sobota, 27 stycznia 2018

Kartka z kalendarza - 27 stycznia




1 listopada 2005 r. Zgromadzenie Ogólne ONZ ogłosiło 27 stycznia Międzynarodowym Dniem Pamięci o Ofiarach Holokaustu (International Day of Commemoration in Memory of the Victims of the Holocaust), do którego doszło podczas Drugiej Wojny Światowej w wyniku działań niemieckiego reżimu nazistowskiego (rezolucja A/RES/60/7). W ten sposób Holokaust uznany został za wydarzenie o znaczeniu historycznym.

Zgromadzenie Ogólne w treści tego dokumentu zaleciło państwom członkowskim opracowanie programów edukacyjnych, które mają uwrażliwić przyszłe pokolenia na tragedię Holokaustu i zapobiec w ten sposób aktom ludobójstwa w przyszłości.

Agenda ta z uznaniem odniosła się też do działań państw, które aktywnie zaangażowały się w ochronę miejsc pamięci będących podczas Holokaustu niemieckimi nazistowskimi obozami śmierci, obozami koncentracyjnymi, obozami pracy i więzieniami.

Zgromadzenie Ogólne ONZ wystąpiło z prośbą do Sekretarza Generalnego o ustanowienie szeroko zakrojonego programu na temat "Holokaust i Narody Zjednoczone", a także o powzięcie środków mobilizujących społeczeństwo obywatelskie, by podtrzymywać pamięć i edukację na temat Holokaustu.

Data ogłoszona w rezolucji jest absolutnie nieprzypadkowa, tego dnia bowiem w 1945 roku żołnierze Armii Czerwonej wyzwolili Auschwitz-Birkenau. Niemiecki nazistowski obóz koncentracyjny i zagłady. To własnie w tym miejscu odbywają się corocznie główne uroczystości Międzynarodowego Dnia Pamięci o Ofiarach Holokaustu obchodzone w Polsce i na świecie.

Zaś w Warszawie takim centralnym miejscem upamiętnienia tej daty z racji jego charakteru jest oczywiście Pomnik Bohaterów Getta. Od kilku lat tego dnia po Muranowie jeździ też pusty przedwojenny wagon tramwajowy z gwiazdą Dawida zamiast cyfry z numerem linii. Zabieg ten ma przypominać o Zagładzie byłych mieszkańców stolicy, zabieganym w codzienności Warszawiakom albowiem mimo swej międzynarodowej rangi jest to dla większości ludzi zwykły dzień pracy. Mimo to bardzo zachęcamy Was do uczestniczenia w uroczystościach, jak co roku my również postaramy się tam pojawić.


Bibliografia:

http://www.unic.un.org.pl/konf_obchody/obchody.php#wojna1
http://www.auschwitz.org/historia/wyzwolenie/wyzwolenie

czwartek, 28 grudnia 2017

Kościoły i kaplice w cyklu Echa dawnej Warszawy - nie taka zwykła recenzja


Są takie książki, które gdy się czyta to słyszy się jakby głos piszącego je autora, najczęściej tak jest gdy ów twórca znany nam jest ze świata mediów audiowizualnych. Jednak tego Gawędziarza o Stolicy możemy często usłyszeć w Radio Warszawa, gdzie prowadzi swoją autorską audycję pod znamiennym tytułem "Tu była Warszawa". Słuchacz może dzięki niej poznać lepiej stolicę, zarówno tę współczesną, jak i tę której po części już nie ma. Niewątpliwie olbrzymia wiedza prowadzącego i łatwość prowadzenia rozmów z zapraszanymi do studia gośćmi sprawiają, że czas upływa szybko i ani się człowiek obejrzy a już jest koniec audycji. Na szczęście w dobie internetu jest szansa znalezienia archiwalnych audycji i możliwość ponownego ich odsłuchania. 


Jednak czasem ma się potrzebę obcowania ze słowem pisanym, by móc sobie coś przyswoić, czy uporządkować. I tu właśnie przychodzi z pomocą książka Piotra Otrębskiego, który okazuje się być równie sprawnym opowiadaczem na kartach pokrytych drukiem, co interesująco prowadzić dyskusję w studio. To co się mocno z tej książki wybija to olbrzymia erudycja i znawstwo autora. Niewątpliwie w dziedzinie kościołów i kaplic miasta stołecznego mamy do czynienia z prawdziwym ekspertem, który potrafi także dzieje poszczególnych budynków sakralnych Warszawy umieścić w szerszym kontekście historycznym. 



Powiedzmy sobie szczerze, że książki o architekturze, poza wąskim gronem odbiorców mocno osadzonych zawodowo lub hobbystycznie w temacie, dla przeciętnego odbiorcy zwykle nie są zbyt porywające w lekturze. Ta jednak stanowi bardzo pozytywny wyjątek od tej reguły. Jest tak za sprawą anegdot i ciekawostek jakimi bogato okraszone są karty "Kościołów i kaplic" oraz faktu, że dzięki autorowi możemy dostać się w miejsca, w które normalnie było by dosyć trudno wejść przeciętnemu gościowi prosto z warszawskich bruków. Takim przykładem może być chociażby kościół i klasztor sióstr Wizytek z Krakowskiego Przedmieścia, od którego autor rozpoczyna swego rodzaju spacer po stołecznych świątyniach.



Nie bez znaczenia jest także fakt, iż opowieść jest również bogato zilustrowana dużą ilością zdjęć i grafik, zarówno w postaci ujęć współczesnych, jak i z kart słynnych warszawskich pocztówek z początków XX wieku, a także prac z okresów wcześniejszych. Tak więc zajrzeć możemy do ogródka ks. Twardowskiego i dowiedzieć się czemu służyły słynne słupy stojące przed bramą prowadzącą do klasztoru Wizytek. W dalszej części opowieści możemy poznać jakie były losy fundacji szlachetnie urodzonych panien kanoniczek i kościoła św. Andrzeja. Uważny czytelnik z pewnością też dostrzeże ciekawą informację, który z kościołów Starego Miasta uniknął stania się muzeum, a jego wieżę brano mylnie za pozostałość drugiego z ciągów murów obronnych. W toku lektury pojawi się również postać jednego z najsłynniejszych Starozakonnych mieszkańców stolicy czyli Szmula Jakuba Zbytkowera, a ci którzy być może jeszcze tego nie wiedzą, przeczytają o tym czym był Sejm Czterech Ziem, oraz gdzie Maria Radziwiłowa zakupiła 24 kolumny i dla jakiego z warszawskich kościołów zostały one przeznaczone.


Kolejnym mocnym punktem książki są liczne cytaty z prac znanych badaczy dziejów warszawskich z poprzednich epok, można powiedzieć, że Otrębski sięga tu najlepszej z tradycji stawania na barkach gigantów dla uzyskania szerszej perspektywy spojrzenia, a widok rozpościerający się z tej wysokości z łatwością objaśnić czytelnikowi. Jest w tym rzemiośle na tyle sprawny, że odpowiednio dobierając "bohaterów" swej opowieści ciekawe informacje znajdzie w tej książce zarówno ten co dopiero zaczyna poznawać historię stolicy, jak i osoba posiadająca już pewne rozeznanie w tej materii. Czy jest to książka zatem kompletna? Można by zatem zadać sobie takie pytanie. Oczywiście trzeba odpowiedzieć przecząco, bo wybór omówionych kościołów i kaplic, a w zasadzie opowiedzianych historii i anegdot o nich - by trafniej określić zawartość publikacji, jest czysto subiektywny i można by chcieć przeczytać o jeszcze innych obiektach sakralnych, albo jedne wymienić na drugie. 


Jednak takiego rozwiązania, w postaci zawężenia listy omawianych świątyń - nie należy traktować ani jako zarzutu, ani jako wady, albowiem tu otwiera się szerokie pole i przestrzeń do kontynuacji i nawiązań. Na co szczerze mówiąc jako czytelnicy i radiosłuchacze liczymy przecież z niekłamaną, a szczerą nadzieją i sercem ochotnym, by popędzić na spotkanie autorskie z kolejnym tomem opowieści o stołecznych świątyniach. Póki co rzecz jasna trzeba się zadowolić tym co mamy, a naszym zdaniem jest to książka warta nie tylko samej lektury, ale także i zabrania jej na spacer szlakiem wytyczonym przez autora na jej kartach. 


Tak więc w ten trochę leniwy czas między Świętami, które nie do końca się jeszcze skończyły bo przecież wciąż mamy oktawę - ciekawych zachęcamy by sprawdzić co to takiego, warto ruszyć się z kanapy do czego nawołuje Ojciec Święty Franciszek i wyruszyć w drogę. Chociażby  po to, by poznać bogactwo historyczne jakie niosą ze sobą warszawskie świątynie i ich burzliwe nieraz dzieje. A przy okazji może i wspomóc w sposób szczególny tych, którzy tego wsparcia najbardziej potrzebują. Wierzymy, że spacer po stołecznych kościołach i kaplicach może dać ku temu choć kilka okazji.

środa, 27 grudnia 2017

Skwer Warszawskiej Gwary


Ostatnio w stolicy wiele się zmienia w nazewnictwie ulic, jednak nie o tym będzie nasz dzisiejszy post, choć temat jest zbliżony. Być może nie wszyscy zauważyli, że od jakiegoś już czasu mamy w Warszawie nowy skwer. Zaś jego nazwa jest z miastem tym związana w sposób niemalże nierozłączny i to na przestrzeni wielu wieków. Patronem nowego skweru bowiem została Warszawska Gwara. 

Jeśli zapytacie gdzie się on znajduje to śpieszymy donieść, że z łatwością odszukacie go na Woli między ulicami Leszno, a Młynarską. Sukces jak to zwykle bywa ma wielu ojców, lecz trzeba oddać sprawiedliwość, iż o takie upamiętnienie zabiegały różne osoby publiczne prywatne, jak i organizacje społeczne. I tu niewątpliwie potężną pracę wykonało Stowarzyszenie Gwara Warszawska z Januszem Dziano na czele. Najpierw organizowali oni minifestyn "Powrót Wiecha na Wolę", a we wstępnych koncepcjach na nazwę skweru miała być ona z owym patronem związana. Tu istotną rolę odegrała Ewa Chybowska ze Stowarzyszenia Mieszkańców i Przyjaciół Kolonii Wawelberga, która optowała za przyjęciem, finalnej jak się później okazało, skróconej wersji - Skwer Gwary Warszawskiej. 



Swoją rolę też odegrał skądinąd związany z Muranowem miejski aktywista - Marek Ślusarz z fundacji Jeden Muranów - organizator pikniku na Muranowie, a także twórca pikników pod "Wola Parkiem", czy obchodów Dnia Pamięci o Cywilnej Ludności Warszawy na skwerze Wandy Lurie, gdzie jak wspomina Janusz Dziano między innymi była możliwość rozmów z mieszkańcami dzielnicy i nie tylko - takie trochę nietypowe konsultacje można by powiedzieć. Dzięki temu udało się pod projektem wniosku zgłoszonego do Urzędu dzielnicy zebrać około sześciuset podpisów.

Z kolei ze strony radnych dzielnicy Wola swój wkład w zafunkcjonowanie tego nowego miejsca na mapie stolicy wnieśli Aneta Skubida pierwsza niezależna radna w tym rejonie, oraz Kamil Giemza - przewodniczący Komisji Budżetu i Inwestycji w Radzie dzielnicy Wola. Do grona radnych wspierających tę inicjatywę należy zaliczyć także Aleksandrę Sheybal-Rostek i Filipa Frąckowiaka.



Podobno o zgrozo znaleźli się też i przeciwnicy zafunkcjonowania w stolicy Skweru Gwary Warszawskiej, poddając w wątpliwość bądź to istnienie jednej Gwary typowej dla całej stolicy, bądź to wskazując, iż takie uhonorowanie było by niepotrzebną nobilitacją dla mowy nizin społecznych, a nawet elementu przestępczego. Wśród głównych oponentów był Zespół Nazewnictwa Miejskiego. Po drodze okazało się, że były także inne koncepcje dla zagospodarowania miejsca wybranego dla realizacji projektu.

Jednak dzięki determinacji społeczników i przy wsparciu ze strony radnych oraz kluczowej jak się okazało mediacji ze strony redaktora serwisu warszawa.pl Michała Pawlika, udało się tę społeczną inicjatywę szczęśliwie sfinalizować. Oczywiście zdajemy sobie sprawę, że lista wszystkich osób które przyczyniły się do realizacji tego projektu jest długa i zapewne nie sposób wszystkich wymienić. Zresztą gdyby ktoś chciał z łatwością znajdzie ją choćby w jednym z poniższych zmieszczonych przez nas linków.  



Tymczasem dziś chcemy się skupić na czymś zgoła innym, dużo bardziej zależy nam na pokazaniu tego niezwykle pozytywnego i jak się okazuje skutecznego mechanizmu działania, dzięki któremu udaje się tworzyć w Warszawie nowe - niezwykle ważne przestrzenie - upamiętniające sprawy i postaci dla Stolicy istotne, by nie powiedzieć wręcz konstytutywne. To właśnie taka świadomość własnej podmiotowości zaprowadziła Jana Dekerta do króla Stanisława z petycją o prawa dla miast polskich w grudniu 1789 r. I tak też dziś należy walczyć o sprawy dla Warszawy ważne. 

Jak zwykle zachęcamy Was do tego by się wybrać na spacer, może właśnie na skwer Warszawskiej Gwary, a może także na jedno ze spotkań dotyczących stolicy i jej historii. Być może nawet warto spróbować ruszyć trochę dalej i samemu włączyć się do jakiejś już działającej stołecznej inicjatywy lub rozpocząć własną. Ciągle jest wiele wydarzeń i postaci, które czekają na swoje godne upamiętnienie, czasem też jeszcze pośród Nas są świadkowie warszawskiej historii, może warto ich odwiedzić z kawą i ciastkami lub zapytać czy czegoś nie potrzebują. Z doświadczenia możemy powiedzieć, iż takie działania dają olbrzymią satysfakcję, która jest absolutnie bezcenna. Zachęcamy do ruszenia w miasto, do zobaczenia !

Bibliografia:
  • http://www.warszawa.pl/miasto/historia-skweru-gwary-warszawskiej/
  • http://warszawa.naszemiasto.pl/artykul/gwara-warszawska-dostala-wlasny-skwer-upamietniono-zabytek,4275090,artgal,t,id,tm.html
  • http://new.gwara-warszawska.waw.pl
  • https://www.polskieradio.pl/9/325/Artykul/304475,Prawdziwe-warsiaskie-cwaniaki

wtorek, 19 grudnia 2017

Świąteczna Warszawa


Jak co roku o tej porze, Warszawa znów rozbłysła świątecznym blaskiem! Zapewne wielu z naszych stałych Czytelników łatwo się domyśli przyczyny tego stanu rzeczy. Tak, znów pojawiły się w stolicy dekoracje, na placach, skwerach i ulicach zapalone zostały światełka, w różnych kształtach i formach.



Można je spotkać zarówno jako zwisające z miejskich latarni fragmenty choinkowych ozdób, ale także jako rozciągnięte nad uliczkami łańcuchy lampek. Najłatwiej na nie trafić w dobrze już znanych, i to zarówno warszawiakom i gościom, miejscach z lat ubiegłych. Główną osią iluminacji jest ponownie Trakt Królewski – od placu Zamkowego, przez Krakowskie Przedmieście, Nowy Świat, plac Trzech Krzyży i Aleje Ujazdowskie, aż do Belwederu i ul. Agrykoli. Świąteczne dekoracje znajdziemy na Starym i Nowym Mieście, od Rynku Starego Miasta przez ul. Świętojańską, ul. Piwną, ul. Zapiecek aż do ul. Nowomiejskiej, Barbakanu, Podwala, ul. Freta i Mariensztatu. Ale również na ul. Mokotowskiej, placu Bankowym, ul. Marszałkowskiej (od ul. Królewskiej do pl. Konstytucji), placu Grzybowskim, ul. Emilii Plater, ul. Świętokrzyskiej (od ronda ONZ do ul. Marszałkowskiej), Al. Jerozolimskich (od Dworca Centralnego do ronda Waszyngtona wraz z mostem Poniatowskiego), al. Solidarności (od pl. Bankowego do pl. Wileńskiego wraz z mostem Śląsko-Dąbrowskim). Świątecznie wyglądają również place Wileński i Powstańców Warszawy, ul. Świętokrzyska (od ul. Marszałkowskiej do Nowego Światu), część ul. Ząbkowskiej, a także  ul. Francuska i ul. Targowa.






Ciekawym, choć znanym już, elementem są ustawione na ulicy Świętokrzyskiej świąteczne bramy, które świetnie nadają się jako tło do zdjęć. Nowym gadżetem choć przeznaczonym do tego samego jest 10 świetlnych ozdobnych ram z bajkowymi warszawskimi Syrenkami. Można je znaleźć w Parku Fontann, na placu Zamkowym, przed Pałacem Staszica, przy rondzie de Gaulle’a, na placu Na Rozdrożu, na ulicy Marszałkowskiej, ulicy Ząbkowskiej, na placu Szembeka oraz przed Domami Towarowymi Centrum. We wszystkich miejscach objętych świąteczną iluminacją rozstawione zostały różnego rodzaju atrakcje, w których lub przed którymi można sobie zrobić zdjęcia. Znajdą coś dla siebie zarówno dorośli np. ogromne bombki czy otwartą książkę, ale także i dzieci, które zainteresują na pewno: pociąg, kominek, czy fotel Świętego Mikołaja. Gdyby ktoś przypadkiem szukał słynnego Misia czytającego bajki, to znajdzie go nie na Rynku Nowego Miasta gdzie debiutował, a na Rynku Mariensztackim. To już kolejny rok gdy znajduje się w tej lokalizacji, zmieniła się także lekko jej forma, albowiem miś już nie recytuje bajek. Teraz mamy do wyboru trzy przyciski i w zależności od tego który się naciśnie, dodatkowo podświetlona zostaje odpowiednia część dekoracji stojącej na placu. Bardzo ciekawą świąteczną oprawę i instalację, która umożliwia wieczorne pokazy światła zyskał także Multimedialny Park Fontann znajdujący się na Skwerze 1 Dywizji Pancernej WP.




W tym roku jako kolejną atrakcję miasto dołożyło coś absolutnie wyjątkowego, na pierwszą linię metra wyjechał bowiem specjalny świąteczny pociąg. Jest on specjalnie pomalowany i udekorowany w ten sposób, że każdy wagon składu wygląda z zewnątrz zupełnie inaczej zaś w środku zamiast reklam można znaleźć kolejne dekoracje zarówno na podłodze, jak i na suficie oraz w oknach. Trzeba przyznać, że taki pociąg wygląda absolutnie bajecznie. Ponieważ jeździ on na dłuższej z linii i jest to tylko jeden skład, wcale nie jest tak prosto załapać się na przejażdżkę nim, choć dużo łatwiej zobaczyć go w trakcie mijania się składów na którejś ze stacji. 




Oczywiście, jak co roku nie brak głosów krytycznych, że tego typu atrakcje dużo kosztują i niepotrzebnie obciążają miejski budżet. Jednak z drugiej strony nie brak opinii przeciwnych, że jest to świetna promocja miasta - przyciągająca do stolicy turystów, ale także i zachęcająca mieszkańców do spacerów po nietypowo oświetlonych miejskich brukach. My nieodmiennie jesteśmy zdania, że Warszawę warto poznawać przez nogi i jak najbardziej przyłączamy się do tych, którzy do wędrówek po świątecznej stolicy zachęcają. 




Na koniec z kronikarskiego obowiązku pozwolimy sobie odnotować, że nie wszystkie dekoracje zostały sfinansowane przez miasto, część została zasponsorowana przez różnego rodzaju firmy, niektóre są dziełem urzędów dzielnic, a za jeszcze inne odpowiadają osoby prywatne, jak choćby na bielańskim Piechotkowie. Tak więc pełni wdzięczności raz jeszcze zapraszamy na spacer, niech ten czas końcówki roku będzie okazją do zachwycenia się pięknem błyszczącej stolicy!

wtorek, 5 grudnia 2017

O architekturze Warszawy w Banku Landaua, czyli premiera książki Grzegorza Miki


Jesień w warszawskim kalendarzu naznaczona jest książkami, nie tylko z powodu Targów, o których pisaliśmy poprzednio, ale także z faktu premier ciekawych pozycji na rynku księgarskim. Do takich niewątpliwie zaliczyć trzeba właśnie wydaną pracę Grzegorza Miki "Od wielkich idei do wielkiej płyty. Burzliwe dzieje warszawskiej architektury." Choć jeszcze za wcześnie na recenzję, to jednak powiedzieć trzeba, że jest to książka wypełniająca istotną lukę wśród dotychczas wydanych varsavianów. Choć historia jej powstania miała wiele meandrów niczym Wisła zanim ją uregulowano, a nawet można by rzec, że wiele wzlotów i upadków pracy twórczej za tym stało, to jednak w końcu możemy dziś ten tom położyć na półce i ustawić w kolejce do przeczytania. 


Jednak dziś ma być bardziej o samym wydarzeniu jakim była premiera tej książki. Miejsce wybrano nie przypadkowo, albowiem Bank Landaua to jeden z nielicznych przedstawicieli warszawskiej secesji jaki się ostał, choć przyznać trzeba, że nie był to najpopularniejszy styl w jakim wznoszono stołeczne budynki. Tym niemniej warto nadmienić, że sama bryła choć pozbawiona pierwotnej kopuły oraz znajdująca się na tyłach Placu Bankowego, jest obiektem charakterystycznym i robi wrażenie nie tylko z zewnątrz ale może i przede wszystkim tym co kryje w środku. Nawet dziś pomimo skromnej aranżacji przestrzeni, sama architektura, wykończenie i detale wnętrza klatki schodowej robią wrażenie na przekraczających progi gościach. Za czasów świetności musiało być ono tym bardziej imponujące.





Samo spotkanie miało miejsce w tak zwanej sali kinowej, zaaranżowanej w prosty, ale zarazem pomysłowy sposób. Zdecydowanie była to godna oprawa rozmowy o książce w której udział wzięli niewątpliwi znawcy tematu. Udział Grzegorza Miki - szerzej znanego jako twórca profilu "Warszawski Modernizm 1905-1935", a także autora tekstów niegdyś do "Stolicy", a obecnie do "Skarpy Warszawskiej" traktujących głównie o architekturze miasta, a zarazem autora nowej książki jest sprawą oczywistą. Jednak równorzędnym partnerem w dyskusji, a w zasadzie jej moderatorem był Piotr Otrębski - dziennikarz z Radia Warszawa, prowadzący znaną audycję "Tu była Warszawa", ale również autor książki o stołecznych kościołach i kaplicach, którego teksty można także znaleźć w "Skarpie". Trzecim uczestnikiem był szef tego wydawnictwa Rafał Bielski - kolekcjoner przedwojennych warszawskich pocztówek oraz współautor albumu o tej tematyce. Stawka więc była absolutnie wyrównana i licznie zgromadzona publika miała prawo oczekiwać uczty intelektualnej podanej jako mini debata o architekturze stolicy.


Nie zabrakło rozmowy o szklanych domach i o torze wyścigów konnych, był wątek zawiłych losów warszawskich architektów i tego jak kształtowały się oraz zmieniały koncepcje architektoniczne w głowach urbanistów oraz włodarzy miasta z prezydentami Sokratesem Starynkiewiczem i Stefanem Starzyńskim na czele. Było rzecz jasna i o secesji i o modernizmie. Nie zabrakło też nawiązań do kwestii szpetnej i tandetnej architektury zarówno w przeszłości, jak i współcześnie. Oczywiście nie sposób było nie poruszyć jednej z najbardziej gorących linii sporu wśród publicystów i znawców tematu, mianowicie czy Warszawa II Rzeczypospolitej była Paryżem Północy, czy może jednak miastem biedy, złych warunków bytowych powodowanych przeludnieniem i nadmiernym zagęszczeniem zabudowy. Było też i o ruchu ulicznym i korkach ich przyczynach oraz o tym jak prognozowano kiedyś nasycenie dróg miejskich prywatnymi autami w perspektywie nadchodzących dziesięcioleci. Kto chciał, ten też dowiedział się o tym czy są w stolicy kliny napowietrzające i czy coś wstrzymuje ich działanie. Słowem każdy kto chciał się czegoś o Warszawie dowiedzieć, miał ku temu okazję i możliwość swobodnego zadania pytania.



Zaś jeśli komuś zabrakło śmiałości by uczynić to publicznie, to po zaopatrzeniu się na miejscu w publikację, mógł ustawić się w kolejce celem uzyskania autografu i tym sposobem zyskania okazji by zamienić kilka słów z autorem w nieco bardziej nieoficjalny sposób. Sądząc po długości kolejki, większość z obecnych skorzystała z tej możliwości, często podsuwając do wpisu nie jeden, a nawet dwa egzemplarze publikacji, zapewne na prezent lub dla znajomych, którym jakoweś przeszkody uniemożliwiły przybycie na to wydarzenie. Dość powiedzieć, że warto było się pojawić choćby po to by samemu się przekonać jak autor brzmi na żywo, lub zdecydować na zakup książki, którą można było śmiało przekartkować przed sfinalizowaniem transakcji lub w oparciu o to co można było usłyszeć podczas spotkania.


Na koniec nie pozostaje Nam nic innego, niż zaprosić Was na spacer, niekoniecznie do Banku Landaua, choć on też jest wart odwiedzenia, ale z pewnością warto na trasie marszruty zaplanować zajrzenie do jakieś księgarni, albowiem w poszukiwaniu świątecznych prezentów jest to doskonałe miejsce do wyszukania odpowiedniego podarku na długie zimowe wieczory.