilę ktoś mdleje. Najbardziej męczy pragnienie. Niektórzy piją gęstą, szlamowatą wodę kanału. Sekundy trwają miesiące. 10 maja o godzinie 10 rano przez właz na ul. Prostej róg Twardej zajeżdżają dwa ciężarowe samochody. W biały dzień bez żadnej prawie obstawy [...] otwiera się klapa włazu i jeden po drugim w oczach zdumionego tłumu wychodzą z czarnej jamy Żydzi z bronią w ręku (w owym czasie już samo widok Żyda jest sensacją), nie wszyscy zdążą się wydostać. Gwałtownie, ciężko zatrzaskuje się klapa włazu - pełnym gazem odjeżdżają samochody."

Stroop melduje swym przełożonym o tym samym wydarzeniu:
"Dzisiaj o godz. 9:00 jakiś samochód ciężarowy podjechał do włazu kanalizacyjnego przy ul. Prostej. Jakiś człowiek z tej ciężarówki spowodował wybuch 2 granatów ręcznych, co było znakiem dla oczekujących tam w pogotowiu bandytów do wydostania się z kanału. Bandyci i Żydzi - znajdują się wśród nich wciąż jeszcze polscy bandyci - którzy byli uzbrojeni w karabiny, ręczną broń palną oraz lekki karabin maszynowy, wsiedli do ciężarówki i odjechali w nieznanym kierunku. Ostatni człowiek z tej bandy, który stał na straży przy kanale i miał za zadanie zasunąć pokrywę włazu kanalizacyjnego, został schwytany. On to udzielił powyższych informacji. Wyjaśnił on, że większa część bandy, podzielonej na poszczególne grupy bojowe bądź została zastrzelona w walce, bądź też sama zadała sobie śmierć ze względu na beznadziejność walki. Wszczęty za ciężarówką pościg nie dał dotychczas pozytywnego wyniku."

Uciekinierzy chronią się tymczasem w lesie koło Łomianek.

Na terenie getta ujęto w ciągu dnia żywcem 1183 Żydów a zastrzelono 187 "bandytów" i Żydów. Według zestawień Stroopa, "ogólna liczba dotychczas ujętych Żydów wzrosła do 52 683."

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

Premiera "Zamków i Pałaców" z cyklu Echa Dawnej Warszawy


Jakiś czas temu, w pewien piątkowy wieczór, w jednej ze stołecznych księgarni Świata Książki, miała miejsce premiera kolejnego tomu z cyklu Echa Dawnej Warszawy. Najnowsza z publikacji w tej serii została w całości poświęcona jednym z najpiękniejszych obiektów architektonicznych, jakim z pewnością są zamki i pałace.

Tym razem autora książki w osobie Radosława Głowackiego przepytywał w imieniu potencjalnych czytelników Krzysztof Jaroszyński, którego świetnie kojarzyć może publiczność kabaretowa. A szczególnie fani kabaretu "Pod Egidą", "Dwójki bez sternika" czy kultowego cyklu "60 minut na godzinę". Jednak wracając do samej premiery książki, to obu rozmówców łączy fakt bycia mężami znanych żon, czyli odpowiednio Karoliny Głowackiej i Elżbiety Zającówny. Choć oczywiście sami na swoim koncie też mają odpowiedni dorobek w swoich dziedzinach. Co tu dużo mówić, panowie z łatwością znaleźli wspólny język, co przełożyło się na dobrą atmosferę wydarzenia.



Jak łatwo przewidzieć rozmowa koncentrowała się wokół bohaterów książki, czyli zamków i pałaców, obecnych w przestrzeni miejskiej stolicy. Warto tu zauważyć, że redakcja wydawnictwa Skarpy Warszawskiej, po raz kolejny bardzo dobrze dobrała prowadzącego spotkanie. Ku lekkiemu zaskoczeniu widowni, prowadzący rozmowę nie poszedł łatwo przewidywalną ścieżką dowcipu, czy prostej anegdoty - ale skupił się na merytorycznej stronie omawianej publikacji. Dobre przygotowanie pana Krzysztofa, ale też i zapewne wysoka świadomość miasta, jego topografii i losów - umożliwiła bardzo ciekawą rozmowę, choć zaznaczmy, że temat mimo swej popularności wcale do łatwych nie należał.



W programie organizatorzy przewidzieli jak zwykle niespodziankę w postaci konkursu. Jednak jego losy często były narażone na szwank, przez poprzedzającą go rozmowę. W toku pytań i odpowiedzi zarówno jedna, jak i druga strona wielokrotnie niebezpiecznie zbliżała się do zagadnień, które miały być poruszone w pytaniach do publiczności. Z kolei sama rozmowa poruszyła tak wiele wątków, że widownia początkowo miała problem, o co by tu zapytać - skoro o tak wielu rzeczach można było się już dowiedzieć, nim się rozpoczęło lekturę. My także, nie chcemy zdradzać zbytnio szczegółów by nie odebrać przyjemności z odkrywania zawartości tej publikacji. Dość powiedzieć, że mowa była nie tylko o tym co na co dzień można zobaczyć podczas spacerów po ulicach stolicy, ale także o wielu z obiektów, których już na mapie Warszawy nie ma.


Jednak dało się zauważyć na sali takich czytelników, co nie mogli oprzeć się pokusie i oddawali się ulubionemu nałogowi pochłaniania ledwo co zakupionej przed chwilą - nowej książki już w trakcie trwania samego spotkania z jej autorem. Tymczasem zaczął się konkurs. Jak zwykle obiecaliśmy sobie, że będziemy fair i damy szansę na wzięcie udziału w zabawie głownie innym z przybyłych gości. Jednak gdy pytania robiły się coraz trudniejsze, emocje zaczęły brać górę nad chłodnym rozsądkiem i nieoczekiwanie dla nas samych, wyrwała nam się jedna z prawidłowych odpowiedzi, co nie przeszło niezauważone i do naszej kolekcji warszawskich antystresowych kolorowanek dołączyła wersja anglojęzyczna. Z tego miejsca gratulujemy wiedzy wszystkim uczestnikom zabawy, albowiem wielokrotnie trzeba było się wykazać sporą wiedzą oraz refleksem, by zdobyć nagrodę.



Kiedy pula pytań, zagadek, dobrych odpowiedzi i nagród została wyczerpana, nadszedł upragniony dla wielu moment czyli możliwość otrzymania autografu od autora publikacji. Kolejka oczywiście karnie ustawiła się wzdłuż rzędu krzeseł, by przy okazji zdobywania dedykacji, zamienić także kilka słów z pisarzem, a nawet zrobić sobie z nim zdjęcie. Oczywiście, gdyby ktoś z czytających naszą relację, miał teraz pożałować braku swojej obecności, na spotkaniu - to śpieszymy z dobra informacją, by nie tracić nadziei. Jest jeszcze szansa, na zdobycie egzemplarza z autografem, zarówno "Zamków i Pałaców", jak i pozostałych książek z serii Echa Dawnej Warszawy. Wystarczy udać się do księgarni Świata Książki przy skrzyżowaniu alej Solidarności i Jana Pawła II, podczas ostatniej wizyty przed kilkoma dniami, jeszcze kilka egzemplarzy tego typu było dostępnych.


A gdyby jednak i to się nie udało, to być może będzie okazja na zbliżających się powoli Warszawskich Targach Książki. Z pewnością Skarpa Warszawska, tak jak i inne zacne wydawnictwa, będzie tam obecna, a być może wśród odwiedzających poszczególne stoiska, także spotkacie i Nas. Tak więc do zobaczenia już wkrótce, a tymczasem jak zwykle zachęcamy by nie zrażać się zmienną aurą i wyruszyć na spacer. Warszawa w swym pięknie zamków, pałaców, ale także kościołów i kaplic oraz innych budynków i budowali, jest warta oglądania na własne oczy !!