piątek, 25 listopada 2016

XXV Targi Książki Historycznej


Przyszła jesień, a wraz z nią kolejna, już XXV, edycja Targów Książki Historycznej. Jak co roku oczywiście nie może nas tam zabraknąć. Tym razem postanowiliśmy wybrać się już pierwszego dnia, tak by uniknąć największych weekendowych tłumów. 




W tegorocznej edycji bierze udział ponad 220 wystawców, którzy prezentują kilka tysięcy pozycji. W ten weekend w Arkadach Kubickiego znajdziemy aż 130 stoisk, które szczelnie wypełniają całą dostępną przestrzeń. Do tego stopnia, że nie tylko część wydarzeń odbywać się będzie również w salach zamkowych, a także w zamkowych ogrodach, w których ustawiono namiot mieszczący kawiarnię i salę konferencyjną. Targom towarzyszą też: VII Salon Książki Muzealnej, V Salon Bibliotek oraz Salon Książki Ukraińskiej, który jest tegoroczną nowością. Jak co roku niezwykle bogata jest oferta imprez towarzyszących, ich pełen spis znajduje się na stronie internetowej Targów.  





Jak co roku Porozumienie Wydawców Książki Historycznej doceniło wkład polskich autorów w popularyzację historii oraz wydawców literatury historycznej przyznając Nagrodę „KLIO”. W obecnej edycji jury miało do rozpatrzenia 180 propozycji książek wydanych w latach 2015-2016. W tym miejscu warto przedstawiać tych, którzy zostali docenieni.

W kategorii autorskiej i monografii naukowych przyznano:

Nagrodę I stopnia:
  • Zbigniew Ogonowski – za książkę Socynianizm. Dzieje. Poglądy. Oddziaływanie (Instytut Historii Nauki im. Ludwika i Aleksandra Birkenmajerów PAN, Towarzystwo Naukowe Warszawskie, Oficyna Wydawnicza ASPRA)
Dwie Nagrody II stopnia:
  • Andrzej Nowak – za książkę Pierwsza zdrada Zachodu. 1920 – zapomniany appeasement. (Wydawnictwo Literackie)
  • Tadeusz Wolsza – za książkę „To co widziałem przekracza swą grozą najśmielsze fantazje”. Wojenne i powojenne losy Polaków wizytujących Katyń w 1943 roku (Instytut Historii PAN, Wydawnictwo Neriton, Polskie Towarzystwo Historyczne)
W kategorii edytorskiej:

Sześć równorzędnych wyróżnień otrzymują:
  • Centralna Biblioteka Wojskowa im. Marszałka Józefa Piłsudskiego za książkę Plakat wojskowy w zbiorach specjalnych CBW
  • Instytut Pamięci Narodowej. Oddział w Białymstoku za książkę Nowe zniewolenie. Obława Augustowska lipiec 1945
  • Międzynarodowe Centrum Kultury za książkę Katedra ormiańska we Lwowie i jej twórcy
  • Narodowe Centrum Kultury za książkę Ludzie „Kultury” o sobie
  • Wydawnictwo Arkady za książkę Dzieje Polski w obrazach
  • Wydawnictwo BOSZ za książkę Zapomniana wojna 1914–1918. Front wschodni
W kategorii varsaviana:

Pięć równorzędnych nagród:
  • Agnieszka Cubała za książkę Sten pod pachą, bimber w szklane, dziewczyna i… Warszawa. Życie codzienne powstańczej Warszawy (Bellona SA)
  • Aleksander Łupienko za książkę Kamienice czynszowe Warszawy 1864–1914 (Instytut Historii PAN)
  • Tadeusz Ruzikowski za książkę Międzyzakładowy Robotniczy Komitet „Solidarności” Warszawa Nie?pokonana (Instytut Pamięci Narodowej)
  • Magdalena Stopa za książkę Przed wojną i pałacem (Dom Spotkań z Historią)
  • Hanna Węgrzynek za książkę Regestr osób żydowskich spisany w miesiącu styczniu roku 1778 w Warszawie (Instytut Historii PAN, Centrum im. Anielewicza Instytut Historyczny UW)




Wszystkich zainteresowanych książkami historycznymi bardzo gorąco zachęcamy do odwiedzenia Targów. Potrwają one jeszcze do niedzieli, każdy powinien więc zdążyć. Wybór jest bardzo duży co w połączeniu ze zbliżającymi się powoli świętami może dać gotowe prezenty pod choinkę. Nasza kolekcja wzbogaciła się nie tylko o kilka ciekawych pozycji, ale również o katalogi publikacji, które mogą być dobrym przewodnikiem, do poszukiwania ciekawych promocji konkretnych tytułów. My mieliśmy tylko 45 minut, a i tak wyszliśmy z całym naręczem a właściwie dwoma książek w bardzo okazyjnych cenach. Tak więc życzymy pomyślnych łowów i kto wie, być może jeszcze się na Targach zobaczymy !!


sobota, 19 listopada 2016

Utracone miasto Warszawa wczoraj i dziś - premiera albumu niezwykłego


Wczoraj znów dane nam było odwiedzić siedzibę największej warszawskiej księgarni z sieci Świata Książki. Jak się zapewne domyślacie stało się to za sprawą wydawnictwa Skarpa Warszawska i to kolejny już raz. Jednak tym razem premierowe spotkanie nie dotyczyło nowej książki z serii "Echa dawnej Warszawy" ale albumu, na który jak zdradził w czasie spotkania Rafał Bielski - szef wydawnictwa, przyszło i Im i Nam czytelnikom, czekać aż 5 lat. To czekanie jednak sprawiło, że faktycznie udało się stworzyć coś zupełnie nowego, a w zasadzie trafniej rzecz ujmując, udało się ustalić zupełnie nowy poziom jeśli chodzi o wydawanie albumów o dawnej Warszawie.


Na czym ta innowacyjność polega? Mianowicie bynajmniej nie na złożeniu w jednym wydawnictwie starych i nowych fotografii tych samych miejsc czy kadrów w Warszawie przedwojennej i współczesnej. Tą nowością jest poziom szczegółowości opisów poszczególnych zdjęć. Punktem wyjścia do stworzenia publikacji był olbrzymi, jeśli nie największy zbiór pocztówek przedstawiających stolicę z okresu przed 1939 r., który udało się zgromadzić wytrawnemu znawcy widoków miasta z tamtych czasów jakim jest Rafał Bielski. Jednak samo to było jeszcze za małym przyczynkiem, do powstania nowej jakości. Tym drugim sprawcą był Jakub Jastrzębski, ze swoją głęboką znajomością detali i niuansów, po których można dokonać bardzo precyzyjnego datowania warszawskich fotografii. To właśnie jego pasji i umiejętnościom dochodzenia do możliwie jak najlepszego opisu także pod względem umiejscowienia na planach dawnej stolicy poszczególnych obiektów, w dużej mierze ów album zawdzięcza swoją wyjątkowość. Trzecim ze współautorów dzieła jest Grzegorz Krawczak, który podjął się trudnego wyzwania odtworzenia w możliwie najbardziej wierny sposób kadrów z dawnych pocztówek w ujęciach ze współczesnej Warszawy.



Teraz zaś słów kilka wypada rzec o samym dziele, skoro już było ono wspomniane jako wyjątkowe. Po pierwsze, na dużą pochwałę zasługuje doskonałe wyważenie, w doborze samych zdjęć, jak i formy ich prezentacji. Duże powiększenia umożliwiają czytelnikowi niejako samodzielną zabawę w detektywa i poszukiwanie ciekawych detali na reprodukowanych pocztówkach. Dużym ułatwieniem są ramki z numerami wskazujące te cechy charakterystyczne które umożliwiły wspomniane wcześniej precyzyjne wydatowanie danego zdjęcia. Jak chociażby jaką rolę odgrywał rodzaj nawierzchni i o czym on nam dziś mówi na danym zdjęciu. Całość jest bardzo ciekawie opracowana pod względem graficznym i kolorystycznym. Co sprawia, że można to wydawnictwo traktować na kilku poziomach i ma szansę ono zgodnie z zamysłem wydawcy trafić do możliwie szerokiego kręgu odbiorców. Zarówno tych co Warszawę przedwojenną znają już całkiem nieźle, jak i tych co dopiero zaczynają swą przygodę z poznawaniem tego zupełnie innego miasta. Ten balans informacji czasem zupełnie wydawało by się oczywistych, a czasem zaskakujących czytelnika pozwala skupić się na tym co najważniejsze, czyli na takim ćwiczeniu wyobraźni przestrzennej, Można sobie wyobrazić jak to miasto wyglądało w całości i jak wyglądało by współcześnie - album ten jest ku temu doskonałą pomocą. Jednak zostawia sporo miejsca do tego by ruszyć głową i dopasować nasze wyobrażenia do tego jak się naprawdę poszczególne rzeczy miały. Co więcej pozwala czytelnikowi zakochać się w Warszawie zarówno tej której już nie ma, jak i tej współczesnej i się z nią utożsamić. Niejako ją oswoić i zrozumieć czemu dziś wygląda tak, a nie inaczej szczególnie jej ścisłe centrum. 


Kto zechce z łatwością odnajdzie tu wskazówki, gdzie jeszcze można tę starą Warszawę zobaczyć na żywo, choć w niewielkich, czasami nawet najmniejszych jej ocalałych fragmentach. Jak chociażby to co nam zostało po jednym z Warszawskich dworców kolejowych na Pradze, a dziś mieści w sobie tak prozaiczną agendę handlową jak skup złomu. Będziemy mogli też zobaczyć jak wyglądała niedziela na stołecznych ulicach, a także jak wyglądał mokry wieczór na jednej z dobrze znanych warszawskich arterii. Z albumu tego można się dowiedzieć nie tylko o tym co kiedyś istniało, a już go nie ma, ale także i o tym co miało zaistnieć lecz nie doczekało się realizacji mimo nawet bardzo zaawansowanych działań w tym kierunku, jak choćby figura Chrystusa Króla na jednym ze znanych i bardzo uczęszczanych placów miasta. To tak tyle pokrótce o samej publikacji, nad którą się jeszcze być może pochylimy w osobnym poście, lecz dajcie nam trochę czasu, skoro sam szef wydawnictwa nad pierwszymi kilkunastoma stronami jak przyznał spędził kilka ładnych godzin analizując zdjęcia i informacje, to i Nam wypada zatrzymać się nad nimi dłużej w osobnym wpisie.



Wracając do wydarzenia jakim było spotkanie premierowe, to trzeba przyznać organizatorom, że nie ulegają pokusie sztampowości i zawsze czymś zaskakują przybyłych gości. Tym razem zaskoczenia były dwa. Po pierwsze postać konferansjera, albowiem okazał się być nim słynny i dobrze znany z ekranów telewizorów "Pan Lotto", czyli Ryszard Rembiszewski. Nienaganna prezencja i maniery wraz z jakże ciepłą i charakterystyczną barwą głosu, to naprawdę oprawa z najwyższej konferansjerskiej półki połączona z latami doświadczenia w budowaniu kontaktu z widzami. Wszytko to sprawiało, że spotkanie przebiegało płynnie i w niezwykle miłej atmosferze. 




A zaskoczenie numer dwa ? Tu dla odmiany gadżet ale z tych retro, prosty i przydatny zarazem, a także dosyć niebanalny choć kiedyś chyba całkiem powszechny - drewniana zakładka do książki  wypalonym wizerunkiem zbliżenia na figurę króla Zygmunta z kolumny na Krakowskim Przedmieściu oraz logo wydawnictwa Skarpa Warszawska. Zakładki te były do wygrania w mini-konkursie podczas trwania spotkania, polegającym na trafnym określeniu umiejscowienia obiektów z przedwojennych pocztówek stolicy. Innym sposobem na ich otrzymanie było cierpliwe odstanie we wcale nie małej kolejce po autografy trzech wspomnianych autorów albumu. Co i Nam się uczynić szczęśliwie udało.

Na koniec nie pozostaje Nam nic innego, niż zaprosić Was do tego by wyjść z domu, bogatsi o wiedzę zawartą w tym wydawnictwie i spróbować samemu odwiedzić choć kilka z przedstawionych w nim lokalizacji. Głęboko wierzymy, że Warszawy nie da się poznać jedynie z za biurka czy z pozycji miękkiego fotela doskonałego do czytania książek. Trzeba ruszyć w miasto, by się w Nim zakochać, a przecież dużo łatwiej żyć na co dzień z kimś kogo się kocha.

piątek, 11 listopada 2016

Święto Niepodległości na Strzelnicy


Polskie Święto Niepodległości wypada na jesieni, tak się jakoś opatrznościowo to złożyło. Stąd przez wiele lat można było tu i ówdzie usłyszeć ubolewania z powodu tego faktu i propozycje by może te radosne obchody przenieść jednak na jakąś datę w cieplejszej części roku. Pomysły były różne, jedne lepiej inne gorzej uargumentowane. Jednak to nie nad nimi chcemy się dziś pochylić. Dziś chcemy zabrać Naszych czytelników na piknik. W Listopadzie? Piknik ? Tak !! Jak najbardziej. I to jeszcze jaki !

Mówimy tu o IV Pikniku Patriotycznym  zorganizowanym i obywającym się na obiektach Związkowego Klubu Strzeleckiego, potocznie przez Bielańczyków i innych Warszawiaków zwanego Hutnikiem. Dla Nas był to już kolejny raz gdy świetnie spędziliśmy czas, wśród dymu, prochu, huku strzałów - oglądając różnego rodzaju wystawy i ekspozycje, a także mając możliwość postrzelania z różnych rodzajów broni.




Trzeba przyznać, że organizatorzy bardzo dobrze przemyśleli całą koncepcję imprezy i przygotowali różnego rodzaju aktywności związane z tematyką strzelectwa sportowego. 

Można było zarówno zobaczyć prezentacje różnego rodzaju egzemplarzy broni długiej i krótkiej, z różnych epok historycznych i to nie tylko palnej, ale też i białej. Były pałasze i szable oficerskie, a także bagnety osadzane na karabinach. Można było również zobaczyć i dotknąć szczególnego rodzaju polską broń szlachecką zwaną nadziakiem, którym jak głosi legenda Piekarski zaatakował króla Zygmunta III Wazę. Ale to znów temat na inną opowieść, którą być może przekażemy Wam w innym poście. 





Na ekspozycji dominowała rzecz jasna broń palna różnego typu. Począwszy od pistoletów skałkowych, rewolwerów Colta, małych egzemplarzy wielolufowych dla szulerów karcianych lub dam z dzikiego zachodu, aż po konstrukcje już z najnowszej epoki czyli drugiej połowy XX i początków XXI jak chociażby karabinki szturmowe RAK i karabiny snajperskie. Oczywiście był też ulubiony pistolet Jamesa Bonda czyli Walter PPK i Beretta oraz kultowy polski VIS, ale także i karabinki SKS wykorzystywane do niedawna przez kompanię reprezentacyjną WP. Nie zabrakło osławionych automatów Stena i Kałasznikowa, a także rewolwer kapiszonowy Colt Navy 1851, CZ-ka i Smith&Wessson Magnum 357, strzelby Remingtona czy Mosberga, a także dobrze znany karabin armii czerwonej czyli Mosin-Nagant. Z innych ciekawych eksponatów można było obejrzeć zarówno pistolet z zamkiem kołowym nakręcanym jak w zegarku, jak i obejrzeć sam mechanizm tego typu wymontowany z broni. 




Naszą szczególną uwagę przykuły jednak nie egzemplarze broni, których wszystkich ciekawych jednostek po prostu nie sposób tu wymienić, ale dwa polskie telefony polowe  AP 27 i AP 36 z okresu międzywojnia. Ten pierwszy był dosłownie pierwszym polskim telefonem polowym, produkowanym w Warszawie w Państwowej Wytwórni Aparatów Telefonicznych i Telegraficznych w latach 1927-30. Drugi zaś był z kolei ostatnim wyprodukowanym w przed wybuchem II wojny światowej i powszechnie używanym w kampanii wrześniowej.



Na wolnym powietrzu, od wejścia wzrok przykuwało kilka zdalnie sterowanych mobilnych robotów saperskich prezentowanych Przemysłowy Instytut Automatyki i Pomiarów. Nam niektóre z nich przypominały bohaterów filmów dla starszego pokolenia "Krótkie spięcie", czy dla młodszej widowni "Wall-E". Jednak te maszyny służą do jak najbardziej poważnych zadań w wojsku, policji czy innych służbach specjalnych o czym świadczy nawet ich nazwa RMI - Robot Mobilno-Interwencyjny. Dziś na szczęście nie musiały ratować ludzkiego życia i w swych metalowych placach trzymały co najwyżej repliki lasek dynamitu, a nawet małą polską banderę.




Tym co budziło największe emocje była oczywiście możliwość strzelania i to w różnych konfiguracjach. Były stanowiska z bronią pneumatyczną, czarnoprochową, a także na współczesną amunicję zespoloną i to zarówno krótko, jak i długolufową, choć nawet w przypadku pistoletów maszynowych dopuszczalny był tylko ogień pojedynczy. Całość odbywała się pod czujnym okiem personelu strzelnicy zarówno w postaci instruktorów, jak i ratowników medycznych. Było także dostępne stanowisko z zajęciami z pierwszej pomocy przedmedycznej oraz dla najmłodszych kącik prac manualnych gdzie poza kolorowaniem czy rysowaniem można było także wykonać własnoręcznie kotylion aby później obdarować nim rodziców czy opiekunów, którzy z małym człowiekiem na strzelnicę przyszli. 

Piknik był prawdziwie rodzinnym wydarzeniem, przewijali się starsi i młodsi pasjonaci strzelectwa, pary, a także rodziny z dziećmi. Były pokazy strzelania dynamicznego oraz w stylu westernowym. Można było także zobaczyć rekonstruktorów z Polish Haiduking Team zajmujących się odtwarzaniem życia codziennego żołnierzy piechoty polsko - węgierskiej z czasów batoriańskich, czyli końca XVI w.



W tym nagromadzeniu atrakcji i czasem czekaniu w niezbyt długich kolejkach, można było się posilić zapiekanką, czy frytkami z barku lub jednym z wielu wersji burgera serwowanego z food-trucka lub ogrzać się w cieple kominka opalanego drewnem, co również cieszyło się popularnością nie mniejszą niż główne atrakcje pikniku. 

Dla Nas było to naprawdę udany i dobrze spędzony czas. Cieszy nas fakt, że wydarzenie doczekało się już kolejnej edycji z rzędu oraz zdradzimy mały sekret, że podobna impreza pod nazwą Wystrzałowy Dzień Dziecka jest też organizowana przez ZKS tuż przed wakacjami. Na koniec nie pozostaje Nam nic innego niż zachęcić naszych Szanownych Czytelników, by podczas tego długiego weekendu wyszli z domu na ulice, place i do parków, bowiem Warszawa ma swoim gościom i mieszkańcom zawsze coś ciekawego do zaproponowania. Kto wie może spotkamy się na jednej z takich imprez lub przetną się nasze warszawskie ścieżki podczas jakiegoś spaceru, tak więc mówimy Wam do zobaczenia wkrótce !!

niedziela, 30 października 2016

Cmentarz Karaimski


Dziś chcielibyśmy przedstawić Wam jeden z najmniej chyba znanych warszawskich cmentarzy, na którym leżą równie tajemniczy jak i sam cmentarz karaimi.

Dla wielu osób sporym zaskoczeniem może być fakt, że Cmentarz Karaimski znajduje się na Woli, przy ul. Redutowej. Swą historią sięga XIX wieku kiedy to  z Krymu do Warszawy przybyli i osiedlili się tu na stałe kupcy tytoniowi. Wówczas również zakupili od Zarządu Cmentarza Prawosławnego niewielki plac przylegający do Reduty 56. Pierwszy pochówek datowany jest na rok 1890. W 1895 r. zaś pochowany został jeden z fundatorów cmentarza Saduk Osipowicz Kafeli z Kaffy, którego nagrobek zachował się do dziś. Podobnie jak drugi pochodzący z tego okresu, choć prawdopodobnie starszy, to niestety niema jednak pewności do kogo należy.




Podobno początkowo teren otoczony był wysokim, ceglanym murem, który został jednak rozebrany przez okolicznych mieszkańców podczas II wojny światowej. Zarówno kampania wrześniowa, jak i powstanie warszawskie spowodowały, że wiele nagrobków zostało zdewastowanych, zniszczeniu uległy także księgi cmentarne. Wkrótce po wojnie cmentarz został odnowiony i zyskał nowe ogrodzenie. W 1991 r. cmentarz został wpisany do rejestru zabytków. W latach 90. teren nekropoli został powiększony i zyskał nowe ogrodzenie.




Znajduje się na nim kilkadziesiąt mogił, w tym wybitnego polskiego orientalisty, profesora UW Ananiasza Zajączkowskiego, a także ostatniego polskiego karaimskiego hazzana Rafała Abkowicza. Na uwagę zasługują znajdujące się na nagrobkach inskrypcje w języku karaimskim. Przed wojną w Polsce było kilka cmentarzy tego wyznania. Jednak po wymuszonym przesunięciu się granic terytorium Polski na zachód, w jego obrębie pozostał już tylko ten jeden warszawski cmentarz karaimski. Jest on również jednym z niewielu tego typu obiektów na świecie. 

Na koniec nie pozostaje Nam chyba nic innego niż zaprosić wszystkich na spacer. Tym razem zachęcamy by przy jego okazji poznać bliżej tajemniczych nieco Karaimów.  

Tych z naszych czytelników, którzy chcą poznać więcej warszawskich cmentarzy zapraszamy do lektury książek :
  • Mórawski Karol Cmentarze warszawskie : przewodnik historyczny. Warszawa : Wydawnictwo Nowy Świat, 2012
  • Mórawski Karol Przewodnik historyczny po cmentarzach warszawskich. Warszawa : Wydaw. PTTK, 1989
  • Majewski Jerzy S., Urzykowski Tomasz Spacerownik po warszawskich cmentarzach. Warszawa : Agora, [2009]
Zaś tych, których interesują w ogóle cmentarze zapraszamy na ciekawą stronę Cmentarium.

Z kolei jeśli zainteresują Was sami Karaimi to wybór publikacji na ten temat jest wbrew pozorom dosyć duży. My chcielibyśmy zaproponować Wam niektóre z nich :
  • Abkowicz Mariola Karaj jołłary = Karaimskie drogi : Karaimi w dawnej fotografii. [Wrocław] : Bitik. Oficyna Wydawnicza Związku Karaimów Polskich, cop. 2010
  • Karaimi / pod red. Beaty Machul-Telus. Warszawa : Wydawnictwo Sejmowe, 2012
  • Zajączkowski Ananiasz Zarys religii karaimskiej. Wrocław : Bitik. Oficyna Wydawnicza Związku Karaimów Polskich, 2006

sobota, 29 października 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 29 października 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Krakowskie Przedmieście (Krakauer Strasse) 34
Doprawdy, Opatrzność Boża czuwała nad świątynią i klasztorem sióstr wizytek. Od dzieciństwa lubiłem słuchać opowieści mojej Babci o tym, ja to po kapitulacji Powstania, 29 października 1944 roku, ostatnie z opuszczających klasztor siostrzyczek pozostawiły otwarte drzwi, podparte jedynie deską, po powrocie zastając wszystko w stanie niemal nienaruszonym. Rzeczywistość była mniej optymistyczna.
- Niemcy zrabowali sporo zabytków. Na szczęście część z nich udało się odzyskać. Przepadły jednak obrazy - opowiada siostra archiwistka Maria Chodyko.
Najcenniejsze obiekty jednak ocalały, gdyż zakonnice wywiozły je z Warszawy.
- W lipcu 1944 roku, przed samym wybuchem Powstania, kto żyw przywoził z prowincji swe skarby do Warszawy. Spodziewano się, że nadchodząca Armia Czerwona, znana ze swych rabunkowych wyczynów, nie będzie tak bezkarna w dużym stołecznym mieście. Siostrzyczki jednak nie znały się na działaniach wojennych i wbrew powszechnie przyjętym zasadom, zabrały co cenniejsze obiekty do Łowicza i Przysuchy - pisał Michał Grabowski w "Roczniku Warszawskim".
Ślady powstańczych walk pozostały na kutych, osiemnastowiecznych kratach w rozmównicach i oknach klasztoru. W 1945 roku było ich znacznie więcej.
- Elewacje budynku były dziurawe od pocisków jak ser szwajcarski - wspomina siostra Maria Chodyko. 

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

czwartek, 27 października 2016

Sen o mieście


Jesień nie bardzo sprzyja spacerom ale i tak chcieliśmy zaprosić Was na dobrze już Wam znany skwer ks. Twardowskiego. Po raz kolejny Dom Spotkań z Historią prezentuje tam ciekawą wystawę plenerową. Tym razem zatytułowana jest ona Sen o Mieście. Warszawa lat 50. i 60. na zdjęciach Zbyszka Siemaszki ze zbiorów agencji FORUM. Jest to już kolejna wystawa zdjęć tego autora, którą możemy tu oglądać, o poprzedniej już Wam kiedyś opowiadaliśmy. 




Zdjęcia, które tym razem znalazły się na ekspozycji, pochodzą z lat 50. i 60. ubiegłego wieku. Ukazują one Warszawę tętniącą życiem, dzięki odbudowie podnoszącą się z wojennych zniszczeń. Stolica jawi się tu już jak prawdziwa europejska metropolia. Uważny obserwator znajdzie wiele dobrze znanych miejsc, ale również wiele, które już zniknęły z mapy Warszawy.





Sylwetkę autora najlepiej przybliżono na stronie Domu Spotkań z Historią : Zbyszko Siemaszko urodził się 30 sierpnia 1925 w Wilnie w rodzinie fotografów – rodzice, Leonard i Tatiana, prowadzili znany zakład fotograficzny. W czasie wojny Siemaszko należał do 3. Wileńskiej Brygady AK, używał pseudonimu „Swojak”. W 1945 roku transportem „repatriacyjnym” przyjechał do Polski. Mieszkał w Bydgoszczy, a następnie w Katowicach, gdzie uczęszczał do liceum ogólnokształcącego i pracował w tygodniku „Odra” jako fotoreporter. Skończył studia w warszawskiej Szkole Głównej Planowania i Statystyki. W 1949 podjął pracę w Stołecznym Przedsiębiorstwie Budowlanym (SPB) polegającą na stałej dokumentacji fotograficznej warszawskiego budownictwa. Od 1951 roku był członkiem ZPAF. W latach 1951–1953 dokumentował odbudowę miasta dla Państwowego Przedsiębiorstwa Konserwacji Architektury Monumentalnej. W 1953 rozpoczął współpracę z tygodnikiem „Stolica”, trzy lata później stając się etatowym pracownikiem redakcji. W latach 1969–1990 był fotoreporterem tygodnika „Perspektywy”. Zmarł w 2015 roku. Rodzinną tradycję fotografowania kontynuuje syn artysty, Maciej Siemaszko, który wraz z żoną Jolantą prowadzi przy placu Narutowicza w Warszawie zakład „FOTOGRAFIA. Siemaszkowie, firma istnieje od 1919 roku” Kolekcja negatywów Zbyszka Siemaszki znajduje się w FORUM Polskiej Agencji Fotografów i w Narodowym Archiwum Cyfrowym. Zbyszko Siemaszko zmarł w 2015 roku w wieku 89 lat.





Kuratorami wystawy są Katarzyna Madoń-Mitzner, która jest zastępcą dyrektora DSH do spraw programowych i szef agencji FORUM Krzysztof Wójcik. Ekspozycja uzupełniona ostała materiałami przygotowanymi przez varsavianistę Jerzego S. Majewskiego. Każda tablica opatrzona jest tekstem po polsku i po angielsku. Znajdują się na nich również QRcody, które po zeskanowaniu pozwalają zobaczyć jak prezentowane miejsca wyglądają współcześnie.





Na koniec nie pozostaje nam nic innego niż zaprosić wszystkich naszych czytelników na spacer. Przechadzając się Krakowskim Przedmieściem zaś znajdźcie chwilę by zawitać na skwer ks. Twardowskiego. Wystawa będzie otwarta jedynie do 30 października, dlatego jeśli jesteście zainteresowani to trzeba się pospieszyć. Gdyby zaś komuś wystawa bardzo przypadła do gustu to może się zaopatrzyć w towarzyszący jej dwujęzyczny album.