wtorek, 20 czerwca 2017

Śladami Marszałka Mannerheima w Polsce 1889-1919


Bardzo przyjemna pogoda, którą w ostatnim czasie mamy w Warszawie sprzyja niewątpliwie spacerom, do których nieustannie Was zapraszamy. Dziś chcielibyśmy także zachęcić by przy tej okazji, odwiedzić jedną z wielu wystaw plenerowych, które znaleźć można na ulicach naszego miasta.



Ekspozycję, którą dziś chcemy Wam przedstawić przygotował Dom Spotkań z Historia wraz z Polsko-Fińską Grupą Projektową i Ambasadą Finlandii Podobnie jak i poprzednie wystawy, także ta tradycyjnie już znajduje się na skwerze ks. Twardowskiego. Ekspozycja ta zatytułowana została „Śladami Marszałka Mannerheima w Polsce 1889-1919”. Została ona zorganizowana z okazji 150-tej rocznicy urodzin bohatera narodowego Finlandii, Marszałka Karola Gustawa Mannerheima oraz setnej rocznicy uzyskania niepodległości przez Finlandię. Projekt został zatwierdzony przez komitet Suomi Finland 100 i jest uwzględniony w oficjalnym programie obchodów jubileuszu państwa fińskiego.




Fotograficzna wystawa plenerowa, pokazuje stosunkowo mało znany szerokiej opinii publicznej, wczesny okres dorosłego życia Marszałka Mannerheima. A mianowicie jego pobyt w Polsce w latach 1889-1919, do którego w swoich wspomnieniach odnosił się jako do najszczęśliwszego okresu jego życia. Na 20 planszach prezentowane są odszukane specjalnie z tej okazji archiwalne fotografie ukazujące miejsca związane z pobytem i działalnością Marszałka, jako generała carskiego w Polsce. Można znaleźć tu również zdjęcia przedstawicieli zarówno ówczesnej warszawskiej śmietanki towarzyskiej, jalk i późniejszych elit odrodzonej II Rzeczypospolitej. Zebrane zdjęcia ukazują atmosferę życia towarzyskiego z przełomu XIX i XX wieku w Warszawie, ale także i w innych miastach, które Mannerheim odwiedzał w  czasie swej bytności na polskiej ziemi będącej pod rosyjskim zaborem.



Warto może w tym miejscu wspomnieć kim był bohater wystawy. Najlepiej chyba oddają to słowa, które znajdują się na pierwszej planszy, a które chcemy tu zacytować:

Baron, wódz, regent, marszałek, prezydent.
Znany w świecie i powszechnie szanowany mąż stanu.
Niekwestionowany bohater narodu fińskiego.

Zaczynał jako wybitny generał w służbie cara Mikołaja II, miał szansę zostać przywódcą armii carskiej, gdyby ta przetrwała rewolucję 1917 roku. Światową sławę i międzynarodowe uznanie zdobył jako mąż stanu, marszałek i wódz sił zbrojnych Finlandii, obrońca niepodległości swego kraju w różnych okresach burzliwej historii XX wieku.

Wsławił się wybitnym talentem przywódczym oraz niezwykłą strategią polityczną, szczególnie podczas II wojny światowej, a także skuteczną obroną Finlandii w wojnie zimowej oraz wojnie kontynuacyjnej w latach 1939–1944. Ze względu na swoje osiągnięcia w walce o utrwalenie niepodległości Finlandii często porównywany jest do marszałka Józefa Piłsudskiego.




Wszystkim zainteresowanym wystawą podpowiemy jeszcze, że jeśli chcecie ją obejrzeć, to musicie się śpieszyć. Ekspozycja ta będzie bowiem prezentowana tylko do 28 czerwca. Gdyby jednak, komuś się to nie udało, to wystawa ta ma być prezentowana również w innych polskich miastach, w których rezydują konsulowie honorowi Finlandii. Może więc komuś uda się na nią trafić w czasie wakacyjnych podróży. A jeśli póki jeszcze nigdzie się nie wybieracie w dalsze wojaże, to jak zwykle zachęcamy do odkrywania uroków Stolicy - albowiem latem Warszawa jest szczególnie piękna !! 

niedziela, 18 czerwca 2017

"Nawiedzona Warszawa"


Jak zapewne dobrze wiecie, piątkowe popołudnia zdarza nam się czasem spędzić na spotkaniu autorskim. Nierzadko miejscem tego typu wydarzeń jest dosyć dobrze wszystkim znana, z naszych poprzednich postów, księgarnia Świata Książki przy al. Solidarności. 


Organizator spotkanie, którym tym razem był "Fantom" fantastyczny dwumiesięcznik, nadał mu niezwykle intrygujący tytuł "Niewidzialna Warszawa: na straszno i na wesoło". Tamtego popołudnia była to okazja podwójna albowiem rozmowa dotyczyła dwóch autorów i ich dwóch książek. Chodziło o Adama Podlewskiego, którego najnowsza książka zatytułowana jest "Wars i Sawa" oraz Jacka Radzymińskiego, dla którego "Rozeznanie duchów" jest debiutem literackim. Pierwszego z autorów możecie kojarzyć z opublikowanej przez nas recenzji "Honoru i zbrodni", którą zapoczątkował swą przygodę z dłuższą formą prozatorską. Z kolei debiutant może być znany uczestnikom konwentów fantastycznych, gdzie opowiadał o horrorach oraz z pisania o mitologii związanej nomen omen z kultową, w pewnych środowiskach grą RPG Zew Cuthlu.


Gospodarzem spotkania był Stanisław Krawczyk - doktorant z Instytutu Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, który w swych badaniach zajmuje się m.in. socjologią kultury, literatury a także badaniem gier oraz jest miłośnikiem fantastyki. Na samym początku prowadzący zastosował ciekawą analogię - mianowicie kolory, w które ubrani byli autorzy przyrównał do ich książek. Powieść Adama określił jako jasną, zaś Jacka jako ciemną. Pisarze opowiadali o ich Warszawie, o tej, która przewija się w ich książkach, a także o swoich inspiracjach i planach na przyszłość.




Zgromadzona w księgarni publiczność, jak zwykle miała okazję zadać autorom pytania dotyczące książek i nie tylko. Zwyczajem poprzednich tego typu wydarzeń, na koniec spotkania była okazja do zdobycia autografów oraz możliwość zamienienia kilku słów w bezpośredniej rozmowie z pisarzami oraz zrobienia sobie pamiątkowego zdjęcia. 



Tymczasem kontynuując nasz zwyczaj, w ostatnim akapicie chcemy Was zaprosić na spacer. Tym razem jednak chcemy Wam zaproponować byście w czasie spaceru zrobili sobie przerwę i usiedli czy to na ławce, czy na trawie i choć na chwilę zatopili się w lekturze. Wszak świat pełen jest dobrych książek, które tylko czekają by je przeczytać. Zachęcamy do lektury !  

wtorek, 16 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 16 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


16 maja - niedziela
W ciągu dnia formacje niemieckie powadzą nadal poszukiwania ukrywających się Żydów.

O godz. 20.15 słychać w całym mieście potężny wybuch: "wielką akcję" (Grossaktion) w getcie warszawskim zakończył Stroop wysadzeniem w powietrze budynku warszawskiej Wielkiej Synagogi przy ul. Tłomackie. Zabytkowa budowla obrócona zostaje w ogromny stos gruzów.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

niedziela, 14 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 14 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


14 maja - piątek
Na murach rozplakatowano obwieszczenie gubernatora Dystryktu Warszawskiego Fischera, które "stwierdza działalność komunistów w Warszawie, - jak zanotował w swej kronice Ludwik Landau - wskazuje jako na ich gniazdo na getto, tym uzasadnia (po raz pierwszy ujawnione w druku oficjalnym!) niszczenie getta, które będzie dalej prowadzone, i apelując do poczucia konieczności obrony przed nalotami bolszewickimi życia i mienia własnego i współobywateli, wzywa do denuncjowania bez jakichkolwiek skrupułów moralnych Żydów i komunistów". "Na murach miasta ukazało się obwieszczenie gub. Fiszera [sic], - komentuje konspiracyjny "Biuletyn Informacyjny" (20 V 1943, nr 20) - rozwodzące się nad zbrodniami Żydów i zapowiadające całkowite zniszczenie "dzielnicy żydowskiej". Obwieszczenie to poza beznadziejną głupotą i wielkim brakiem logiki jest również przyznaniem się czarno na białym do popełnionych zbrodni, które propaganda niemiecka za granicą stara się przypisać Polakom".

W getcie formacje wojskowe SS i policji ponoszą straty w walce ze stawiającymi tam zbrojny opór zorganizowanymi grupami bojowymi.

"W starciach zastrzelono około 30 bandytów oraz ujęto 9 Żydów i bandytów, którzy należeli do zbrojnej bandy - raportuje Stroop. - W nocy zlikwidowano jeden bunkier, Żydów ujęto i zdobyto pewną liczbę pistoletów, m.in. 12-kalibrowe. W pewnym bunkrze, który był obsadzony przez około 100 osób, udało się zdobyć 2 karabiny, 16 pistoletów, granaty ręczne i zapalające. Niektórzy z broniących się bandytów nosili różne niemieckie mundury wojskowe, niemieckie hełmy stalowe i metalowe kubki. Oprócz karabinów zabrano 60 nabojów niemieckiej amunicji karabinowej. 1 oddział szturmowy stoczył z 10-14-osobową bandą walkę na dachach domów na skraju getta (część aryjska). Bandyci zostali zlikwidowani bez strat po naszej stronie."

W godzinach popołudniowych w obecności SS-Gruppenführera Maximiliana von Herffa, szefa Głównego Urzędu Personalnego SS, otwarto 183 włazy do kanałów i wrzucono tam równocześnie świece dymne, aby zmusić ewentualnie ukrytych tam bojowników żydowskich do wyjścia na powierzchnię.

"W sumie ujęto dzisiaj 398 Żydów, prócz tego zastrzelono w walce 154 Żydów i bandytów. Ogólna liczba ujętych Żydów wzrosła przez to do 55 731" - melduje Stroop.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

sobota, 13 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 13 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


13 maja - czwartek
W toku dalszego przeszukiwania dużego i małego getta przez niemieckie formacje policyjne SS i oddział saperów Wehrmachtu zatrzymano 234 Żydów, a w walce zastrzelono 155 Żydów.

"Okazało się w dniu dzisiejszym, ze obecnie ujęci Żydzi i bandyci należą do tzw. grup bojowych - melduje Stroop. - Są to przeważnie młodzi chłopcy i dziewczyny w wieku 18-25 lat. Przy likwidacji jednego bunkra wywiązała się regularna walka, w trakcie której Żydzi nie tylko strzelali z pistoletów 08 i polskich pistoletów Vis, lecz również obrzucali żołnierzy formacji wojskowych SS polskimi ręcznymi granatami jajowatymi. Po ujęciu części załogi bunkra, kiedy zamierzano ją zrewidować, jedna z kobiet, jak to już często bywało, sięgnęła błyskawicznie pod spódnicę i wyciągnęła ze swych szarawarów ręczny granat, który odbezpieczyła i rzuciła pod nogi żołnierzy mających ją rewidować, przy czym sama błyskawicznie uskoczyła w bezpieczne miejsce." 

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

piątek, 12 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 12 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


12 maja - środa
W getcie wydobyto z bunkrów i kryjówek dalszych 663 Żydów i 133 Żydów zastrzelono. Ogólna liczba ujętych wzrosła w ten sposób do 54 463.

"Następnie dzisiaj wzmocniono kordon otaczający małe getto na Prostej i zniszczono je ogniem - odnotował Stroop. - Prawdopodobnie zginęła w płomieniach większa liczba Żydów. Ponieważ jednak przed nastaniem ciemności pożar jeszcze nie wygasł, nie można było pod tym względem poczynić dokładnych ustaleń. Jeden betonowy dom na ul. Prostej, z którego wyciągnięto Żydów, został zniszczony przez wysadzenie w powietrze w celu uniemożliwienia bandytom użycia go później jako punktu oporu."

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....

czwartek, 11 maja 2017

Warszawskie Getto w ogniu - 11 maja 1943 r.

Dziś gdy spacerujemy warszawskimi ulicami, wśród wąwozów z żelaza i szkła, wśród betonowych blokowisk i w gwarze ulicznego zgiełku, nie sposób na pozór dostrzec tragedii miasta sprzed lat ponad siedemdziesięciu. Kroczymy dziś ulicami, których wielokrotnie przed wojną nie było i nie znamy na co dzień przebiegu tych, którymi nasi poprzednicy uciekali przed łapanką, czy godziną policyjną. Nie ma już, poza paroma niewielkimi pozostałościami, murów co przegrodziły ulice i więzi koleżeńskie, sąsiedzkie, ludzkie. Nie robił tego Polak czy Warszawiak, ale uczynił to obcy w mieście okupant, który gardził podbitymi narodami - jednych uznając za podludzi, a innych wprost za nieludzi. Trudny to był czas i nie łatwo było zdobyć się na opór, wiedząc, że szanse na powodzenie są niewielkie, a w zasadzie żadne, patrząc z militarnego punktu widzenia. A jednak dwukrotnie Warszawiacy chwycili za broń. Licząc na reakcję mocarstw ówczesnego świata. I dwukrotnie srodze się zawiedli. Dziś i w kolejne dni chcemy przypomnieć tamte wydarzenia, z wiosny roku 1943, gdy wybuchło Powstanie w Warszawskim Getcie. Za przewodnika po tamtych dniach posłuży Nam książka “1859 dni Warszawy” Władysława Bartoszewskiego.


11 maja
Formacje hitlerowskie przeszukujące nadal getto wykrywają tam i niszczą dalszych 47 bunkrów.

"Ujęto ogółem 931 Żydów i bandytów, zastrzelono 53 bandytów. Dalsi stracili życie w wysadzonych w powietrze bunkrach i przy zniszczeniu ogniem pewnego bloku domów. Ogólna liczba ujętych dotychczas Żydów wzrosła do 53 667" - melduje Stroop.

Tym razem nie zachęcamy do spaceru, ale do tego by na chwilę przystanąć i pomyśleć, o Tych co odeszli. Co zwyczajnie jak co dzień my do pracy lub szkoły, tak Oni wyszli do Powstania. Wychodząc wiedzieli, że nie wrócą ani do swych domów, ani do swych bliskich, ale tak samo jak ty i ja mieli w kieszeniach klucze od mieszkań, a w sercach miłość do ojców, matek, żon, mężów, braci, sióstr i dzieci. Wbrew pozorom nie wyróżniali się niczym szczególnym, poza tym aktem woli by pójść walczyć. Dziś nikt nas do walki nie zmusza, nie każe żegnać się z bliskimi, nie każe wybierać między biernym pogodzeniem się z wyrokiem śmierci, a rozpaczliwym krzykiem wyrażonym rzutem butelki czy strzałem z broni. Nikt nie wypędzi nas z mieszkań, a domów nie spali i nie zrówna z ziemią. Nie wysadzi naszych świątyń i ulic, placów i skwerów nie obróci w pustynię gruzów. Więc pamiętajmy o tych co odeszli, a także o tych którym teraz wojna zabiera to wszystko co i naszym poprzednikom zabrała. Lekcja płynąca z Powstania w Warszawskim Getcie jest taka, że zawsze jest wybór między biernością pogodzenia się z losem, a próbą zmierzenia się z nim w walce, więc dopóty walczysz jesteś zwycięzcą....