wtorek, 27 września 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 27 września 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.



Bałuckiego
W jednym z domów przy Bałuckiego mieściła się komenda Batalionu "Bałtyk". 27 września o dziesiątej odbyła się narada dowódców jednostek walczących jeszcze na Mokotowie, na której podjęto decyzję o kapitulacji dzielnicy. Pisał o tych wydarzeniach Antoni Nocen w pamiętniku, udostępnionym nam przez Stanisława Markowskiego. Po zakończeniu narady z budynku przy Bałuckiego wyszło trzech parlamentariuszy z białymi chorągwiami. Wśród nich znajdowali się major Eugeniusz Ledenberger "Burza", dowódca Batalionu "Bałtyk", i porucznik Stanisław Potoręcki "Nergus", dowódca Kompanii B-3.
- Idą Racławicką ku Fortowi Mokotów. Artyleria bije nieustannie i ze wszystkich stron słychać warkot zbliżających się czołgów. Przy Bałuckiego w tym czasie zebrały się niedobitki oddziałów. Czujki pozostawione są w ogrodzie koło Misyjnej i Racławickiej. Panuje pewien rozgardiasz i niepewność sytuacji, zupełna dezorientacja. Jedni chcą strzelać. Inni krzyczą, by wstrzymać ogień "bo zabiją naszych parlamentariuszy". Nie wiadomo, czego się trzymać. Grupka żołnierzy, wśród nich strzelec z naszej kompani -  Żyd, próbują jeszcze zejść do kanału. Bezskutecznie. Niektórzy z nich weszli, by po kilkunastu godzinach powrócić. Podchorąży Włodzimierz Gołaszewski "Szary" siedzi w piwnicy. Poszedłem do niego. Łzy jak dziecku spływają mu po policzkach.
Wysyłamy jednego ze strzelców, dobrze mówiącego po niemiecku. Idzie ze szczotką do zamiatania, z zawieszonym białym prześcieradłem. Idzie do esesmanów stojących niedaleko przy czołgach. Po paru minutach wraca. - "Mówią, że mamy zaraz wyjść i rzucić broń na stertę". (...) Przy czołgach uśmiechnięte mordy SS. Każą nam wskakiwać do dołu powstałego przy zakładaniu fundamentów. Wskakujemy po kolei. Część broni uprzednio połamaliśmy i pochowaliśmy. Resztę zrzucamy na stertę. Niemcy pytają, gdzie schowaliśmy karabiny naszych strzelców wyborowych z wmontowanymi lunetkami, które tak dały się im we znaki. Nie wierzą, że takich w ogóle nie mieliśmy. Dwóch z SS ogląda rzucony na stertę Gammon ze zrzutów. Nie wiedzą, co to za broń. Inny podaje mi pistolet i mówi po niemiecku: "Na, zastrzal się". Nie reaguję. Szwab zaśmiewa się z doskonałego kawału. Teraz oddzielają oficerów, podoficerów i strzelców. Artyleria przestała bić i w górę wylatują tylko barwne rakiety. Po raz pierwszy od dwóch miesięcy zapada absolutna, bolesna cisza. Przez tłumacza Niemcy zapewniają, że nie będziemy rozstrzelani, po czym rewidują dokładnie każdego z nas. Widzimy wychudzonych i brudnych Niemców, którzy byli u nas w niewoli. Szukają tych, którzy ich bili. Odnajdują paru i SS odprowadza ich na bok. Nie zobaczyliśmy ich już więcej. Niemiecki oficer ogłasza, że w ciągu pięciu minut musimy mu złożyć pięćdziesiąt zegarków, bo będzie z nami źle. Rzucamy do czapki zegarki i ustawiamy się czwórkami w pobliżu dołu, z którego powoli wyłazimy. Pod eskortą SS i Wehrmachtu maszerujemy w stronę Fortu Mokotów - czytamy w pamiętniku Antoniego Nocena. 

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

poniedziałek, 26 września 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 26 września 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.



Woronicza 8
W nowoczesnym, funkcjonalistycznym budynku dawnej szkoły powszechnej nr 36, koszarowali niemieccy lotnicy i żołnierze SS. 2 sierpnia 1944 roku budynek zdobyty został przez kompanie B-2 i B-3 z Batalionu "Bałtyk" Pułku "Baszta". Gmach, sąsiadujący z rozległym kartofliskiem, stanowił jedno z najsilniej umocnionych stanowisk obronnych Powstańców na południowym skraju Mokotowa.
- Niemcy nie wytrzymali nerwowo i ewakuowali się samochodami w popłochu. Euforia tego natarcia była tak ogromna, że niektóre oddziały pogoniły w kierunku Dworca Południowego. My wpadliśmy do szkoły na Woronicza. Esesmani, uciekając w panice, zostawili bardzo dużo rowerów, a w magazynku broni: amunicję, kilkanaście karabinów, Panzerschreckm granatnik, dwa moździerze piechoty z amunicją, materiały wybuchowe i inny sprzęt wojskowy. Na dziedzińcu szkoły zostawili ponadto dwa samochody ciężarowe i jeden osobowy - czytamy we wspomnieniach Mieczysława Chackiewicza "Martyny" z 1. plutonu kompanii B-3.
"Martyna" wylicza dalej:
- W ręce Powstańców dostał się dobrze zaopatrzony magazyn z żywnością, zaś kuchnia wyposażona była w nowoczesne, ciśnieniowe kotły do przygotowywania posiłków. Przeszukując pomieszczenia szkoły w nadziei zdobycia broni, znalazłem kompletny plecak esesmana z płaszczem, spodniami, koszulą i kurtką mundurową. Były też skarpety, bielizna osobista, getry do spodni (wyposażenie cyklisty) oraz mnóstwo drobiazgów, takich jak przybornik do szycia, karabinowy wycior przeznaczony do czyszczenia lufy, szczotka do butów itp. - czytamy w książce "Powrót do wspomnień".
Ten skarb z wyposażenia niemieckiego cyklisty stał się szybko przedmiotem pożądania wielu Powstańców.
Polacy utrzymali gmach do schyłku września. 24 września, po zajęciu Królikarni, Niemcy z impetem natarli na szkołę. 25 września budynek kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk. Zacięte walki trwały do 26 września. W obawie przed okrążeniem, 26 września Powstańcy przedarli się do parku Dreszera.
Od 1950  roku w odbudowanym gmachu mieści się Gimnazjum i Liceum im. Królowej Jadwigi.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

niedziela, 25 września 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 25 września 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Aleje Jerozolimskie (Bahnhofstrasse) przy Brackiej (Ordenstrasse)
We wrześniu 1944  roku, tam, gdzie oś ulicy Brackiej przecina Aleje Jerozolimskie, leżały zwłoki niemieckich żołnierzy, a tuż obok spory wór - zasobnik, niecelnie zrzucony przez Rosjan z kukuruźnika. Jezdnia Alej była terenem niczyim.
- Około 25 września nadarzyła się okazja do przejęcia tajemniczego wora. Otóż codziennie rano, z ukrycia w ruinach Cristalu, przez całą szerokość [ulicy] odzywał się do nas głos. Żołnierz niemiecki znający gwarową polszczyznę witał nas: - "Dziń dobry, chłopoki. Jak wom idzie?" - Z naszej strony padały podobne odpowiedzi i czasami rozmowa zamieniała się w małą dyskusję, bardziej humorystyczną niż napastliwą. Trzeba było przy tym uważać, by nie wychylać się z ukrycia. Rzuciłem dwie propozycje - "Weźta tych swoich, co leżą na ulicy, bo przecież powinniście dbać o kamratów". - "My zaczniemy brać, a wy zaczniecie rąbać" - padła odpowiedź. Na nasze zapewnienie, że wstrzymamy się od strzelania, usłyszeliśmy, że jak przyjdzie Leutnant, to będziemy mogli z nim pogadać. Po pewnym czasie głos z gruzów Cristalu odezwał się ponownie i zapowiedział, że Leutnant jest. Dalszą rozmowę prowadziliśmy przez naszego "tłumacza". Już nie pamiętam, która strona zaproponowała, aby cała akcja sprzątania trupów - a dla nas przeciągnięcia wora - rozpoczęła się od jednoczesnego wyjścia dwóch stron - wspominał Alojzy Pluciński "Dębina" w książce Jana Lissowskiego "Batalion "Sokół"".
Do realizacji zobowiązań doszło następnego dnia o czwartej po południu. Z polskiej strony na środek ulicy wyszedł podporucznik Jan Sobor-Kulągowski "Miki I" z Batalionu "Sokół", z niemieckiej zaś Leutnant w mundurze Waffen-SS. Po oddaniu honorów rozpoczęli rozmowę. Na sygnał, z jednej strony wyszli z ruin Niemcy - po swoich poległych, z drugiej zaś Polacy - po zasobnik. Niemcom zabrakło noszy, więc Powstańcy użyczyli im swoich. Cała akcja trwała kwadrans. W tym czasie "Miki I" spokojnie konwersował z Niemcem.
- Gdy już wszyscy zniknęli w gruzach, na nowo rozpoczęła się strzelanina. Przejęty przez nas zrzutowy worek zawierał w połowie tytoń, a w połowie suchary - wspomina pan Pluciński. 

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

sobota, 24 września 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 24 września 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.



Sobieskiego (Południowa/Südenstrasse) 101
Rankiem 24 września 1944 roku, obok pałacyku zwanego Sielanką przy ulicy Sobieskiego 101, Niemcy rozstrzelali grupę mężczyzn. Wcześniej kazali im wykopać dół. Wśród ofiar egzekucji był trzydziestojednoletni Czesław Gmitrzak. O tej zbrodni opowiada dziś jego córka Barbara Gmitrzak-Susabowska:
- Ojciec działał w podziemiu, niestety nie wiem, w jakiej formacji. Mieszkaliśmy przy Stępińskiej. Po upadku Czerniakowa zabrał mnie z mamą i garstką innych ludzi. Chciał nas wyprowadzić z oblężonej ulicy na górę. Szliśmy Dolną. W pewnym momencie ojciec zawrócił i ruszyliśmy w dół. Zatrzymaliśmy się w pustym wtedy pałacyku Sielanka. Przenocowaliśmy w piwnicy. Następnego dnia rano wpadli Niemcy. Rozstrzelali dziewięciu mężczyzn, resztę naszej grupy popędzili do obozu w Pruszkowie.
Siedem miesięcy później rodzina ekshumowała ciało Czesława Gmitrzaka i przeniosła na Cmentarz Czerniakowski. Pałacyk jest dziś własnością Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

piątek, 23 września 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 23 września 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.




Solec (Salzstrasse) 61
Okolice kościoła Świętej Trójcy przy ulicy Solec 61 były sceną ostatniego dramatu Powstania Warszawskiego w tej części miasta. Po upadku Czerniakowa Niemcy z zimną krwią mordowali tu wziętych do niewoli Powstańców, wśród nich kapelana V Zgrupowania "Kryska", księdza Józefa Stanka "Rudego". Ten dwudziestoośmioletni pallotyn przez blisko miesiąc dzielnie towarzyszył żołnierzom, walczącym w rejonie ulic Solec, Zagórnej, Czerniakowskiej, Wilanowskiej i Okrąg. Odprawiał msze, spowiadał, pocieszał rannych w szpitalach polowych. 23 września Niemcy powiesili go na terenie magazynów "Społem" przy ulicy Solec. 
Podczas mszy świętej, odprawionej 13 czerwca 1999 roku na placu Piłsudskiego, papież Jan Paweł II ogłosił księdza Józefa Stanka błogosławionym. Imię kapelana z Czerniakowa nosi kaplica w Muzeum Powstania Warszawskiego.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

czwartek, 22 września 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 22 września 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Belwederska (Słoneczna/Sonnenstrasse) róg Promenady
Splot ulic Belwederskiej, Chełmskiej, Tureckiej, Stopowej i Nabielaka od początku Powstania przechodził z rąk do rąk. Ten strategiczny punkt na Dolnym Mokotowie raz zajmowali Polacy, innym razem Niemcy. W połowie sierpnia opanowała go powstańcza kompania 0-2 "Withala" z Pułku "Baszta". Zajęła budynek wytwórni akumulatorów "Magnet" u zbiegu Belwederskiej i Promenady. Z pomocą okolicznych mieszkańców żołnierze zbudowali obok barykadę w poprzek Belwederskiej i przekopali tunel pod jezdnią.
- Miałem świetnych chłopaków. Nocami w pięcio-, sześcioosobowych grupach penetrowali niemieckie stanowiska. Docierali do Łazienek - wspominał dawny plutonowy podchorąży Eugeniusz Ajewski "Kotwa", zastępca dowódcy kompanii 0-2 "Withala". Barykada z tunelem była wówczas jedynym połączeniem między Górnym i Dolnym Mokotowem. Broniła się do 22 września. Do historii przeszła jako "Reduta Magnet".

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!

środa, 21 września 2016

Warszawskie ulice w ogniu walki - 21 września 1944 r.

Choć na co dzień sobie tego nie uwiadamiamy, to w drodze do pracy, szkoły, sklepu, a nawet na spacerze z psem, często ocieramy się o historię. Te opowieści o bohaterskich czynach i heroicznych postawach są zaklęte w murach kamienic, chodnikowych płytach, a nawet kocich łbach i starych szynach tramwajowych gdzieniegdzie wciąż wystających spod asfaltu ulic. Czasami wręcz się narzucają w postaci otworów po kulach bijących w oczy przechodniów, na cokołach pomników, fontann, a nawet elewacjach niektórych budynków. To przypomina o sobie Powstanie Warszawskie. Jak co roku w sposób możliwie najbardziej uroczysty staramy się upamiętnić te chwile. Brzmią syreny, zatrzymują się pojazd na ulicach, ludzie na chodnikach, na chwilę nawet czas zatrzymuje się w miejscu. Są znicze, wieńce, łzy wzruszenia i słowa modlitwy, a także wspomnienia o tych co życie oddali za Polskę.

My także mamy swój sposób na upamiętnienie tych wielkich czynów zwykłych Warszawiaków, z sierpniowych i wrześniowych dni roku 1944. Jak co roku, chcemy pomóc Wam w lepszym poznaniu tej tragicznej i wielkiej historii. Jak zapewne trafnie się domyślacie, znów będzie to cykl wpisów w formie kalendarium Powstania Warszawskiego. Tym razem chcemy się skupić na tym by pokazać konkretne miejsca i wydarzenia, tak by można było każdego dnia odwiedzić tych niemych świadków o których wspomnieliśmy na początku postu. Jako źródło dla naszych tegorocznych wpisów w tym cyklu przyjęliśmy książę Jerzy S. Majewski, Tomasz Urzykowski Przewodnik po powstańczej Warszawie.


Wybrzeże Gdyńskie (Gotenhafener Ufer)
Na skraju parku w północnej fosie Cytadeli, tuz nad sadzawką w pobliżu Wisłostrady, natkniemy się na kamienną płytę ku czci żołnierzy 2. Dywizji Piechoty 1. Armii WP, którzy od 17 do 23 września 1944 roku sforsowali w tym miejscu Wisłę.
Desant z Pragi na Żoliborz był z góry skazany na niepowodzenie. Niczym nieosłonięci żołnierze byli łatwym celem dla Niemców, ukrytych za wałami i murem Carnota Cytadeli Warszawskiej i strzelających do piechurów jak do kaczek.

Jak dobrze wiecie, jedną z naszych tradycji jest zachęcanie Was do spacerów, tak by miasto i jego historię poznawać przez nogi. Tym razem proponujemy, byście lekko zmodyfikowali swoją rutynę trasy z domu lub do niego, tak by przez te 63 zahaczyć przynajmniej o kilka z tych miejsc. Uważamy, że warto zabrać ze sobą świeczkę, kwiat lub jakiś inny przedmiot którym zechcecie wyrazić swoją pamięć o Powstańcach. Niech widzą, że Warszawiacy wciąż pamiętają ! A jeśli będziecie mieć odrobinę szczęścia, to kto wie może jeszcze uda wam się spotkać jednego lub jedną z nich, a wtedy może się stać coś co pozostanie z Wami na zawsze. Spotkanie z prawdziwym bohaterem z krwi i kości, człowiekiem który już za życia został legendą. I to jest coś niezwykłego czego Wam serdecznie życzymy, bo nam było to dane więcej niż raz, a ciągle nam mało, a w więc w drogę, idźmy i pamiętajmy, żywi i umarli czekają na nas !!